Polskie barwy narodowe w ostatnich dniach bardzo wyraźnie dają o sobie znać. Znowu. Mogło by się wydawać, że te czasy już dawno minęły. Warto jednak pamiętać, że historia lubi zataczać koło. Przedmiotem najświeższych dywagacji społecznych nie są bynajmniej strajki okupacyjne, mające na celu wyswobodzenie się z okowów tzw. władzy ludowej, ani sprzeciw brutalnym działaniom ZOMO. I tak jak wtedy mieliśmy do czynienia z chęcią wprowadzenia demokracji, obecnie ludzie wyszli na ulice w jej obronie. Paradoksem jest, że wczorajsza demonstracja Komitetu Obrony Demokracji skierowana była przeciw osobom, które w znacznej większości, jeszcze 26 lat temu walczyły o polską wolność. Cóż, Dziwny jest ten świat - dało się słyszeć 12 grudnia z ogromnych kolumn ustawionych na miejscu zgromadzenia KOD-u.
Jak to się stało, że już po miesiącu rządów, na Prawo i Sprawiedliwość zewsząd spadają gromy? Wyłączając zwolenników PiS-u, nie pozostała już chyba żadna grupa społeczna, która pochwalałaby działania obecnej władzy. Partie opozycyjne, środowiska prawnicze, rektorat UJ, konstytucjonaliści, TK, coraz większa część społeczeństwa polskiego i międzynarodowego. Kogo jeszcze trzeba, aby dać świadectwo sprzeciwu? Kto jest w stanie przekonać biednego, nazywanego ostatnio często wg. Twitterowej gwary PAD-a, że prezes nie jest osobą godną posłuchu? Ostatnio nawet zgromadzenie raperów, antysystemowców i grupy prawników, znane bliżej jako komitet Kukiz’15, postanowiło sprzeciwić się działaniom obozu rządzącego. Żadnej reakcji.
W swoich działaniach trzeba być racjonalnym. Nawet jeśli ma to być zwyczajna propaganda, musi ona być wiarygodna. Prawo i Sprawiedliwość nie kryje się ze swoją niezwykle rozbieżną retoryką. Cynizm i ignorancja nie znają granic. Szefowa Kancelarii Premiera, na konferencji prasowej zaprzeczyła słowom własnych urzędników, a także wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, jakoby wyroki Trybunału Konstytucyjnego nie miałby być publikowane. To chyba jedyny objaw jakichkolwiek reakcji władzy na obecny stan rzeczy. Prezes, w wywiadzie dla Telewizji Republika, chociaż podobno nie chce dzielić ludzi, mówi o “najgorszym sorcie Polaków”. Nie trzeba już wspominać, że “PAD” ślubował przestrzegać Konstytucji, po czym nie wykonał wyroku organu przez nią właśnie powołanego. Mnożą się argumenty, rośnie niezadowolenie, w słownikach kończą się przymiotniki opisujące obecną sytuację w Polsce.
Ryszard Petru mówił, że nie pozostało już nic, jak wyjść na ulice, ponieważ wszystkie inne metody wywierania presji na PiS zawiodły. W Sejmie odrzucano wnioski, przechodzono do głosowań bez dyskusji, opozycja nie mogła liczyć na przerwy w obradach. W czasie, kiedy Prezydent przyjmował ślubowania od nieprawomocnie wybranych “sędziów TK”, KOD zorganizował manifestacje w całym kraju. Sytuację bardzo krótko podsumował Joachim Brudziński, mówiąc, że “ludzie sprawę Trybunału mają zwyczajnie głęboko gdzieś”. W stolicy liczono na obecność 15 tysięcy osób. 12 grudnia w Warszawie stawiło się ponad 50 tysięcy obywateli. Nietrudno jest sobie wyobrazić, co w tym momencie malowało się na twarzy wspomnianego wicemarszałka Sejmu. Mimo średnich, upolitycznionych przemówień liderów opozycji, marsz był przepełniony pozytywną energią. Na chwilę zapomniano o politycznych podziałach, o przynależności do organizacji. Zostało tylko to, co ludzi łączyło - flagi Polski, Unii Europejskiej oraz poszanowanie do Konstytucji. Nic trzeba rac, krzyżów ani krzyków.
Pytanie tylko, czy takie akty sprzeciwu będą miały realny wpływ na działania rządzących? 13 grudnia odbywa się z kolei marsz zwolenników rządu i Prezydenta. Ich też będzie dużo. Jestem jednak w miarę spokojny. Z biegiem czasu, kiedy kontrowersji będzie jeszcze więcej, kiedy PiS zacznie zrażać swoimi decyzjami własny elektorat, sytuacja się odwróci. Czasu jest jeszcze bardzo wiele, prawdopodobieństwo takiego obrotu rzeczy jest więc prawie pewne. Sondaże powoli zabierają większość prezesowi, bo coraz więcej ludzi, po chwili refleksji, zadaje sobie pytanie “Czy chcę przykładać do tego rękę?”, a odpowiedź coraz częściej brzmi: nigdy w życiu.
Wielokrotnie forsowana i dla wielu nieomylna teza mówiąca, iż nasz Wszechświat jest nieskończony oraz ciągle się rozszerza jest od paru dekad sukcesywnie podważana. Wypierają ją coraz to nowe przesłanki, jakoby światem, który znamy, nie był jeden jedyny świat, ale więcej światów istniejących równolegle. W każdym mogą panować zupełnie inne prawa fizyki, historia każdego z osobna jest całkowicie odrębna, a czas ich istnienia jest ograniczony. Nic tak nie przypomina wspomnianego procesu, jak to, co dzieje się z ideą współczesnego, demokratycznego świata. Konflikt na Ukrainie, kryzys migracyjny, państwo islamskie (ponieważ głęboko pogardzam wspomnianą organizacją, jej nazwa pisana jest z małej litery), napięcia międzypaństwowe czy wreszcie jakże popularne ostatnio zagadnienia dotyczące Trybunału Konstytucyjnego. To wszystko budzi ogromne wątpliwości.
Demokracja - system idealny, powstały z definicji przez ludzi i dla ludzi. Nigdy nie stworzono bardziej sprawiedliwego i ludzkiego mechanizmu funkcjonowania społeczeństwa. Wiele razy ktoś cierpiał, protestował, przelewała się krew, skandowano i demonstrowano wolę ludu. W imię demokracji. W imię wszystkich wartości, niosących ze sobą pewien porządek, który gwarantować ma godne i uczciwe warunki bytowania. Tak było do niedawna.
Od pewnego czasu w starciu wielu doktryn, ideologi i systemów demokracja odnosi spektakularne porażki. Okazuje się, że wola większości coraz częściej wystawiana jest na próby, których nie jest w stanie przetrwać. Chociażby przykład Węgier Viktora Orbana doskonale pokazuje, że czasy rządów autorytarnych wcale się nie skończyły, a demokracja może być sukcesywnie zastępowana na ich rzecz. Jak to się dzieje? Czyż nie byliśmy uczeni, że prawdą jest to, za co uznamy ją w sprawiedliwym głosowaniu? Czy postępowanie usankcjonowane przez mandat narodu, musi być postępowaniem właściwym? Dlaczego tak często my, jako społeczeństwo jesteśmy w błędzie? Już sam fakt, nie wynikający nawet z ustroju, ale z podstawowych umiejętności określania prawdopodobieństwa, pozwala nam stwierdzić, że jest prawie niemożliwym, aby większość nie miała racji. Pokrzepiający, a zarazem przerażający jest natomiast kolejny fakt, mówiący, iż od każdej reguły jest wyjątek.
Nie wszyscy posiadamy taką samą wiedzę. Nie każdy z nas ma pojęcie, co się dzieje w kraju czy na świecie. Nie każdy jest politologiem, profesorem, robotnikiem, milionerem czy człowiekiem żyjącym z zasiłków. Wszyscy natomiast mają prawo do głosowania. Czymże jest zatem większość w tak różnorodnym społeczeństwie? Grupa, która jest najliczniejsza będzie najgłośniej słyszana. Pytanie tylko, czy owa grupa jest świadoma własnej niewiedzy lub też wiedzy na temat konsekwencji własnego wyboru. Dlaczego słuchać tylko wykształconych profesorów, ekonomistów i innych osób zaliczanych do tzw. inteligencji Narodu polskiego? Klasy średnia i niższa także mają swoje potrzeby. Nie zrozumie ich bogaty, żyjący w dostatku przedsiębiorca czy naukowiec. Dlaczego z kolei słuchać klas niższych? Przecież ich wiedza na temat sytuacji w państwie jest często znikoma, a wybór pola do zaznaczenia podczas głosowania będzie oparty jedynie na często mylnych przypuszczeniach. Zdaję sobie sprawę, że to w pewnym stopniu “szufladkowanie” ludzi. Z pewnością znajdzie się bardzo wiele osób, które zupełnie nie pasują do powyższych stwierdzeń. Na szczęście z pomocą przychodzi tutaj wspomniana już zasada reguł i wyjątków.
Ktoś zawsze ma rację. Nie ma czegoś takiego jak prawda po obydwu stronach, czy prawda po części. To system dwójkowy, trzeba myśleć zero-jedynkowo. Steve Jobs powiedział, że przyszłość możemy ujrzeć tylko spoglądając w przeszłość. Analizując przebieg historii, szczególnie najnowszej, nie sposób się nie zgodzić. Taki tok rozumowania to chyba jedyne wyjście ze sporu, na temat tego kto powinien mieć decydujący głos w społeczeństwie. Czas pokaże, kto ma, miał i będzie miał rację. Teraz natomiast trzeba nam skupić się na rozwiązaniu problemu bezradności demokracji w obliczu nowych wyzwań stawianych przez los.
Niezrównane zamieszanie, będące integralną częścią systemu demokratycznego, skutecznie pacyfikuje większość naturalnych reakcji obronnych organizmu, jakim w tym przypadku jest państwo. Podczas, gdy Władimir Władimirowicz Putin rozpoczął wojnę na wschodzie Ukrainy, ewidentnie łamiąc podstawowe zapisy prawa międzynarodowego i na dodatek własne porozumienie, Zachód bawił się w najlepsze. Na początek oficjalne potępienie stanowiska Rosji w sprawie kryzysu na Krymie. Później powtórka. Na koniec prawdziwa bomba - sankcje. Reakcja Putina? Żadna. Interwencja w Iraku i próba “nawrócenia” ludności na demokrację. Do dziś panuje tam chaos, a na gruzach wydarzeń sprzed paru lat powstaje państwo islamskie. Imigranci napływają do Europy. Rządy są bezsilne. Nasze metody po raz kolejny zawiodły. Zawiodły, ponieważ w całej tej otoczce, chęci dogodzenia wszystkim brakuje zdecydowanych działań. Dlaczego silnemu monarsze, dyktatorowi czy władcy nie zwykło się grozić? Dlatego, że reakcja będzie zdecydowana. Więcej czasu na działania, mniej na dyskusje.
Demokracja jest piękna i z pewnością na tą chwilę nic nie jest w stanie lepiej dbać o dobro ogółu. Skazą w tej utopijnej wizji jest częsty brak realnych działań. Myślę, że to nie wina ustroju. To wina nas samych. Powinniśmy świadomie wybierać tych, którzy podejmują decyzje w naszym imieniu. Nie dajmy sobie wmówić, że to my jesteśmy dla nich. Prawdziwy polityk to taki, który wie, co i dlaczego sobą reprezentuje. Wystarczy o tym pamiętać, a nie będzie potrzebny żaden monarcha.
“W wojnie - stanowczość. W klęsce - hart ducha. W zwycięstwie - wielkoduszność. W pokoju - dobra wola”
Zamachy, marginalizacja i łaska - sensacje Sejmu VIII kadencji
Nie minął nawet miesiąc od zaprzysiężenia posłów na Sejm VIII kadencji, a już nadto zalewani jesteśmy informacjami o rzekomych zamachach na instytucje państwowe, ułaskawianiu kolegów czy łamaniu wszelkich standardów demokracji. Cholera. Strach się bać. Czy powinniśmy zawierzyć prezesowi i ślepo ufać, że wszelkie obawy są nieuzasadnione i pozornie kuriozalne decyzje zaowocują poprawą funkcjonowania państwa polskiego? Czy stać nas na akt wiary, czy może powinniśmy otwarcie i jak najliczniej krytykować działania większości parlamentarnej licząc, że pod wpływem milionów głosów sprzeciwu, niczym niezagrożona partia rządząca odpuści? Odczucia są mieszane.
Nikt nie zaprzeczy, że Jarosław Kaczyński, przez jednych kochany, a przez drugich nienawidzony, to człowiek, który w chwili obecnej trzyma wszystkie sznurki władzy w swoich rękach. Andrzej Duda, człowiek znikąd, który w trzy miesiące zostaje Prezydentem RP. Beata Szydło, która dopiero co skończyła wraz ze swoim podopiecznym kilkumiesięczne wycieczki po Polsce, staje się Prezesem Rady Ministrów. Wisienką na torcie jest bezwzględna i bezdyskusyjna większość PiS-u w obydwu izbach Parlamentu. Choćbym był nękany i oczerniany ze wszystkich stron jednocześnie, nie uwierzę, że wspomniane postacie nie są tylko i wyłącznie kukiełkami w wielkim teatrze intryg Jarosława Kaczyńskiego. To najzwyklejsze marionetki.
Teraz, kiedy Andrzej Duda ułaskawia partyjnego kolegę “od tak”, a na sali sejmowej bezczelnie śmieje się z zastrzeżeń opozycji, iż nie zaprzysiągł jeszcze legalnie wybranych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, nie ma żadnych wątpliwości. Przykro to mówić, ale ten człowiek jest po prostu mały. Szczerze ufałem, że wzniesie się ponad podziały, że ogarnie go refleksja, iż najważniejszy urząd w Polsce to honor, to zaszczyt, to wielka odpowiedzialność, a przede wszystkim bycie wzorem i autorytetem dla narodu. Nic z tego. Tu nie chodzi już o polityczne spory i demonstrację siły. Nie ważne, czy wywodzi się z PiS czy PO. Po prostu szkoda Polski. Szkoda, że coraz wyraźniej rysuje się obraz Rzeczypospolitej jako państwa nękanego ciągłą kompromitacją i reprezentowanego przez ludzi sterowanych z tylnego siedzenia.
Po ośmiu latach nijakiego wzrostu gospodarczego Platformy potrzebna jest zmiana. Nikt jednak nie przypuszczał, że PiS zacznie od Trybunału Konstytucyjnego. Beata Szydło na debatach wyborczych z dumą prezentowała swój kolorowy segregator z wielkim napisem “Program na pierwsze 100 dni rządów”. W środę, 18. listopada wygłosiła exposé i otrzymała od Sejmu wotum zaufania. Dlaczego więc zaczynać od nocnych głosowań i natychmiastowej nowelizacji ustawy o TK? Dlaczego to takie ważne? Dlaczego już kilka dni po zaprzysiężeniu Sejmu przegłosowano projekt znoszący rotacyjne przewodnictwo w komisjach sejmowych? Dlaczego, pod pretekstem zbyt dużej biurokratyzacji, PSL nie dostał własnego wicemarszałka, podczas, gdy nowy rząd jest najliczniejszym w historii III RP? Odpowiedź jest oczywista: nie mam pojęcia. Bez obaw, prezes na pewno ma już swój plan. W tym momencie nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy mamy do czynienia z początkiem końca, tak, trzeba to powiedzieć, wolnej Polski, czy jest to rzeczywiście chęć tzw. “dobrej zmiany”. Na tą chwilę można jedynie przytoczyć opinię niezliczonych konstytucjonalistów, którzy alarmują, że nowa ustawa o Trybunale Konstytucyjnym godzi w podstawową zasadę nieingerencji w system trójpodziału władzy. Organizacje broniące praw człowieka z zagranicy także zaczynają już uważnie monitorować sytuację polityczną w Polsce. To są fakty.
Niepokój. Prezydent jawnie łamie prawo, czekając na rychłe przegłosowanie ustawy, pozwalającej na powołanie nowych sędziów do TK. Oczywiście nic sobie z tego nie robi, gdyż odpowiada tylko i wyłącznie przed Trybunałem Stanu, przed którym może postawić go jedynie Zgromadzenie Narodowe większością 2/3 głosów, co jest w obecnej sytuacji niemożliwe. Przestępca, który otrzymał bezwzględną karę 3 lat pozbawienia wolności, przed uprawomocnieniem się wyroku zostaje bezprecedensowo ułaskawiony i już niedługo otrzyma dostęp do najpilniej strzeżonych danych w kraju. Sejm przegłosowuje ustawy, które zmniejszają rolę opozycji, reprezentującą prawie połowę z blisko 15 milionów wyborców.
Akt wiary. W obecnej sytuacji byłoby niezwykłą odwagą się na niego zdobyć. Chcę wierzyć, że Polska nie popadnie w recesję, chcę wierzyć, że ten kraj wciąż może być lepszym miejscem, chcę wierzyć, że ludzie, których wybrało społeczeństwo są prawdziwymi mężami stanu. Chcę wierzyć, że marzenie o wielkiej, silnej i zgodnej Polsce, które każdy z nas nosi po cichu w sercu, nareszcie stanie się faktem. Nie potrafię. Nie teraz. Nie w tych okolicznościach. Dopóki ktoś nie zda sobie sprawy, że chodzi o coś więcej...
Wszyscy pojawiliśmy się tu w jednym celu, a właściwie mając tę samą misję - zachować ciągłość gatunku. Jakkolwiek groteskowy wydźwięk mają poprzedzające słowa, jest to najprawdziwsze kłamstwo. Z chwilą, gdy człowiek zyskał świadomość, wszystko uległo bowiem zmianie. Na pierwszy plan wysunęła się samorealizacja i doczesne przyjemności życia. Oczywiście seks nigdy nie został przez to tematem tabu, aczkolwiek bez wątpienia z bezwładnej istoty, dążącej jedynie do prokreacji, powstało coś zupełnie nowego. Coś, co dzięki inteligencji zmierza do doskonałości.
Już sam fakt przynależności do tak elitarnej grupy istot, nakazuje przestać myśleć o sobie nawzajem w kategoriach zwykłej materii ożywionej. Nic nigdy w historii tego świata nie doszło tak daleko w procesie ewolucji jak ludzie. Nie wyobrażam sobie zatem pozostawania obojętnym w jakiejkolwiek sytuacji, gdzie pozbawia się człowieka jego człowieczeństwa, czyli wszystkich cech, które odróżniają nas od małp.
Mając to na uwadze, sądzę, iż każda osoba, bez względu na rasę, pochodzenie, religię i przekonania polityczne, zasługuje na zainteresowanie. Fabułą życia może być spokojny, wyważony byt, a może pełen zakrętów i ślepych zaułków film akcji. Nieważne. Wszystko to się liczy. Wszystko jest częścią naszego wspólnego, ludzkiego świata.
Może jest to więc nieco cyniczne, że spośród tak wielu barwnych i często niewiarygodnych historii, które na codzień są pisane przez każdego z nas i z pewnością zasługują na uwagę, wybrałem dziedzinę, która już dawno została przez społeczeństwa świata spisana na starty. Polityka - synonim oszustwa, niespełnionych obietnic i sztucznych uśmiechów. Czy aby na pewno? Czy jest to aż tak puste i małostkowe? Nie od dziś wiadomo, że istnieją także takie karty historii, na których polityka kojarzy się z odwagą, poświęceniem i decyzjami godnymi prawdziwych mężów stanu. Pomijając już fakt, że działania ludzi na górze mają realny wpływ na nasze życie. Zaryzykowałbym zatem stwierdzenie, że jest o czym i po co pisać.
Każdej akcji towarzyszy reakcja. Obiektywizm zakazywałby reagować, a więc jest sprzeczny z prawami fizyki. Prawda jest tylko jedna, a klucze do jej poznania leżą w rzetelności i zdolności konkludowania. Sukces natomiast, to konsolidacja prawdy i myślenia inaczej. Chciałbym i będę robił wszystko, aby właśnie taki był motyw przewodni tej strony.