nie słucham rad tych głupców, nie idę ślepo za stadem
#iwtv#interview with the vampire#amc tvl#sam reid#jacob anderson




seen from China
seen from China

seen from Malaysia

seen from Saudi Arabia
seen from India
seen from United States
seen from Ukraine
seen from China
seen from Malaysia
seen from Germany

seen from France
seen from Singapore
seen from Bulgaria
seen from United States
seen from Macao SAR China
seen from Australia

seen from United States

seen from Russia
seen from Germany
seen from Italy
nie słucham rad tych głupców, nie idę ślepo za stadem
Poproszę o pozdrowienia dla Polaków słuchających radia za granicami Polski. Z góry dziękuję. zmienianie mój dzień na lepszy. Dziękuję radio, Melo radio #meloradio #allinclusice #extasy #madonna #slucham #radio #Internet (w: Lauchringen)
Brak tylko tej jednej osoby , a czujesz jakby cały świat był wyludniony
Jak się teleportować - prosty poradnik
To cudowne rozwiązanie posiadało kilka niedociągnięć z czego jedno bardzo poważne. Nie oszukujmy się - to po prostu nie działa i nigdy działać nie będzie. Pogodziłem się z tym faktem dosyć szybko i zacząłem szukać w pełni działającego rozwiązania. W końcu znalazłem.
Czego potrzeba:
1. Dobre źródło muzyki
Mówiąc po ludzku - dobry odtwarzacz mp3. Taki który pomaga w słuchaniu muzyki i nie utrudnia szybkiego wyszukiwania i zmieniania piosenek. Ja mam iPod'a Touch, sprawdza się idealnie. Wytrzymuje bez ładowania całe wieki i znajdę na nim co tylko chcę w kilka sekund.
2. Wygodne słuchawki.
Wygodne słuchawki to takie, o których się zapomina i nie pamięta przez następne kilkanaście godzin. Jeśli po godzinie słuchania czujesz jak bolą cie uszy to wywal te słuchawki. SĄ ZŁE. Natomiast jeśli po jakimś czasie zauważasz, że muzyka płynie ci ze środka głowy a jej barwa, głośność i jakość zdecydowanie robi ci dobrze to gratuluję. Masz dobre słuchawki.
3. Wygoda
Czyli względnie wygodne miejsce do spoczynku. Czasami jest z tym ciężko, szególnie znając uroki PKP czy innych autobusów. Cudów bym się nie spodziewał ale zawsze lepsze miękkie siedzenia niż podłoga pomiędzy przedziałami.
4. Ulubione piosenki
Najważniejszy punkt. Od tego zależy powodzenie teleportacji. Należy usunąć z playlisty te piosenki, które w jakiś sposób nam będą przeszkadzały choćby dlatego, że nie mamy nastroju ich dzisiaj słuchać. Zostawiamy wszystko co jest zajebiste, to co jest dobre i to co jest znośne. Reszta - wyjazd.
Co z tym wszystkim zrobić?
Wygodnie się rozłożyć. Zaaplikować słuchawki. Nacisnąć PLAY.
Pierwsze minuty są najgorsze bo trzeba załapać rytm i trochę rozruszać zmysły. Jeśli nie będziesz robić nic poza słuchaniem muzyki to podróż powoli stanie się monotonna. Po jakimś czasie stopniowo zaczniesz tracić kontakt z rzeczywistością i wpadniesz w stan pomiędzy snem a jawą. Bez względu na to czy twojego oczy będą otwarte czy zamknięte, zupełnie przestaniesz ogarniać rzeczywistość a muzyka będzie głównym, a może i jedynym źródłem efektywnie stymulującym twój mózg.
To dlatego tak ważnie jest żeby uprzednio wywalić wszystkie "złe". piosenki. Jeśli w tym półśnie usłyszysz jedną z nich to bardzo cie to rozdrażni. Jak budzik dzwoniący o 5 rano. Dramat.
W każdym razie esencją tytułowej teleportacji jest wejście w stan pomiędzy przebudzeniem a snem. Niby nie śpisz ale nie ogarniasz nic poza muzyką. Czas zaczyna wtedy płynąć zdecydowanie szybciej.
Pierwszy raz porządnie wprowadziłem się w ten stan kiedy jechałem pociągiem przez ponad 12 godzin. Chyba bym tam umarł gdyby nie muzyka. Szczerze mówiąc to pamiętam tylko kilka godzin z tej podróży 3, może 4. Za to doskonale pamiętam album Daft Punk, którego użyłem żeby "odpłynąć".
Niby można zabić czas filmami, książką albo szydełkowaniem ale to wymaga zdecydowanie więcej skupienia i zaangażowania. Muzyka nie oczekuje od ciebie tak wiele. Jest tylko małym dodatkiem do tej dziwnej formy medytacji. Nie wszystkim to będzie odpowiadało ale jestem przekonany, że znajdzie się grupka osób którzy będą zachwyceni pomysłem.
Tekst sponsorowany przez najnowszy album Franz Ferdinand.
Dlaczego kobieta "nie ma się w co ubrać"
Siedziałem pewnego wieczora w wygodnym fotelu z iPodem w ręce i nagle mnie olśniło. Wpadłem w stan, w który dosyć często wpada wiele kobiet. Mogłem posłuchać absolutnie każdej piosenki jaką tylko byłem sobie w stanie wyobrazić a mimo to przez ponad pół godziny siedziałem w ciszy.
No bo jak tu czegoś słuchać jak nic człowiekowi nie pasuje. Jedne kawałki wymęczone i przesłuchane po kilkadziesiąt razy, inne zapomniane do tego stopnia, że trzeba wpaść w dobry nastrój żeby je znowu, na spokojnie odświeżyć. Jest wieczór a ja prawie zasypiam więc nie chce słuchać niczego agresywnego i głośnego bo znowu nie zasnę do rana. Z drugiej strony włączenie czegoś nazbyt łagodnego może się skończyć zaśnięciem a ja jednak chciałbym jeszcze urwać z tego dnia przynajmniej godzinę.
Tym sposobem skakałem pomiędzy albumami jak ta nieszczęsna kobieta pomiędzy wieszakami w swojej przepastnej szafie nie mogąc się zdecydować co dzisiaj na siebie założyć. Niby możliwości są ogromne jednak żadna nie wydaje się być dzisiaj odpowiednim rozwiązaniem.
Tyle ubrań i nie ma czego posłuchać. W końcu ubrałem Franz Ferdinand.
XXANAXX w katowickiej Klawiaturze
Kupując bilet zastanawiałem się jak zespół, który ma na Spotify siedem piosenek (w tym dwa własne remixy) , ma zagrać koncert trwający ponad godzinę. Na szczęście szybko okazało się, że dla tych, którzy pofatygowali się do Klawiatury, dwójka z Warszawy miała do zaoferowania zdecydowanie więcej niż tylko utwory z zeszłorocznej płyty.
Tym sposobem mogłem posłuchać sobie kilku kawałków z ich nadchodzącego krążka. A słuchałem wyjątkowo uważnie. Cieszy mnie to, że te nowe kawałki naprawdę dobrze brzmią. Przyjemnie się ich słucha i czuć, że XXANAXX wyrobił sobie swój własny styl, który zapewnie będzie nadal rozwijać. Widać, że te piosenki nie są robione na jedno kopyto tylko każda ma do zaoferowania coś innego.
Z drugiej strony mam wątpliwości czy te nowe piosenki będą tak dobre jak chociażby uznane "Stay" czy "Disappear''. Owszem, przyjemnie się ich słucha ale do ludzi zawsze trzeba wyjść z czymś co jest szczytem możliwości zespołu a jestem pewien, że oni jeszcze nie pokazali wszystkiego co potrafią. Bo do tego, że w końcu wypłyną na szerokie wody nie mam żadnych wątpliwości. Czekam na to co przyniesie nowa płyta.
Zdecydowanie warto ich posłuchać na żywo. Na płycie brzmią świetnie i ich koncertowe wykonania praktycznie nie różnią się od płytowych ale klimat jaki wytwarzają na koncercie robi swoje. Nic tak człowieka nie cieszy jak polskie "dziękuje" po świetnie wykonanej piosence z angielskim tekstem!
I jeszcze jedno. Może i mają tylko kilka kawałków ale za to każdy z nich jest świetny. Bez zbędnych zapychaczy i przeciętnych piosenek.
Moderat w Galerii Szyb Wilson
Mowa o koncercie zespołu Moderat. Możliwe, że nigdy o nim nie słyszałeś ale zaraz to naprawię. Nie pytaj czy warto. Po prostu to sprawdź.
Mój pierwszy raz
Nigdy nie byłem na tego typu koncercie. Jestem przyzwyczajony, że kiedy wchodzę na halę to widzę na scenie podstawowe instrumenty takie jak gitara i perkusja. Tutaj stały tylko 3 stoły z niezidentifykowanym sprzętem.
Po drugie nie był to koncert mega, ultra, hiper gwiazd więc dopchanie się praktycznie pod samą scenę nie było trudne a ludzie nie ściskali się żeby tylko zobaczyć wszystko z bliska. Pierwszy raz stałem na koncercie mając po kilkadziesiąt centrymentrów wolnej przestrzeni wokół. To miłe. Całkowity luz, nic tylko słuchać muzyki.
No to gramy!
Moderata słuchałem już od jakiegoś czasu. Nie kupili mnie wszystkimi swoimi piosenkami. Tak szczerze mówiąc to przed tym koncertem podoabły mi się może ze dwie. Nie więcej. W każdym razie postanowiłem im dać szansę i zdecydowanie jej nie zmarnowali.
Ich muzykę trzeba po prostu poczuć.
Nie tylko posłuchać. Nie tylko zobaczyć. Trzeba zamknąć oczy, stanąć pomiędzy ludżmi, którzy robią to samo, poczuć atmosferę miejsca i dopiero wtedy oceniać swoje osobiste wrażenia.
Dokładnie tak zrobiłem (chyba czysto intuicyjnie) i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, bo po kilkukrotnym przesłuchaniu ich płyt nie byłem przekonany czy chce ich słuchać na żywo. No bo jak to tak iść na koncert żeby wysłuchać tylko jednej, fajnej piosenki?
Kiedy godzina zamienia się w kilka minut
Pierwsze dźwięki jakie wyprodukował zespół pozwalały stwierdzić, że następna godzina będzie pasmem niekończącej się przyjemności. Dobrym pomysłem było postawienie za zespołem ekranów, na których wyświetlane były teledyski do poszczególnych piosenek albo zwykłe wizualizacje. Nie zabrakło też zestawów świateł, które, chociaż w małej ilości, dodały do całego koncertu jeszcze więcej przyjemnego klimatu.
Trzech gości za stolami, światła, muzyka, filmy. Te rzeczy sprawiły, że można było odpłynąć.
Tego miało nie być
Żeby nie było zbyt słodko to osobiście chciałbym zabić osobę, która ustawiła pod sceną coś w stylu lampy błyskowej. Waliła mi po oczach niemiłosiernie nawet kiedy je zamknałem i skierowałem głowę w dół żeby nie wypaliła mi oczu. Dodam tylko, że stałem kilka metrów od sceny.
Po drugie w końcówce "Bad Kingdom" połowicznie wysiadł dźwięk. Wokalista skwitował to kilkoma bardzo dosadnymi słowami
You know it's like the moment right before you cum and suddenly everything just stops. It sucks
Jakże trudno było się z nie zgodzić. Miał być replay. Niestety go nie było. Szkoda.
Propozycje piosenek do przesłuchania
Jeśli masz na nich ochotę to proponuję zacząć od poniższych piosenek. Mi się spodobały od pierwszego przesłuchania i wprowadziły w całą resztę.
Ich absolutny numer jeden jeśli chodzi o popularność.
Trudno opisać słowami jakie uczucia wywołało we mnie słuchanie tej piosenki na żywo. Może powiem tylko jedno słowo - magia.
Podobnie jak piosenka powyżej. Przy odpowiedniej głośności i oświetleniu sceny może zaczarować chociaż słuchana z płyty też ma swoją moc.
Chętnie wybrałbym się na ich koncert jeszcze raz. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał taką okazję a każdemu kto ją ma zdecydowanie polecam. Warto!
Sherlock 3 - co ciekawego można wyłowić z soundtracku
Zacznę od piosenki, której nie mogę przestać słuchać od kilku dni. Sam tytuł już sugeruje, kiedy piosenka pojawia się w serialu. Dobrze się jej słucha bo jest stosunkowo dynamiczna i świetnie uzupełnia akcję. Trzęsące się, urywane ujęcia. Właśnie do czegoś takiego została stworzona ta piosenka.
Druga piosenka o nic nie znaczącej nazwie 'Lazarus' została wepchnięta do jednego z najbardziej emocjonujących momentów w serialu. Bez obrazu piosenka nie niesie za sobą ta dużego ładunku emocjonalnego ale to w dalszym ciągu kawał bardzo dobrej, klasycznej muzyki!
Trzecia i ostatnia piosenka sama w sobie, nawet bez obrazu ma w sobie coś co sprawia, że nie chcesz przestać jej słuchać. Od razu spowalnia czas i pozwala poczuć cały wachlarz emocji. Świetna do słuchania z zamkniętymi oczami.
Dlaczego tylko 3 skoro do wyboru były aż 23. Zawsze wybieram tylko te piosenki, które faktycznie mi się spodobały i z przyjemnościa przesłuchałem ich po kilkanaście razy. Odruchowo, bez przymuszania się.
Czy to znaczy, że reszta jest beznadziejna? W żadnym wypadku. Moim zdaniem Sherlock ma świetnie dobraną ścieżkę dzwiękową. Może nie najlepszą na świecie ale bardzo często połączenie dźwięku i obrazu tworzy pewnego rodzaju synergię, który może oczarować widza.
23 świetne, 3 wyśmienite. Jest z czego wybierać i czego słuchać.