Marsz Podłości A.D. 2017
Tak jak co roku, przygotowaliśmy dla Was krótki komentarz do Marszu Niepodległości, który siłą rzeczy będzie też komentarzem do obecnej sytuacji w Polsce. Zacznijmy od liczebności. Szacując po długości i zajmowanej przestrzeni, ilość uczestników była podobna jak rok temu, czyli wyniosła ok. 50 tysięcy osób. Reżimowe media podają 100 tysięcy, więc dzielenie przez dwa wydaje się być rozsądnym kompromisem (policja podała ok. 60 tysięcy).
Czy to dużo? Z całą pewnością o 50 tysięcy za dużo, choć z drugiej strony na przestrzeni ostatnich kilku lat nie widać wyraźnej tendencji zwyżkowej. Mimo tego, że Marsz Niepodległości jest dziś najbardziej prosystemowym wydarzeniem w Polsce, mimo nachalnej promocji w partyjnych mediach, mimo posłów-narodowców w Sejmie, marsz zatrzymał się w jednym miejscu. Częściowo wynika to pewnie z obranego w tym roku, religijnego dyskursu, którego podsumowaniem jest główny slogan marszu "My chcemy Boga". Spotkał się on z ostrą krytyką części środowisk prawicowych, od endeków po neopogan. W końcu nacjonalizmowi nie zawsze było po drodze z kościołem, a tym bardziej nie z chrześcijaństwem. Skąd ta religijna wolta? Chyba najlepiej podsumował to Rafał Ziemkiewicz (a to zaskoczenie!), twierdzący, że narodowcy szukają jak najkrótszej drogi do bezdennej skarbonki Papy Rydzyka, do której dostęp blokuje PIS. Możemy więc spodziewać się w przyszłości mniej polityki, a więcej czystego, katolickiego dżihadu ze strony naszych domorosłych (choć coraz bardziej dorosłych) führerów.
Skoro o führerach mowa, z okazji Marszu do Polski został zaproszony szef włoskiej partii neofaszystowskiej Forza Nuova, Roberto Fiori. A to tylko wisienka na brunatnym torcie. Od lat w Marszach biorą udział reprezentacje fundamentalistycznej prawicy z wielu krajów Europy, od Węgier po Hiszpanię. Po raz pierwszy w historii marsz przyjął retorykę tak otwarcie rasistowską. "Duma, duma, narodowa duma!" odchodzi do lamusa; W tym roku standardy wyznaczały takie perełki jak "Biała Europa", "Czysta Krew", "Ku Klux Klan", czy "Cała Polska śpiewa z nami, wyp***dalać z uchodźcami". Mury w obecności policji obwieszono antymuzułmańskimi plakatami. Wszystko pod czujną opieką Wielkiego Brata Mariusza Błaszczaka, który był gotów bronić narodowców przez dziennikarzami nagą piersią. Dziwili się nawet co bardziej uczciwi dziennikarze reżimowych mediów "ale jak to nawoływanie do ludobójstwa na patryjotycznym marszu :(?". Jakby nie wiedząc, że tego potwora wychowali własnymi rękami.
Przedstawiciele neofaszystowskich ugrupowań przyjmowani z honorami w parlamencie, hasła nawołujące do czystek etnicznych, wyrazy uznania od prawicowych ekstremistów i terrorystów z całej Europy - wszystko to świadczy, że Polska ma poważny problem nie tylko z rasizmem, ale w coraz większym stopniu z neonazizmem. Stolica kraju doszczętnie zniszczonego przez zbrodniczą ideologię faszyzmu, stała się po kilkudziesięciu latach mekką jego wyznawców. Najważniejszym wydarzeniem w roku został pełen agresji, uprzedzeń i nienawiści marsz, który coraz bardziej przypomina kibolską napinkę, co dosadnie świadczy o moralno-etycznym stanie polskiego nacjonalizmu. Pamiętajmy, że fundamentem faszyzmu nie był zdyscyplinowany niemiecki żołnierz, tylko tępa horda spontanicznie paląca książki, zdegenerowane oddziały freikorpsów, młodzieżowi pałkarze na uniwersytetach.
W tym całym bagnie pozytywnym zaskoczeniem, a zarazem iskierką nadziei była demonstracja antyfaszystowska. Jeszcze kilka lat temu 11 listopada wszyscy bali się wychodzić z domu, dziś przez Warszawę przeszedł kilkutysięczny marsz Antify, pokazując, że w tym społeczeństwie istnieje jeszcze ostoja normalności. Wznoszono hasła o solidarności, równości społecznej i antyrasizmie. Mimo kilku prowokacji nacjonalistycznych band, było bezpiecznie i spokojnie. Oby ten protest stał się również wydarzeniem cyklicznym, by nie było wymówki, że nie ma alternatywy dla marszu neofaszystów. Przede wszystkim jednak pamiętajmy, że antyfaszystowska aktywność to nie tylko 11 listopada, ale cały rok i nasze codzienne postawy wobec innych ludzi. Postawy szczególnie potrzebne w obliczu nacjonalistycznego szaleństwa, w jakim topi się ten kraj.














