8400 words into this installment of Not!fic and 2600 words into Webber's Auto Body we are making PROGRESS we have gotten the wheels moving in this last week of January we may yet see a fic completed in 2026, lmao.
seen from United States

seen from Puerto Rico

seen from United States
seen from China

seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from Tajikistan
seen from Germany

seen from United States

seen from United States
seen from Morocco
seen from United States
seen from United States
seen from Singapore
seen from United States
seen from United States
seen from Brazil

seen from Canada
seen from United States
8400 words into this installment of Not!fic and 2600 words into Webber's Auto Body we are making PROGRESS we have gotten the wheels moving in this last week of January we may yet see a fic completed in 2026, lmao.
FOR IMMEDIATE RELEASE: "Thee Omen" W.A.B. Song "Eye Me"
FOR IMMEDIATE RELEASE: “Thee Omen” W.A.B. Song “Eye Me”
Preview “Thee Omen” “Coming Soon” Artist: W.A.B. Song: “Eye Me” NUHBEGINC MULTIMEDIA – “Tune Into The Highest Frequency”. Providing multi-media production for your needs. -30- [email protected]
View On WordPress
Fuck you and your weak ass, weak ass friends Don't nobody want your man, weak ass dick
All that internet shit, don't get fucked up by the posts (Yeah, by the posts) Tough in the comments, but in person you a joke
WHY DIDN’T ANYONE TELL ME MEGAN THE STALLION FUCKING SLAPS
Antyutopia szczytu i dna
Nie każdy potrafi ugryźć kontrowersyjne tematy, a przy tym ostro skrytykować ludzkie działania i postawę – to udało się jednak Jackowi Inglotowi w „Polsce 2.0”, książce pokazującej nam dokąd może zboczyć okręt zwany Rzeczpospolitą. Właśnie wizje w niej zawarte pokazują Polskę w dwóch smakach: mocarstwowym oraz biedno-socjalnym. Niewątpliwie poznanie obu rytów przyszłości à la Inglot dostarcza czytelnikowi interesujących wrażeń oraz kilku dobrych powodów do przemyślenia tego i owego, acz z fabułą tutaj dość kiepsko.
Inglot opowiadaniami z „Sodomiona” już udowodnił, że potrafi w niezwykle barwny i sugestywny sposób namalować obraz przyszłości (dalekiej bądź bliskiej), która niepokoi oraz ma wysoki procent prawdopodobieństwa zaistnienia; gdzie technologia przoduje i doznaje progresu, lecz intelekt i kultura ludzkości przeżywa regres. Ostatnio postanowił zmierzyć się z większym wyzwaniem i na „bardzo poważnie” podszedł do przyszłości Polski. Biało-czerwoną ojczyznę pchnął w dwóch zupełnie odmiennych kierunkach, ale oba mieszczą się w ramionach antyutopijnego sztafażu.
Pierwsza mikropowieść „Wojna dronów” to ta „optymistyczna”, „chwalebna” wręcz przyszłość Rzeczpospolitej, w której to Polska staje na czele sojuszu państw wschodniej Europy, opierających się wpływom Rosji. W końcu też owa unia przezwycięża potęgę ogromnego sąsiada i zyskuje w oczach Zachodu. Niestety, z wielkością wiąże się szereg zagrożeń i problemów, a jednym z nich jest konflikt z odmiennym kulturowo oraz moralnie Imperium Osmańskim, które po latach odrodziło się w radykalnym ustroju. Druga mikropowieść przenosi czytelnika do Polski rządzonej przez narodowo-katolickie władze, doprowadzające do globalnego ubóstwa, zamknięcia w swoistym zaścianku-getcie, powrotu „dobrobytu komunizmu”.
Za pomocą tych dwóch alegorycznych wizji Inglot postarał się odpowiedzieć w jakim kierunku może zmierzyć rozwój Polski, czym może stać się nasz kraj, a w owych obrazach zaakcentował zarówno ich zalety, jak i wady, z tym że tych drugich wyłapać da się niestety więcej. Dwa teksty pozwoliły mu też zmierzyć się z ówczesnymi postawami Polaków, niskim zainteresowaniem przyszłości kulturowej Rzeczpospolitej oraz wysnuć apel o to, że futuryzm to nauka, która powinna stać się wiodącym przedmiotem. Jednak ta pełna osobistych – niebezpośrednich – komentarzy, opinii i przewidywań książka, mocno kuleje w warstwie fabularnej, częstokroć spychanej na boczny tor, co nie wychodzi całości in plus. Wprawdzie niektóre parapublicystyczne charakterystyki i odskocznie od osi intrygi nierzadko są interesującym spojrzeniem, to mocno psują tempo oraz spójność strony odbioru – zachwiana dynamika i słabe wyważenie sprawiają, że po prostu nie zawsze czyta się to gładko.
Na szczęście w tym pomaga język używany przez autora, który udowadnia, że piękno tkwi w prostocie, bo Inglot nie serwuje nam wysokoartystycznej uczty słów czy poetyckiej rytmiki, zaś malownicze, metaforyczne opisy są tutaj ograniczone do ilości, dzięki której świat przedstawiony mógł ożyć. Niemniej, nie można powiedzieć też iż warstwa lingwistyczna opiera się tu na niewybrednym słownictwie, ostrych frazach i, ogólnie rzecz biorąc, lakonizmie. Absolutnie tak nie jest, pisarz po prostu – nomen omen – chciał wyrazić się prosto i zrozumiale, trafiając do szerszego grona odbiorców, aniżeli w przypadku „Sodomionu”. I to zasługuje na pochwałę, choć w przypadku zbioru opowiadań nie można powiedzieć, że było źle, wręcz przeciwnie, ale to tam się sprawdzało, w „Polsce 2.0” sprawdzają się inne metody.
Najnowsza książka Jacka Inglota przekonuje mnie, że autor pnie się coraz wyżej, doskonaląc warsztat i oferując wizje w intrygującym ujęciu, chociaż tym razem bohaterów zepchnął nieco na drugi plan, zaś fabułą nie oczarował. Możemy mu jednak to wybaczyć, bo to nie powieść popularna, ani utwór dla miłośników dynamicznej akcji i spektakularnych wydarzeń, ni poszukiwaczy literackich przygód; to lektura dająca do myślenia, acz nic poza tym.
Recenzja dostępna na portalu Bestiariusz.
O mistrzu fantasy
„J.R.R. Tolkien. Biografia”, Humphrey Carpenter
Książki biograficzne nierzadko tworzone są przez autorów, którzy sięgają wyłącznie po teksty innych, materiały źródłowe oraz prace o danej osobie, lecz niestety rzadko mają z nią do czynienia, nie współpracują, nie rozmawiają, a nawet nie mają okazji zobaczyć jej na własne oczy. Wiąże się to z przeróżnymi czynnikami. Szczęściem, Humphrey Carpenter miał przyjemność poznać Johna Tolkiena, redagował jego listy i prowadził badania środowiskowe, zbierając informacje od rodziny i znajomych. W dodatku Carpenter to uznany biograf, który stworzył również inne życiorysy, jak „Inklingowie. C.S. Lewis, J.R.R. Tolkien, Charles Williams i ich przyjaciele” czy „W.H. Auden. A biography Pound”.
Od razu wspomnę, że nie jest to książka, która ma charakter wartościujący – autor ani nie wychwala (choć nierzadko wyraża uznanie wobec błyskotliwości, wszechstronności, biegłości polihistorycznej oraz plastycznemu talentowi), ani nie neguje czy krytykuje profesora. Stara się ująć i przedstawić historię J.R.R. Tolkiena w holistyczny sposób, od lat najmłodszych, początkach kariery naukowej i artystycznej, po – nazwijmy to – szczyt życia oraz spuściznę. Nie obyło się oczywiście od paru domysłów i autorskich dociekań, które są bardzo prawdopodobne, ale czasami zahaczają o niedointerpretację. Ważne jest natomiast to, że informacje – a wśród nich całe morze ciekawostek (o których co nieco za moment) – zdobywane były przez Carpentera na wiele sposobów, niektóre pochodzą z osobistych wspomnień, wizyt i spotkań z samym twórcą „Hobbita”, inne pochodzą ze źródeł wszelakich – także z książek, listów itd. – czy wywiadów z członkami i przyjaciółmi rodziny, znajomymi etc.
Z treści książki natomiast czytelnik może wynieść wiele interesujących – a dla osób analizujących i piszących pracę o Tolkienie niezbędnych – ciekawostek oraz wiadomości, o których rzadko kiedy się wspomina. Na przykład odnośnie do talentu. Wiele osób zapewne powie, że był niezrównanym badaczem starodruków, sag, legend czy podań (szczególnie skandynawskich i celtyckich), a mistrzowskim posługiwaniem się piórem nie raz sięgał po koronę piśmiennictwa, lecz kto wie, że wśród jego pasji artystycznych znajdowało się malarstwo i szkic, które pielęgnował przez znaczny okres czasu? Albo – obręb już mniej artystyczny – że poznał trzydzieści języków, w tym wiele wymarłych, które pozwoliły mu pracować na oryginałach niektórych tekstów (chociażby „Beowulf”). Dodam też coś od siebie: próbował również zapanować nad polszczyzną, jednak nie do końca mu się to udało. Z zupełnie innej sfery – przyjaciele oraz rodzina najczęściej zwracali się do oksfordzkiego profesora nie John, tylko Ronald. I takich, podchodzących ze wszystkich aspektów życia Tolkiena, szczegółów w książce jest naprawdę wiele.
Jednak owa biografia to nie wyłącznie zbiór ciekawostek oraz ogólny zarys sukcesów i pracy Johna Tolkiena. To przede wszystkim opowieść o człowieku z nielekkim bagażem doświadczeń, który nie miał prostego życia i nie mógł cieszyć się słodkim dzieciństwem. Mając cztery lata stracił ojca, w wieku lat czternastu matkę, a na drodze młodzieńczej miłości wykwitło niemało krzewów cierniowych – to właśnie takie przeżycia wywarły ogromny wpływ na jego twórczość i światopogląd. Ponadto Carpenter nie mógł nie wpleść tutaj inteligenckiej bohemy, Inklingów, którzy są również przedmiotem innej jego książki, „Inklingowie. C.S. Lewis, J.R.R. Tolkien, Charles Williams i ich przyjaciele”. Niemało miejsca w książce zajmuje przy okazji przyjaźń Lewisa oraz Tolkiena, a ich wywody filozoficzno-teologiczno-literackie – przytoczone tu we fragmentach – dają do myślenia i przedstawiają niezwykłą relację dwóch pisarzy o odmiennych poglądach oraz wpływie jednego na drugiego (nie tylko w sferze artystycznej).
„J.R.R. Tolkien. Biografia” jest pieczołowitą kopalnią szczegółów z życia jednego z najświetniejszych pisarzy XX wieku – a nawet wszechczasów – która drobiazgowo zarysowuje sylwetkę Johna Ronalda Reuela Tolkiena, przedstawiając go nie jako ikonę fantasy i mistrza pióra oraz symbolizmu, ale głównie jako człowieka z pasją, artystę szukającego inspiracji w przedmiotach swoich zainteresowań, zakorzenionego w swych poglądach, acz nie zamkniętego na zapatrywania innych. Z pewnością wiele detali w niej brakuje, ale jest dotychczas jednym z najbardziej wiarygodnych i bogatych źródeł na temat mistrza Tolkiena. A na deser – drzewo genealogiczne jego rodu, które może nieco wyjaśnić zaszczepione w hobbitach hobby badań rodowodowych.
.
Recenzja dostępna także na portalu Kawerna.