💜 💜💜
EXPECTATIONS

Jar Jar Binks Fan Club

oozey mess

Kiana Khansmith

bliss lane
Monterey Bay Aquarium
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
No title available
★
todays bird

shark vs the universe
tumblr dot com
NASA
Mike Driver

pixel skylines
Cosmic Funnies
Today's Document
I'd rather be in outer space 🛸
🩵 avery cochrane 🩵
No title available
seen from T1
seen from United States

seen from Singapore
seen from Singapore
seen from United States
seen from United Kingdom

seen from Türkiye
seen from Brazil
seen from Spain
seen from United States

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from France
seen from United Kingdom
seen from Canada
seen from United Kingdom

seen from Austria

seen from Germany
seen from Tunisia
seen from Germany
@ogrody-ilangory
💜 💜💜
"Dopóki nie uświadomisz sobie tego, co jest w nieświadomości, będzie ona kierować Twoim życiem, a Ty nazwiesz to przeznaczeniem."
~Zygmunt Freud~
"To, kim jesteś, ma głębszy wpływ na wszystko to, co robisz(...) Nie trać czasu na ratowanie świata, ratuj siebie, ponieważ dzięki temu promieniujesz tym, co ma głęboki wpływ."
~D.R. Hawkins - "The Evolution of Consciousness"~
Sierpień
Podsumowanie Lipiec:
LAMMAS/Lughnasadh
"Na wszystko godzę się co jest zgodne z Tobą o Wszechświecie. Nic mi nie jest za wczesne ani za późne, a co Tobie w porę. Wszystko jest mi owocem, co przynoszą twe pory o Naturo. Z Ciebie wszystko, w Tobie wszystko i w Ciebie wszystko."
Marek Aureliusz ~"Rozmyślania"~
Ćwiczenie na tu i teraz.
Moja prawa ręka (główna) ostatnio ma problemy, więc naturalnie staram się ją odciążyć. Staram się jak najwięcej robić lewą ręką. I to jest świetne ćwiczenie w tu i teraz. Prawą robię wszystko automatycznie i szybko a przy lewej powoli i jestem skupiona na tym co i jak robię. Kiedy robi się to z chęci a nie przymusu to może to również być świetną zabawą i powodem do refleksji. Ostatnio dotarło do mnie jak bardzo nie doceniamy rąk i dłoni. Bez nich nie mogłabym być samodzielna...
Wyobraź sobie, że jesteś w nowym miejscu i że znalazłeś się tam całkiem przypadkiem. Bez planowania itp. Co czujesz? Wyobraź sobie, że miejsce w którym się znajdujesz ma zupełnie inne obyczaje i styl życia. Nie znasz słów które pomogą Ci wyrazić Twoje potrzeby. Trzeba uczyć się tego od nowa? Czemu chcesz się tego nauczyć? Więcej słów = więcej nieporozumień. Czy uśmiech i gesty nie mówią same za siebie? A ile przy tym zabawy dla lokalnych ludzi. Możesz czuć się zawstydzony a możesz czuć się wolny. A teraz zatrzymaj to odczucie i przełóż to na otaczający Cię codziennie świat. Dlaczego mamy jego przesyt i odczuwamy nudę i stagnację? Bo wydaje nam się, że wszystko już widzieliśmy, wszytko znamy, każdy dzień wydaje się podobny do drugiego. Ja przynajmniej tak to czuję... I dziś przyśniła mi się szkoła a nauczycielka oddając sprawdzone klasówki z uśmiechem nazwała mnie TURYSTKĄ. Dlatego, że przychodziłam tam i codziennie zachowywałam się tak jakbym była właśnie turystyką. Wesoła, wyzbyta nazewnictwa, wpojonych odruchów, ciekawa ludzi i ich reakcji, bez oczekiwań, roszczeń... Czysta improwizacja. Po przebudzeniu przyszło do mnie zdanie "Bądź jak wieczna turystka" Bądź jakbyś była gdzieś pierwszy raz, wyzwól się z opinii i osądów. Bo nie wiesz kto Ci je dał i dlaczego. Jako turystyka nie przywiązuję się do niczego i nikogo, jedynie cieszę się, że znalazł się ktoś podobny w trakcie podróży. Cieszę się nowym widokiem, nowo odkrytym zakątkiem. Jako turystka nawiązuję z ludźmi więź energetyczną a nie więź opartą na tym kim ta osoba jest na codzień w swoim życiu. Jako turystka nie ma tego co było i tego co będzie. Jest radość z tu i teraz. Wdzięczność za to, że mogę tego wszystkiego doświadczać. Im bardziej chcę znać odpowiedzi na mnożące się w głowie pytania tym gorzej ze mną. Dlatego postaram się wypróbować tą wskazówkę. Podejdę do życia jak turystka. Co mi szkodzi spróbować?
Od lat już słyszę słowa bądź tu i teraz. Co to znaczy? Przecież jestem! Fizycznie, oczywiście. Duchowo? No i tu zaczynały się schody. Czym jest to Tu i Teraz? Takie proste a tak trudne. Tu i teraz to tu i teraz! No dobrze, ale jak do tego dojść? Co osoba to inne wskazówki. Medytacja, świadome oddechy itp. Chyba coś ciągle robiłam nie tak bo im bardziej chciałam być tu i teraz tym bardziej myśli o przeszłości czy przyszłości napierały na mnie. Powoli zaczęłam wprowadzać praktykę robienia jednej rzeczy na raz. Jak jem to jem, jak słucham muzyki to słucham muzyki. Jak czytam to robię tylko to. Nie jest to dla mnie łatwe bo od lat wmawiano mi, że jesteśmy wielozadaniowi i jeśli nie umiesz robić 5 rzeczy na raz to jesteś do bani. No i do tego co i raz chęć sprawdzenia telefonu! Z tym nadal pracuję! Z pomocą przyszły pytania czy jak słucham muzyki i uczę się/czytam to czy pamiętam cokolwiek? A czy pamiętam wszystko? Odkryłam, że nie. Przy robieniu jednej rzeczy na raz przyszło ciągłe paplanie mi w głowie o tym że mam się czegoś bać, do czegoś tęsknić, kogoś ocenić a najlepiej wychodziła mu krytyka wszystkiego co robię. Matko jaka to była i nadal jeszcze jest męczarnia! Wielokrotnie chciałam zagłuszyć te głosy i owszem niejednokrotnie uległam, ale było tylko gorzej. Usłyszawszy te myśli, ale tak naprawdę dałam duszy oręż w dłoń i dźgała mnie kiedy tylko mogła. Przyszedł dzień w którym poranne myśli atakowały mnie i zajęłam się rozwiązywaniem Sudoku. Kiedy skończyłam dotarło do mnie co to jest być tu i teraz! Ta cisza w głowie! A raczej spójność! Myśli dotyczyły tylko tego tematu! Teraz dostrzegam jakie to wyzwalające i jestem wdzięczna, że chociaż raz udało mi się tego doświadczyć! Czy uda mi się to powtórzyć? Tego nie wiem, ale pomogło mi to zrozumieć mechanizm jaki we mnie jest. Jak te myśli potrafią podcinać mi skrzydła! Jednak jest jeden haczyk, te myśli trzeba wysłuchać. Blokowanie ich spowoduje tylko ich rozmnożenie. Proces przypomina mi czyszczenie pralki. Po latach rura się zatyka i podczas czyszczenia widać wszystkie te drobiny zbite w jedną całość, towarzyszy temu bardzo nieprzyjemny zapach. Jednak po czasie woda robi się czystsza aż w końcu jest zupełnie czysta. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się wyczyścić moją pralkę do końca.
Letni spacer wśród szumiących lasów myśli.
Las myśli jest pełny dźwięków i barw. Myśl przeplata się z dźwiękiem i odpływa by za chwilę kolejny dźwięk pochwycił do tańca kolejną myśl... Tańczą na wietrze jak iskry. Jedne gasną w swych objęciach a niektóre zapalają się kolorowo... Jedne są fioletowe jak lawenda, są też złote, zielone, czerwone i wiele wiele innych. Jedne świecą mocniej inne słabiej. Są też takie które łączą się ze sobą. Razem tworzą niesamowity spektakl, spektakl dla dusz i leśnych Driad. Widzisz?! Otacza nas wieczór a na naszych twarzach mienią się te wszystkie kolory. Dźwięki z początku ciche, nabierają mocy. Moje myśli łączą się z Twoimi, Twoje kolory z moimi. Tu nie ma miejsca na słowa, one wprowadzają tylko fałszywą nutę i dysharmonię. Wystarczy mi to spojrzenie... Słyszysz?! To nasza wspólna melodia, chwytasz mnie w objęcia i po chwili porwani jej dźwiękiem zlewamy się w tańcu wraz z kolorami. One są nami, my jesteśmy nimi. Wirujemy coraz szybciej i szybciej i jeszcze szybciej aż znikamy a raczej zostajemy pochłonięci przez szumiący las myśli...
Wilk. Nie pamiętam skąd porównanie wilka do J. Najprawdopodobniej to on sam się do niego porównał. Że jest niczym wilk. Nie zapytałam o konkrety, a może zapytałam a on odpowiedział, że dziś tego jeszcze nie zrozumiesz? Z początku jak myślałam o J i go wspominałam to widziałam jego twarz także w snach. Jednak z czasem jego obraz zaczął się zacierać. Miałam kiedyś jego zdjęcie, ale w przypływie chęci wyzwolenia się spod jego uroku spaliłam wszystko i zdjęcie i list. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nikt poza mną nie ma władzy nade mną. Dlatego spalenie nic nie dało. Czy żałuję? Nie. Treść listu jest w moim sercu wyryty a zdjęcie? Ono ukazuje powłokę w jakiej się uformował w tym wcieleniu. A jeśli tych wcieleń jest więcej niż jedno? Wracając do snów. J zaczął się zmieniać w moich snach, nie tylko fizycznie ale i zachowaniem. Doszło do tego, że śniłam obcego człowieka a wiedziałam, że to J. Dziwne, ale miewam tak, też z innymi. Teraz J śni mi się rzadziej, ale jak już się pojawia to jest w tym śnie wilkiem. Początki snu zwykle są różne jednak zakończenie jest takie samo. Stoję oko w oko w wilkiem i w tych oczach widzę J. A więc udało Ci się! Zostałeś wilkiem mówię. A on wtedy rzuca się na mnie i szarpie moją szyję. Z początku budziłam się z krzykiem, zalana potem. Jednak z czasem sen toczył się dalej. Nigdy nie czułam bólu, czułam strach, ciepło i lepkość swojej własnej krwi. W ostatnim śnie wszystko było praktycznie podobne tylko lęk wyparował. Dotarło do mnie, że to właśnie na to się umówiliśmy. To właśnie J miał mnie zabić. Moja pierwsza miłość... I zamiast strachu i złości przyszło zrozumienie i wdzięczność. A więc to ja zamieniłam Cię wilka? Jednak każdy z nas ma wybór. To koniec końców my podejmujemy decyzję. Czy nas zmuszono? Nie! Zawsze jest wybór. Czasem wydają się one bez sensu i tkwimy w żalu , że jednak mogłam wybrać inaczej, aż przychodzi ZROZUMIENIE. Wtedy wszystko zaczyna nabierać sensu, każda decyzja nawet ta najdrobniejsza doprowadziła mnie do tego momentu, do tej chwili... Co do snu z J? Nie wiem co oznacza. Jeszcze nie wiem, ale już się nie boję. Już nie!
Tak w rzeczywistości to nie tęskniłam do osób a raczej do tego jaka byłam przy tych osobach i jak chciałam być postrzegana. Przy J. byłam niczym Amelia z filmu o tym samym tytule (choć wtedy jeszcze go nie znałam) Przy T. Poznałam swoją najciemniejszą stronę i toksyczną stronę miłości. Przy BK odkryłam jak to jest mieć brata. Przy L. odnalazłam klucz do innych drzwi, drzwi które zamknęłam jako mała dziewczynka. Przy M. odkrywam siebie, w swoim tempie i na swoich zasadach. Najbardziej tęskniłam do J. To z nim kradłam te najsłodsze i najbardziej niewinne chwile. Te radosne, lekkie, delikatne jak futerko królika. Na przestrzeni lat uzbierał nam się może wspólny tydzień. Dziwiło mnie to jak tak krótkie spotkania mogą wywołać tyle rzeczy w środku. Teraz już wiem, że cała magia odbywała się właśnie "w pomiędzy". Udowodniło mi to nasze ostatnie spotkanie. Ono obnażyło te wszystkie iluzje jakie nakładaliśmy na siebie przez te lata. O T. Powiem tyle, że spędziliśmy razem prawie 7 lat. Wtedy właśnie przeszłam na drugą stronę lustra. Z kolorowego, niewinnego świata trafiłam do podziemi. Oczywiście w tym upadku do piekła, znalazłam kawałek raju. Od T przeszłam do M. Jak dotąd 15 lat. Tu spotkałam się z prawdziwą mną. To długi proces (który wciąż trwa) odkrywania w sobie wszystkich warstw i nie tępienia ich a zaakceptowania. W tym czasie przeszedł BK i nasza wieloletnia korespondencja. Bk jest moim bratem z innych rodziców. Jest bratem o tyle lepszym bo z wyboru. Był też L. łącznie spędziliśmy w swoim towarzystwie może 7 godzin. I wystarczyło tylko tyle by samą obecnością, zamknąć wieloletni strach przed burzą i by otworzyć nowe drzwi... Drzwi do ogrodu Ilangory czyli mnie. Ogród ten był zapuszczony, zaniedbany, zdewastowany. Podjęłam się pracy w nim i od tamtej chwili, codziennie po trochu wyrywam chwasty, przynoszę nowe rzeczy i tworzę swój kąt. Kobiety. Hmm... Co do kobiet, tu wyszedł kolejny program. Nie lubiłam kobiet! Może przez doświadczenia jakie mi fundowały? Począwszy od odrzucenia przez matkę. Wtedy mój pracujący ciężko ojciec zajął się wszystkim. Od karmienia, zmianę pieluch, kąpania po wychowanie. Kobiety w moim postrzeganiu były zimne, surowe, rozchwiane emocjonalnie, zazdrosne, zawistne, plotkary które nie umiały utrzymać najmniejszej tajemnicy,lubujące się w dramatach, intrygach. Matki miłosierdzia z zewnątrz a puste i diabelskie wewnątrz. Choć były i takie, które na swój sposób wiele mi pomogły. Kobiece Anioły! To one pomogły mi odkryć , że niechęć do kobiet to kolejny program. Długo mu się opierałam. Na szczęście przyszedł taran w postaci J. Ta wywołała sztorm w mym spokojnym życiu, ale przy okazji poznałam K. i E. W międzyczasie przyszła też L i J. Dzięki tym wspaniałym kobietom i ich podejściu do życia uczę się, że kobiety nie są takie straszne. Akceptując je zaczynam akceptować swoją kobiecą stronę. Bez tych wszystkich nich nie znalazłabym motywacji, narzędzi i jestem wdzięczna wsztkim razem i z osobna.
Chciałam odejść od Tumblr, ale on też motywuje mnie do tego by zbierać te wszystkie rozsypane myśli w jedną całość. Obnażam się tu i narażam na odkrycie czy krytykę, ale chęć dzielenia się tym jest silniejsza. Taki mały dreszczyk emocji... Tumblr jest moją motyką i pielę nim wewnętrzne grządki. Tumblr jest też miejscem gdzie spisuję swoją drogę. Drogę do wyzwolenia.
Lipiec
A to podsumowanie czerwca:
Dzień wyglądał podobnie a jednak inaczej. Czuję, że coś się zmienia jednocześnie nie wiąże z tym nikogo konkretnego ani nic konkretnego. Jestem w tym samym ciele, w tym samym miejscu a coś jednak jest inne.Czuję się trochę podobnie jak wtedy gdy czułam L. przez ścianę, nie wiedząc wtedy jeszcze, że jego obecność odmieni moje życie i na nie wpłynie. Choć jest tu różnica bo wtedy serce i dusza dziwnie niespokojne, pełne emocji, pragnień itp. Teraz dawana ja kipiałaby ze złości, jeszcze inna ja płakałaby. Teraźniejsza ja nie może zasnąć, ale jest we mnie pustka... Choć jeszcze przed chwilą serdecznie przytulałam wspólnego znajomego i byłam przestraszona gdy upadł. A więc czuję coś. W tu i teraz czuję, ale w pomiędzy jestem jakby zawieszona. Słucham muzyki by zagłuszyć dźwięki z zewnątrz i kiedyś muzyka przenosiła mnie do różnych światów i uczuć a teraz nie czuję nic. Teraźniejsza ja po prostu jest. Słyszy muzykę, przekręca się z boku na bok i nie czuję nic poza tym. Poznaję nowych ludzi, i w danym momencie jest mi miło, ale potem czuję nic. Było nie było... Czy tak wygląda wyzwolenie? Czuję nic, ani tęsknoty, ani smutku, ani radości, ani ekscytacji. Po prostu jestem. Czuję wdzięczność to jest wtopione we mnie. Wdzięczność jest tak jak i ja jestem. I ani mnie to nie nudzi ale też nie uskrzydla.Wdzięczność pomaga mi zobaczyć jedynie że stan w którym jestem nie jest depresją. Czym jest stan w którym teraz się znajduję? Czy ma jakąś nazwę? Czy nazwanie tego zmieni cokolwiek? To jest jak bycie w niebycie... Nie jest ciepłe ani zimne. Jak jest to nie jest ani miłe ani niemiłe. Myślenie o tym i staranie się nadać temu nazwę jest nieprzyjemne i tyle. Świadomość, że nie ma nikogo kto by mógł ukoić to coś... Uspokaja mnie a z drugiej strony denerwuje. Mój mózg nie zna tego stanu, moje ego szaleje. Idę totalnie na oślep, a może to zaczyna być obłęd? Pisałam od dziecka, ale rzuciłam to. Miałam swoich fanów, ale więcej we mnie było krytyka a potem uciszałam go miłostkami, alkoholem, pracą, muzyką, telewizją, seksem i narkotykami. Przeszłam wszystkiw kręgi piekła Dantego? Dziś udało mi się znaleźć słowa by to opisać. Zobaczymy co przenie dzień jutrzejszy.
Nie wiem Jestem niewiedzą, jestem nie jestem... Tonę a może się wynurzam? Czego się chwycić co puścić? Nie wiem... Najtrudniej jest puścić to na czym i wokół czego budowaliśmy swoje życie. Jedni budują wokół rodziny, inni wokół Boga itp itd Ja swój świat i swoje wszystko budowałam wokół myśli o bliźniaczej duszy, o tej drugiej połówce jabłka. Kiedyś zadano pytanie wierzącej kobiecie " Co by się stało, gdyby okazało się, że Bóg nie istnieje?" kobiecie natychmiast pojawiły się łzy w oczach i nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Nie była wręcz w stanie wyobrazić sobie takiej możliwości. Ja wreszcie postawiłam przed sobą pytanie co by się stało z moim życiem gdyby okazało się, że coś takiego jak Soul Mate nie istnieje? Wiem, że to program i chcę go zastąpić innym, ale to trochę tak jakby zawaliły mi się wszystkie struktury na których budowałam swój świat... No bo co teraz? Moje życie wypełnione było tęsknotą, nadzieją, że gdzieś tam jest ktoś, kto wypełni wszystkie braki swoją obecnością. Teraz wiem, że nikt tego nie może mi dać czegoś czego sama sobie nie mogę dać... Jednak wciąż wierzyłam w program. Przyszedł jednak czas wyboru i to jest bolesne, niewygodne... Z mojego świata marzeń zostały zgliszcza... Czy będę miała na tyle siły by żyć w tych zgliszczach? Bo budowanie kolejnego programu to kolejna złuda... Już raz byłam Feniksem i spaliłam się i odrodziłam się. Przyszedł czas by spalić się na nowo...
Litha
"Na wszystko godzę się co jest zgodne z Tobą o Wszechświecie. Nic mi nie jest za wczesne ani za późne, a co Tobie w porę. Wszystko jest mi owocem, co przynoszą twe pory o Naturo. Z Ciebie wszystko, w Tobie wszystko i w Ciebie wszystko."
Marek Aureliusz ~"Rozmyślania"~
Myślałam, że to nierealne... Jednak jak zawsze Wszechświat zadziałał, a raczej ja zadziałałam. Choć Wszechświat miał w tym swój udział... A tak na prawdę, to koleżanka zrobiła krok. W święta proponując wymianę kartek świątecznych😍 Jaki był to wspaniały pomysł ! Niestety moja kartka nie dotarła, ale jak mówią nic bez przyczyny... Nie poddałam się i wysłałam drugi list. I tak to się zaczęło... Jaka to frajda pisać znowu listy... Dziękuję Ci Ciociu 😍🤗😘
A to przecudowna praca, którą dostałam wraz z listem. 💜💜💜 Namalowała ją @ciocia-pozarta
Więcej jej prac znajdziecie na instagramie :just.ber.art
Czasem są takie dni i nic wcześniej tego nie zapowiada, że przychodzi do nas smutek. Zastanawiam się czemu robimy wszystko aby sobie poszedł? Czyż nie jest tak, że coś spychane, oddalane, niechciane rośnie w siłę? Najdziwniejszy jest ten Smutek, który nie ma żadnego logicznego powodu. Ale czy smutek nie jest zwyczajnym deszczem duszy? Przecież tam gdzie nie ma deszczu nie ma też roślin, życia praktycznie... I tak, dziś właśnie dziś, przyszedł do mnie. Zupełnie niespodziewany Smutek. I zamiast go wyganiać i powiedzieć, żeby przyszedł później bo nie mam czasu, wpuściłam go do środka. Pozwoliłam mu się rozgościć i poczuć się jak u siebie. Zaparzyłam mu herbaty, okryłam go kocem i pozwoliłam mu być i nic nie mówić. Czyż sama jego obecność nie mówi sama za siebie... Na pytania przyjdzie czas.