Ten tragiczny steam offline
Technicznie rzecz biorąć moja wycieczka prawie dobiegła końca zanim udało mi się znaleźć miejsce z porządnym wifi. Nie martwcie się ;) notki czekają sobie na publikacje - a podsumuje wszystko na YT.
Znowu jestem w samolocie wiec i mam chwilę na zebranie myśli (bez obaw moja podróż się jeszcze nie kończy - nawet to nie jej środek - chociaż z publikacją notek sprawa może być bardziej skomplikowna. Zobaczymy jak się los potoczy...). Podróżując między Tajlandią a Kambodża miałam dosłownie kilka chwil żeby spokojnie pograć na swoim miniaturowym komputerze. W co grałam:
Wszystkie cztery gry są grywalne a do tego naszczęście jedną z nich (UnReal World) mam w wersji nie-steamowej. Dlaczego na szczęście? Bo Steam-offline to najgorszy bubel z jakim przyszło mi się tu borykać (zaraz obok odłączającego się dysku — ale o tym za chwile - dokonałam tam pewnego odkrycia).
Teoretycznie rzecz biorąc kiedy jesteśmy podłączeni do internetu, możemy nakazać Parowej-Aplikacji aby przeszła w tryb offline. Wtedy wszystkie produkcje które są zaktualizowane (na chwile odłączenia) będą grywalne mimo braku połączenia z internetem a sam Steam przy kolejnych uruchomieniach bedzie nas pytać czy ma się włączyć offline czy online.
W teorii wszystko jest bajecznie.
Ale niestety na teorii się też kończy. Steam faktycznie kilka razy odpalił się w trybie offline i nawet zbytnio nie kręcił nosem jednak podczas jednej z wycieczek (460 km autobusem) mimo wybrania opcji offline zgłosił, że sorry bardzo ale on się nie może połączyć ze steamowymi serverami więęęęęęęc z grania nici.
Reset aplikacji nie pomógł.
Reset komputera nie pomógł.
Żarliwe modlity też nie pomogły.
Na szczęście na moim dysku znajduje się UnReal World.
Można o nim powiedzieć, że to rogalikowy protoplasta wszystkich survivali i będzie to całkiem trafnie go definiowało. Gra jest całkowicie darmowa (tutaj mała uwaga: o ile ściągacie ją ze strony twórców. Na Steam przyjdzie za nią zapłacić) a do tego rozwijana przez wiele lat ma bardzo głęboki gameplay.
O ile uda nam się przejść przez etap "o żesz i co ja mam tu wcisnąć".
Interfejs nigdy nawet nie stał obok określenia "user-friendly" a grafika ma się do dzisiejszych standardów jak pięść do twarzy ale o ile uda Wam się to przegryźć to czeka Was epicka przygoda gdzieś na północnym odludziu.
Polecam sprawdzić i dodatkowo zaświadczam na Acerze Switchu 10 E działa bez błędnie.
To teraz przejdźmy do reszty ogranych produkcji.
Wielkim pozytywnym zaskoczeniem było Crypt of the Necrodancer - pozycja idealna na chwilę a do tego jej soundtrack potrafi porządnie postawić na nogi nawet przy najgorszej nudzie. Jako, że wykorzystujemy tu zwykle max 2 przyciski naraz wciśnięte gra się bez problemu. Całość chodzi płynnie chociaż wiadomo: Loadingi przed etapiami trwają zdecydowanie dłużej niż gdy gramy na porządnej stacjonarnej maszynie :).
Zaczęłam pisać o tej klawiaturze nie bez powodu - ograłam dość mocno The Binding of Isaac i to przy tej produkcji rzucił mi się pewien problem w oczy. Znacie ten przykry moment kiedy trzymasz kurczowo jakieś 2 klawisze i próbujesz zrobić szybki unik wciskając trzeci klawisz... a komputer nie raaguje? No właśnie...
Acer ma z tym ogromny problem przez co ogranie tu czegoś bardziej zręcznosciowego jest nie mozliwe lub wymagajace sporej dozy uwagi.
Krypte necrodancera ominął ten problem — bo gra ma bardzo specyficzne sterowanie, Isaac natomiast jest nadal grywalny ale trzeba się mocno pilnować i pamiętać o ograniczeniach sprzętu.
Wypadaloby też dodać ze gra potrafi mocno przyciąć kiedy wchodzimy do nowego pokoju (powolne ładownie) i dograć zawartość dopiero po chwili. Ale tutaj znowu sposob zaprojektowania gry ratuje ją przed problemami sprzętu jakim dysponuje na wyjezdzie. Problemy mają miejsce tylko podczas przeładowania zawartości a nie podczas walki z przeciwnikami wiec mimo ze przyjemne nie są to jakoś za bardzo nie psują zabawy.
Zostaje nam Stardew Valley który jest PC-towym wcieleniem Harvest Moon'a (zmutowanego trochę ze Starbound'em i jaakimś Rougelike'iem). Jak można się łatwo domyśleć gra do zbyt dynamicznych nie należy więc problemów zbyt dużo nie powinna stwarzać. Racja. Co prawda przez średnio wygodną klawiaturę nie raz nie dwa wykopałam grządkę nie tam gdzie chciałam lub posadziłam rośliny w strasznie bałaganiarski sposób jednak nie są to jakieś wielkie problemy. Można śmiało brać i grać.
Pewnie zarówno wam jak i mi przychodzi na ten moment podobna myśl do głowy. Ta moja cała podróż i testowanie gier na Acerze wcale nie dowodzi czy Acer jest do grania OK czy NIE-OK. Sprzęt do grania nie został stworzony i widać to na pierwszy (i drugi, i trzeci) rzut oka. Jednak nawet na tak słabym i niedostosowanym do potrzeb graczy urząądzeniu NADAL można odpalić całkiem sporo porządnych i ciekawych gier... więc cały test zmienia jakby swoje założenia. Czy znajdę więcej ciekawych gier które da radę odpalić na tym tosterze? Zobaczymy :)
Na koniec o tym porąbanym dysku który mi się rozłącza. Dokonałam odkrycia które na całą sprawe rzuca nowe światło...
Dysk się odłącza. Ale reszta stacji dokującej działą. Myszka, Klawiatura, usypianie urządzenia przez zamknięcie "klapy". Wszystko działa. Ale dysku D nie wiadać.
Bombowo jednym słowem ;)
Pzdr
Czwórka