Siedział metr za mną, dosłownie plecy w plecy. Zauważyłem go od razu, jak tylko wszedłem do pomieszczenia dla prasy. Wprawdzie odwzajemnił uśmiech, ale nie podszedłem i nie zapytałem, czy dałby się namówić na setkę.
Niech się dzieje - podnoszę się i podchodzę do Tomasza Rożka.
- Przepraszam, czy mógłbym z Panem nagrać setkę?
- Jasne - odpowiada i natychmiast podnosi się z kanapy. Sprawiał wrażenie człowieka energicznego, pełnego zdrowego entuzjazmu. Jak w telewizji.
Nie, nie chciałem namawiać prowadzącego nowej Sondy do picia wódki. Chodziło mi o kilka kilka pytań do kamery, zresztą tych samych, które zadawałem już astronautom, naukowcom, dziennikarzom i w ogóle ludziom z „top of the top”. To były tak proste pytania, że aż głupio je było zadawać, ale zależało mi na osiągnięciu spójnego efektu. Czy go osiągnę, o tym przekonacie się oglądając mój reportaż ze Śląskiego Festiwalu Nauki.
Kiedy Rożek pojawił się w centrum mojego kadru i miałem zadać mu pytanie, na które odpowiedź poznasz w moim filmie, z twarzy popularnego popularyzatora nauki spływa uśmiech.
- On nie żyje.
Użył takich słów, albo podobnych, ale w tej samej ilości. Wszyscy momentalnie orientujemy się, o co chodzi i zamieramy. Zamiera redaktor Rożek, jakiś profesor nieopodal odkłada kanapkę i zamiera, oczywiście ja też zamarłem.
- Śmierć pnia mózgu… Za moment puszczą to w mediach, tylko czekają, żeby najpierw powiadomić bliskich.
To był mój drugi dzień kręcenia się po Śląskim Festiwalu Nauki. Dzień wcześniej, na festiwalową scenę wchodzili marszałkowie, wchodził prezydent Katowic, rektor, dziekan i całe takie towarzystwo. Żadnej obstawy nie zauważyłem. Jeśli miałbyś dosyć samozaparcia, każdego z nich mógłbyś zagadać czy dotknąć. Scena tak niska, że jak zrobisz dość wysoki krok, to spokojnie na nią wejdziesz. Żadnych barierek, ochroniarzy, wstęp wolny, kontrola żadna, chyba że wchodzisz jako grupa.
Wyjątkowo zwróciłem na to uwagę, tak jakby mistyczne „coś” próbowało mnie przed czymś ostrzec. Teraz tak to sobie mądrze-niemądrze dopowiadam, jak już wszystko się stało, prezydent Gdańska nie żyje, a Polska tkwi w jałowej debacie.
Nie chcę wchodzić z tym tekstem w egzaltowany ton panujący w polskich mediach. Ludzie usiłują szukać winnych, bo jeden winny im nie wystarcza. Albo wygłaszają zrozumiałe, ale jakże banalne „stop nienawiści”.
Zresztą z tego, co napisałem, też można wyciągnąć, że oto zawinił brak wystarczającej ochrony. A to przecież bzdura! Im bardziej wierzy się w dobro, tym bardziej nie docenia się potencjału zła. Tylko zafajdanemu paranoikowi przyszłoby do głowy robić ze sceny Wielkiej Orkiestry fortyfikację. Podobnie z Festiwalem Nauki — przecież nauka jest nietykalna, tak samo jak zbiórki charytatywne.
— Czy jest Pan teraz w stanie udzielać wywiadu? - pytam Tomasza Rożka, jak już minął szczytowy moment konsternacji.
Ja wciąż jestem w emocjach, tak jak cały pokój dla prasy i znany fizyk na ekranie mojej kamery.
— Jasne — odpowiada i życie toczyło się dalej.
________
(post z mojego konta na facebooku, napisany 15.01.2018)