Jedna szczera rozmowa, czasem tylko tyle wystarczy, żeby każdy wiedział na czym stoi.
seen from United Kingdom
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from Canada
seen from Malaysia
seen from Malaysia
seen from United States
seen from Argentina
seen from China
seen from Japan

seen from Germany
seen from Netherlands
seen from United Kingdom
seen from Italy
seen from China
Jedna szczera rozmowa, czasem tylko tyle wystarczy, żeby każdy wiedział na czym stoi.
„Nie da się iść do przodu, jeśli jedną nogą stoisz w przeszłości. Chcesz zmiany, chcesz iść dalej, chcesz nowego życia, ale jednocześnie trzymasz się tego, co znane, starych nawyków, starych relacji, starych wersji siebie. I to właśnie cię blokuje. Bo rozwój wymaga decyzji, a decyzja zawsze oznacza rezygnację z czegoś. Nie możesz jednocześnie trzymać się komfortu i oczekiwać progresu. W pewnym momencie musisz wybrać puścić to, co już nie działa, żeby zrobić miejsce na to, co ma dopiero przyjść”
— autor nieznany
Tak w rzeczywistości to nie tęskniłam do osób a raczej do tego jaka byłam przy tych osobach i jak chciałam być postrzegana. Przy J. byłam niczym Amelia z filmu o tym samym tytule (choć wtedy jeszcze go nie znałam) Przy T. Poznałam swoją najciemniejszą stronę i toksyczną stronę miłości. Przy BK odkryłam jak to jest mieć brata. Przy L. odnalazłam klucz do innych drzwi, drzwi które zamknęłam jako mała dziewczynka. Przy M. odkrywam siebie, w swoim tempie i na swoich zasadach. Najbardziej tęskniłam do J. To z nim kradłam te najsłodsze i najbardziej niewinne chwile. Te radosne, lekkie, delikatne jak futerko królika. Na przestrzeni lat uzbierał nam się może wspólny tydzień. Dziwiło mnie to jak tak krótkie spotkania mogą wywołać tyle rzeczy w środku. Teraz już wiem, że cała magia odbywała się właśnie "w pomiędzy". Udowodniło mi to nasze ostatnie spotkanie. Ono obnażyło te wszystkie iluzje jakie nakładaliśmy na siebie przez te lata. O T. Powiem tyle, że spędziliśmy razem prawie 7 lat. Wtedy właśnie przeszłam na drugą stronę lustra. Z kolorowego, niewinnego świata trafiłam do podziemi. Oczywiście w tym upadku do piekła, znalazłam kawałek raju. Od T przeszłam do M. Jak dotąd 15 lat. Tu spotkałam się z prawdziwą mną. To długi proces (który wciąż trwa) odkrywania w sobie wszystkich warstw i nie tępienia ich a zaakceptowania. W tym czasie przeszedł BK i nasza wieloletnia korespondencja. Bk jest moim bratem z innych rodziców. Jest bratem o tyle lepszym bo z wyboru. Był też L. łącznie spędziliśmy w swoim towarzystwie może 7 godzin. I wystarczyło tylko tyle by samą obecnością, zamknąć wieloletni strach przed burzą i by otworzyć nowe drzwi... Drzwi do ogrodu Ilangory czyli mnie. Ogród ten był zapuszczony, zaniedbany, zdewastowany. Podjęłam się pracy w nim i od tamtej chwili, codziennie po trochu wyrywam chwasty, przynoszę nowe rzeczy i tworzę swój kąt. Kobiety. Hmm... Co do kobiet, tu wyszedł kolejny program. Nie lubiłam kobiet! Może przez doświadczenia jakie mi fundowały? Począwszy od odrzucenia przez matkę. Wtedy mój pracujący ciężko ojciec zajął się wszystkim. Od karmienia, zmianę pieluch, kąpania po wychowanie. Kobiety w moim postrzeganiu były zimne, surowe, rozchwiane emocjonalnie, zazdrosne, zawistne, plotkary które nie umiały utrzymać najmniejszej tajemnicy,lubujące się w dramatach, intrygach. Matki miłosierdzia z zewnątrz a puste i diabelskie wewnątrz. Choć były i takie, które na swój sposób wiele mi pomogły. Kobiece Anioły! To one pomogły mi odkryć , że niechęć do kobiet to kolejny program. Długo mu się opierałam. Na szczęście przyszedł taran w postaci J. Ta wywołała sztorm w mym spokojnym życiu, ale przy okazji poznałam K. i E. W międzyczasie przyszła też L i J. Dzięki tym wspaniałym kobietom i ich podejściu do życia uczę się, że kobiety nie są takie straszne. Akceptując je zaczynam akceptować swoją kobiecą stronę. Bez tych wszystkich nich nie znalazłabym motywacji, narzędzi i jestem wdzięczna wsztkim razem i z osobna.
Chciałam odejść od Tumblr, ale on też motywuje mnie do tego by zbierać te wszystkie rozsypane myśli w jedną całość. Obnażam się tu i narażam na odkrycie czy krytykę, ale chęć dzielenia się tym jest silniejsza. Taki mały dreszczyk emocji... Tumblr jest moją motyką i pielę nim wewnętrzne grządki. Tumblr jest też miejscem gdzie spisuję swoją drogę. Drogę do wyzwolenia.
Wszystko się zmienia a ja nadal nie mogę znaleść swojego miejsca
Miałeś mnie kochać, a pozostawiłeś jedynie blizny.
@luzne-mysli
I gdy myślę, że już nic nie może mnie powstrzymać, pojawia się sentyment - ubrany na biało. Nie przychodzi głośno, raczej ostrożnie, jakby bał się, że zmienię zdanie.
Myślę o odejściu bez tęsknoty za tymi, którzy najlepiej grali moimi emocjami, którzy uzależnili mnie od zgadywania ich nastrojów, od tej cichej gry „jaki dziś mam humor”.
Widzieli moje łzy i moje dobre serce, a ja długo wierzyłam, że to wystarczy. Odejść od nich jest jak zostawić ogień, który jednocześnie parzył i dawał ciepło.
Jeszcze się boję, ale coraz wyraźniej czuję, że spokój nie powinien boleć, a miejsca, w których trzeba się kurczyć, nie są domem. Jutro zrobię jeden krok w nowe, nie wiedząc jeszcze nic - poza tym, że chcę oddychać spokojniej.
Czasem największym aktem odwagi jest zamknąć drzwi, za którymi zostaje ktoś, kogo kiedyś nazywałaś przyjacielem.
Życie to prawdziwa sinusoida - pełne wzlotów i upadków. Czasami jest naprawdę ciężko, ale potem wszystko wraca na prostą, chociaż w najgorszym momencie ciężko w to uwierzyć. Trudne momenty się zdarzają, ale też mijają, a potem może być lepiej. Wszystko to część tej "losowej" podróży!