Zaraz mnie pojebie! Wymyśliłam sobie śliczna spódnicę ołówkową z dresówki. Wymierzyłam, wykroiłam, pospinałam szpilkami, wyciągnęłam overlocka z szafy, przeszyłam kawałek dresówki na próbę, ustawilam maszynę, włożyłam kieckę pod stopkę i co? I się wszystko splątało, nitki pozrywały, materiał okaleczony. No zdarza się, nawlekłam od nowa, pierdolilam się z tym pół godziny, pęsetą to wszystko, bo przecież inaczej się nie da! Ilość kurew i japierdoli wyplutych z moich ust rosła wprost proporcjonalnie do ilości czasu, który temu poświęcałam... By na koniec jedna z nitek znowu się zerwała podczas próbnego przeszycia.
Powiedziałam maszynie, że ja ją serdecznie pierdolę, chuj jej w dupę aż po stopkę, RZEGNAM! i nie chcę jej więcej widzieć. I wyszłam do pokoju. Czekam teraz na komentarze od S., jak zobaczy to pobojowisko, które zostawiłam wkoło maszyny ;]
Nawlekając tego kurwiszona pomyślałam, że po tym wyginaniu się z pęsetą, mogłabym pracować w cyrku jako kobieta-guma.
I teraz mam takie pytanie do osób szyjących: da się overlocka nawlec w normalny, cywilizowany sposób, bez wyginania ciała, bez pęsety i bez agresji, przekleństw, wrzasków, potu i łez?












