Dziś po raz pierwszy wykorzystałam jednorazową (tylko teoretycznie) siatkę foliową jako nakładkę na obiektyw do wyczarowania sielskiego klimatu, który towarzyszył nam podczas wyjazdu na wieś. Bez tej siatki też byłoby dobrze i błogo, bo leśnie, bezmiastowo, cicho, beztrosko i z winem, ale jednak z tą przezroczystą jednorazówką zdjęcia zrobiły się bardziej intymne i subtelne. A to miejsce zasługuje na to, by opowiadać o nim z tajemnicą w tle.
A miała ta siatka tylko chronić aparat przed deszczem...
Pozdrowienia dla Renaty i Tima, którzy tak sobie wymyślili tę ziemię, te podłogi, tego konia na biegunach, tę kuchnię, te portrety obok pralki, te drzwi z pokoju prosto na ogród z zaglądającym przez szybę kucem i kotem…








