seen from Malaysia
seen from China

seen from Malaysia
seen from China
seen from Malaysia
seen from Malaysia
seen from Poland
seen from United States

seen from Poland

seen from Malaysia
seen from Malaysia

seen from United States

seen from Malaysia
seen from China

seen from China
seen from United States

seen from Malaysia
seen from Australia

seen from Vietnam
seen from United States
La cucina
Jedzenie we Włoszech jest bardzo istotnym elementem. Tubylcy są przekonani o wyjątkowości swojej kuchni. Każdy powie, że jedzenie i sposób jego przyrządzania w jego regionie są najlepsze, najbardziej prawidłowe i jedyne właściwe, a oni sami są mistrzami w gotowaniu. Najczęściej zadawane pytania to: jadłaś już?, co jadłaś?, co będziesz jadła? Zadają je dosłownie wszyscy i zawsze. Na początku byłam w szoku i strasznie mnie one irytowały. Miałam wrażenie, że niektórzy jakby mogli, dosłownie weszliby mi do talerza, ale z czasem można się przyzwyczaić. Przyjęte tu są trzy stałe pory jedzenia. Słodkie śniadanie w towarzystwie kawy, która jest dostępna na sto sposobów, obiad w czasie popołudniowej przerwy i najważniejsza kolacja składająca się z antipasto, dania pierwszego (zazwyczaj makaronu) i drugiego, czyli mięsko plus coś do niego. Na koniec jest dolce (coś na słodko), a wszystko to oczywiście w towarzystwie obowiązkowego wina i wody. Kuchnię Sycylijską charakteryzuje również duże zróżnicowanie, regionalność i sezonowość. Moje próby znalezienia polskich składników (przynajmniej podobnych) i gotowania polskich potraw zakończyłam bardzo szybko. Teraz jestem zwolennikiem zasady, że jesz to, co jest typowe i dostępne dla regionu, w którym przebywasz. Jako ciekawostkę podam, że tu nawet w kinie jest około półgodzinna przerwa w trakcie filmu, przeznaczona właśnie na jedzenie. Dla mojego kolegi Włocha jest zupełnie normalne, że wykładowca spóźnia się pół godziny, a czasem dłużej na zajęcia w porze obiadowej, bo przecież teraz się je obiad, a standardowa przerwa może na to nie wystarczyć.
Po tym jak poznałam Włocha, który okazał się być kucharzem, nie mogłam przepuścić okazji na zgłębianie sztuki kulinarnej. Zaczęłam od rzeczy kompletnie mi obcej, czyli przyrządzania karczochów. Na wiosnę są tu bardzo popularne. Jako, że Włosi są mega pomocni (szczególnie jeśli prosi kobieta) z wielką chęcią się zgodził na udzielenie mi lekcji. Tak nawiązały się nasze międzynarodowe stosunki kulinarne (może uda mi się dopisać je jako przedmiot do dyplomu;)) Moja pierwsza, ale mam nadzieję nie ostatnia „profesjonalna” lekcja gotowania odbyła się w bardzo przyjemnym lokalu Vecchia Lecce (to absolutnie nie jest kryptoreklama) w Calascibettcie. Efekty naszej pracy do wglądu.
Buon apetito a tutti!