jestem zwolennikiem kontroli wnyków i pułapek

seen from United States

seen from Singapore

seen from Malaysia
seen from Canada
seen from China

seen from United States
seen from Kazakhstan
seen from United States

seen from Russia
seen from United States

seen from Indonesia
seen from China
seen from United States

seen from Türkiye

seen from Singapore
seen from United States

seen from United Kingdom

seen from Japan

seen from Singapore

seen from Australia
jestem zwolennikiem kontroli wnyków i pułapek
Wnyki - oto sidła na czytelników
Jeśli podobała ci się debiutancka książka Michała Śmielaka pt. „Znachor”, możesz śmiało opuścić poniższe słowa i od razu sięgnąć po kolejną jego opowieść - „Wnyki”, a gwarantuję, że nie poczujesz rozczarowania.
Autor wciąga niczego nieświadomego czytelnika już od pierwszych akapitów, oplatając fabułą i nie pozwala na wyrwanie się z niej ani przez chwilę. Wnyki. Chodzi o zapomnianą przez ludzi – ale nie przez Boga – wieś leżącą gdzieś w okolicach Karkonoszy. Dopiero teraz uzmysłowiłem sobie, jak wieloznaczeniowy jest ów tytuł. Wnyk jest pętlą z drutu, stalowej linki albo ze sznura, którą kłusownicy zastawiają na często przez zwierzynę uczęszczanych ścieżkach, w taki sposób, by przechodząca ofiara musiała wejść bezpośrednio w oko pętli. Ta zaciska się bezlitośnie wokół szyi lub tułowia, co w większości przypadków kończy się powolną i bardzo bolesną agonią.
Muszę cię uspokoić – nie umarłem po przeczytaniu tej książki, ale ciągle jeszcze nie otrząsnąłem się z jej treści. Bo choć Michał Śmielak opowieść snuje w sposób lekki i z nutką humoru, to wali przy tym bez najmniejszych subtelności w tył głowy świadomością, że te wszystkie rzeczy wydarzają się nie tylko we Wnykach. Takich wiosek w całej Polsce są setki… może nawet tysiące. Mnóstwo sideł, w które mogą wpaść najbliższe nam osoby. Ale do rzeczy.
Głównym bohaterem powieści jest Kosma Ejcherst, detektyw, który trafił do policji, bo nie wytrwał w seminarium duchownym i nie został duszpasterzem. Biskup, wuj Kosmy, nie kryje rozczarowania tym faktem, jednak mimo tego posyła on naszego protagonistę z misją odnalezienia księdza, który po przeniesieniu wywołanym skandalem obyczajowym przepada bez wieści.
Kosma pod przykrywką turysty opuszcza gwarną i zatłoczoną Warszawę, by rozwikłać zagadkę i na tydzień wynajmuje pokój w lokalnym gospodarstwie agroturystycznym. Zagadka wydaje się być prosta, bo szczątkowe informacje, które udało mu się wyciągnąć od wuja, składają się na obraz prosty do przewidzenia: obyczajowy skandal i przeniesienie do innej parafii… To smutny obraz kościoła w Polsce, który zamiast skutecznie rozprawiać się z winowajcami, ukrywa ich i proteguje niczym przykurzone skarby. Jak się później okaże, poszukiwany zaginął, bo jego duszpasterską misją było nawracanie zdeprawowanych kobiet. A nawracał je, oj nawracał…
We Wnykach jednak wszystko zdaje się być inaczej i wcale nie tak prosto, jak sobie nasz detektyw założył. We Wnykach stoi stary, średniowieczny kościółek pod wezwaniem Chrystusa Mściwego. Sam Mesjasz bowiem – jak gadają miejscowi – schodzi z krzyża, by wymierzyć sprawiedliwość wszystkim niegodziwcom.
Można by pomyśleć, że metafizyczny wydźwięk wątpliwości, jakie towarzyszą Kosmie w trakcie śledztwa, to odpryski doświadczeń z czasu spędzonego w seminarium oraz zakrapianych wybitnymi nalewkami spirytusowymi, którymi raczy go miejscowy proboszcz. Akcja powieści toczy się bowiem nieśpiesznie, a nasz detektyw konsekwentnie analizuje otoczenie, wnikliwie obserwując lokalsów. A to trafia się podejrzany typ, który ni stąd, ni zowąd zapytuje go, czy mógłby Kosma zabić dla niego proboszcza. Innym razem zaś spotyka na cmentarzu blogerkę, podróżniczkę i dokumentalistkę lokalnego dziedzictwa – Maję. Dziewczyna stanowi zaprzeczenie skrytych i zbdziczałych przedstawicieli wnyckiej społeczności. Jest otwarta i chętnie prezentuje wdzięki wioski oraz otaczającej ją okolicy. Swoje zresztą również, z czego Kosma nieśmiało, ale jednak korzysta. I śledztwo prowadzone przez Ejchersta powoli lecz nieuchronnie zmierza w nabrzmiewającym suspensie aż do chwili, w której trafia na Diabelskie Drzewo i wiszące na nim ciało.
Dopiero teraz zaczyna się prawdziwa gra o wszystko. A Kosma musi zrewidować swój racjonalny pogląd na świat, by rozwikłać tajemnicę i przy tym samemu ujść z życiem.
Michał Śmielak urodzony w 1979 r. Zawodowo zajmuje się handlem, historyczną rekonstrukcją oraz udziela się jako konferansjer na różnego rodzaju imprezach historycznych. Przygotowuje i reżyseruje także widowiska ogniowe – tzw. fireshow. Pasjonat historii, gier komputerowych oraz motocykli.
Mieszka w Sandomierzu, zatem zbrodnie i rozwiązywanie zagadek kryminalnych ma w genach. Czytelnikom przedstawił się opowiadaniem „Ostatni” w Antologii „Gladiatorzy” wydanej przez Fabrykę Słów. W marcu 2021 roku nakładem wydawnictwa Initium ukazał się jego debiutancki kryminał pt. „Znachor”. Czytelnik może spodziewać się głównie kolejnych kryminałów i thrillerów, gdyż autor zaczynając pisać jakąkolwiek nową książkę szybko wypełnia ją trupami niezależnie od początkowego założenia.
Książka do zdobycia: Empik Bonito Tania książka Świat Książki
Niecodzienna i trudna - tak swoją interwencję opisali opoczyńscy policjanci. Funkcjonariusze dostali zgłoszenie o zwierzęciu, które wp
Czuję tylko ciężar
nie ma przeciwwagi
Otwieramy oczy, by zobaczyć to, jak przemijamy
Bisz
Nic się nie zmienia choć idę w stronę zmiany wciąż Zamiast iść do przodu ciągle goję rany
Bisz
na forever.
Nic się nie zmienia, choć idę w stronę zmiany wciąż, zamiast iść do przodu ciągle goję rany.