Rok 2025 nie zaczął się dla mnie najlepiej. Pomimo całkiem licznych prób zgłaszania się na różne zlecenia (najczęściej statystowanie, bądź epizody na planach filmowych), żeby posunąć się finansowo do przodu, większość z nich została odrzucona. Jak na razie jedynie drugi tydzień stycznia przyniósł owoce, gdy wówczas udało mi się złapać cztery plany zdjęciowe i nie ukrywam, że był to bardzo miły okres, ponieważ zarobiłem niewielkie, ale zawsze pieniądze, a przy okazji przeżywałem niezłą przygodę i do tego spędzałem czas na podróży środkami komunikacji miejskiej, które, jak wspominałem na swoim blogu, nierzadko pozwalają mi przynajmniej na chwilę odciągnąć na bok pesymistyczne myśli. W dalszej części miesiąca, póki co dzieje się u mnie bardzo mało, co skutkuje tym, że pomimo posiadania sporej ilości wolnego czasu, odczuwam pewien niepokój i dyskomfort. Kiedy nie łapię ofert, nie zapisuję się na wybrane przeze mnie ogłoszenia - odnoszę wtedy wrażenie, jakoby zwiastowało to coś złego, jakobym stał w miejscu, a nawet marnował się. Brak stałej pracy od pewnego czasu nie nastraja mnie optymistycznie, zaczyna lekko dokuczać i choć oczywiście nie planuję zatrudnić się w pierwszym lepszym miejscu, gdyż cenię sobie m.in. czas dla siebie, swoje zdrowie, oraz komfort, to przyznaję, że stały przychód jest na ten moment jednym z moich mniejszych marzeń, żeby móc pod pewnymi aspektami ustabilizować się i nigdy nie martwić się, czy starczy na chleb, podróże, albo inne przyjemności. Na pewno będę musiał wielokrotnie przełamywać się, nie raz wyjść ze swej strefy komfortu, a też nie ukrywam, że wielu robót się boję (szczególnie tych, których nigdy jeszcze nie wykonywałem), nie wszędzie się zgłaszam, a najbardziej lękam się ludzi i wszelkich z nimi interakcji - np. stresuję się już na samą myśl, żeby odebrać telefon od obcej osoby lub żeby do kogoś oddzwonić. Egzystencji mojej nie ułatwiają również relacje ze znajomymi, które w dużej większości stoją niestety na tragicznym poziomie. Ilekroć wejdę w nową relację i zechcę ją pogłębić, to owa relacja okazuje się zazwyczaj totalnie jednostronna, czyli taka, gdzie podjęty przeze mnie kontakt, zaangażowanie leży tylko po jednej stronie (mojej). Jest mi troszkę z tego powodu przykro, ponieważ często daję z siebie wiele, a nawet bywało, że poświęciłem komuś serduszko, żeby udzielić drugiej osobie wsparcia i żeby też mogła czuć się przy mnie bezpiecznie, lecz nie spotyka to się z docenieniem. Mimo, że mieszkam w dużym mieście i próbuję otwierać się na inne osoby - nie mam z kim umówić się i spotkać, a niemal wszelkie moje propozycje wyjścia, zdzwonienia się, spędzenia jakkolwiek wspólnie czasu kończą się wymówkami (fiaskiem), więc prawie cały wolny czas spędzam w pojedynkę. Mogłoby się wydawać, że życie bez przyjaciół nie jest takie straszne - będąc introwertykiem akurat bardzo cenię spędzane samemu chwile, w których mogę wyciszyć się, pobyć ze swoimi myślami, "naładować baterie", bez niczyjej obok obecności, gdy nikt mnie nie zaczepia, nie zagaduje, aczkolwiek mimo tych wartościowych benefitów, czasem najzwyczajniej w świecie brakuje mi kontaktu z drugim człowiekiem. Już nie mówię nawet o związkach, przyjaźniach czy wszelkich czułościach takich jak np. przytulanie, gdyż na szczęście da się przeżyć bez tego, jednak mimo wszystko fajnie byłoby znaleźć kogoś, kto stanie po mojej stronie, z kim można by przynajmniej od czasu do czasu sympatycznie pogawędzić, pośmiać się i jednocześnie odnieść miłe wrażenie, że dla kogoś się liczę. Myślę, że głównie przez samotność daję się niestety wciągnąć w niekorzystne, bezsensowne, wysysające ze mnie energię znajomości, jednocześnie mając (bardzo złudną) nadzieję, że coś fajnego z nich się wykluje i że pewne moje potrzeby zostaną zaspokojone.
Cóż... ten rok niewątpliwie należeć będzie do bardzo trudnych. Pewnej nocy, nie mogąc wejść w sen, po mojej twarzy prawie spłynęły łzy - zacząłem wątpić w siebie, w swoje możliwości, zalety, szczęśliwe życie... Po wczorajszym niewielkim spacerze widzę jeszcze jednak cień szansy na lepsze jutro, ale... mimo to boję się. Boję się, że nie stawię czoła rzeczywistości, że moje lęki, zamiast je wyeliminować czy choćby zmniejszyć, pogłębią się. Boję się przyszłości, tego co będzie.