Czas się zatrzymał na Winogradach. #winogrady #poznan #summer #time
ojovivo
Sade Olutola
h

PR's Tumblrdome
sheepfilms
Monterey Bay Aquarium
Cosimo Galluzzi
YOU ARE THE REASON
Game of Thrones Daily
EXPECTATIONS
he wasn't even looking at me and he found me
Show & Tell
cherry valley forever

Andulka

Discoholic 🪩

izzy's playlists!
Today's Document
RMH
Claire Keane
Sweet Seals For You, Always

seen from United States
seen from United States
seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Finland
seen from Canada

seen from Canada

seen from T1

seen from United States
seen from United States
seen from T1

seen from Canada
seen from Australia

seen from T1

seen from Japan

seen from United States

seen from Moldova
seen from T1
seen from United States

seen from T1
@voythec-blog
Czas się zatrzymał na Winogradach. #winogrady #poznan #summer #time
Cztery ściany popkultury
Czwarta ściana to termin, który wywodzi się z teatru i oznacza symboliczną ścianę oddzielającą widownię od sceny i aktorów. Scena teatralna posiada z reguły trzy ściany, natomiast czwartą ścianą jest właśnie przestrzeń między publicznością i aktorem. Jest to zabieg, który ma na celu odizolowanie aktorów, by ci mogli się skupić na swojej grze, nie rozproszeni świadomością bycia obserwowanym. Koncepcję czwartej ściany często przypisuje się Denisowi Diderotowi, a samego terminu podobno używał Moliere. Tyle słowem historycznego wprowadzenia, skupię się teraz na tym, co faktycznie mnie interesuje, bo gdybym miał pisać o teatrze, to już mógłbym kończyć. Łamanie czwartej ściany to zniwelowanie tej symbolicznej granicy poprzez zachowanie postaci z filmu, gry, komiksu czy serialu w taki sposób, że pokazuje swoją świadomość istnienia tej ściany, ale ją ignoruje. Jest to na przykład spojrzenie aktora bezpośrednio w obiektyw, jak na przykład Norman Bates w Psychozie. Może to być monolog skierowany bezpośrednio do widza lub nawet (w pewnym stopniu) śmiech z puszki podczas sitcomów. Według Wikipedii już starożytni Grecy wpadli na pomysł złamania czwartej ściany, kiedy aktorzy przerywali spektakl i wdawali się w rozmowę z publicznością, nie jest więc to ani odkrywcze, ani, jak widać, oryginalne. Przyjrzyjmy się zatem różnym rodzajom meta-odniesień, które można w zasadzie sklasyfikować.
1. Łamanie czwartej ściany – najczęściej spotykany i najbardziej podstawowy sposób. Główny bohater zdaje sobie sprawę z istnienia publiczności i zwraca się bezpośrednio do niej, często w formie monologu. Najczęściej chyba wykorzystuje się to w filmach komediowych, jak na przykład Ferris Bueller’s Day Off czy Easy A. W ten sposób widz nawiązuje więź z postacią, jest bardziej zaangażowana i ciekawa dalszego przebiegu akcji. W gatunkach innych niż komedia można wymienić między innymi Fight Club, czy bardzo popularny ostatnio serial House of Cards, w którym Kevin Spacey, grający główną rolę w fantastyczny sposób bawi się z czwartą ścianą.
2. Wybraniec czwartej ściany – w tym przypadku ściana jest zupełnie niezauważona, często tylko pojedyncze postaci mają pełną świadomość tego, że istnieje granica pomiędzy światem przedstawionym i realnym. Będę pewnie często wracał do tego filmu, ale główny bohater Ferris Bueller’s… często wyjaśnia widowni „zawiłości” fabularne, opisuje inne postaci, a na końcu filmu pyta się „Jeszcze tu jesteście? Film się skończył, idźcie do domu!” W komiksie w kontekście czwartej ściany niepodzielnie króluje Deadpool, niespełna rozumu najemnik, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest częścią obrazkowej historii, „widzi” własne myśli w żółtych ramkach i odnosi się do osi czasowej całej serii komiksu i robi wiele innych rzeczy by bawić się z czytelnikiem.
3. Znaleziony materiał – to jest już w zasadzie niemal odrębny gatunek filmowy. Tak jak monologi są (wg mnie oczywiście) głównie związane z komedią, tak filmy opowiadające historię na zasadzie „znalezionego materiału” są kojarzone przede wszystkim z horrorami. Protoplastą tego rodzaju jest oczywiście Blair Witch Project, dziś nie sposób wymienić wszystkich filmów w tym stylu, ale z bardziej znanych produkcji w tym gatunku można wymienić Cloverfield, Paranormal Activity, REC, czy V/H/S.
4. Skrzynka pocztowa czwartej ściany – ten typ łamania czwartej ściany najczęściej pojawia się w serialach i komiksach – zarówno tych tradycyjnych jak i internetowych. Postaci nie wychodząc z roli odczytują listy od widzów/czytelników i odpowiadają na nie, najczęściej na końcu odcinka. W web-komiksach odpowiedzi na listy czytelników często są wykorzystywane jako filler zamiast standardowego odcinka.
5. Ściana Cię nie ochroni – na wolności grasuje przestępca, monstrum, demon czy morderca. Dopóki wszystko się odbywa w fikcyjnym świecie przedstawionym przez twórców wszystko jest w porządku, ale kiedy czwarta ściana zostaje złamana, widz prawdopodobnie zacznie odczuwać niepewność, być może zwątpi przez chwilę w to, że wszystko faktycznie jest fikcyjnym dziełem. Najlepszym przykładem tutaj jest The Ring w oryginalnym wersji w wydaniu DVD. Horror ten opowiada historię o taśmie krążącej po świecie i każdy, kto ją obejrzy otrzymuje telefon, w którym głos oznajmia, że za 7 dni umrze. Po zakończeniu filmu odtwarza się to, co było na taśmie, a jedynym sposobem, by to wyłączyć jest wyłączenie odtwarzacza z prądu, po czym zostaje odegrany dźwięk dzwoniącego telefonu.
6. Jaka czwarta ściana? – tutaj nie ma absolutnie żadnych hamulców. Wszystkie chwyty dozwolone i nie ma tutaj absolutnie niczego, co mogłoby przypominać ścianę. W komiksie absolutnym przodownikiem tego nurtu jest wspomniany już Deadpool, gdzie główny bohater jest tak świadomy bycia w komiskie, że posiada wiedzę o wydarzeniach, które – według fabuły komisku – nie są znane nikomu, albo rozmyśla o tym, że jeśli uda mu się wykonać jakąś niesamowicie spektakularną akcję to może w końcu uda mu się otrzymać film o nim (udało mu się, w 2016 Deadpool wchodzi do kin). W filmie wielbicielem tego typu łamania ściany jest Mel Brooks i jego komedie: Spaceballs, Robin Hood: Men In Tights czy Blazing Saddles. Kamery uderzające postaci w głowę podczas zbliżeń, postaci przypadkowo zabijające operatorów kamer czy pojmanie dublerów zamiast prawdziwych postaci są tam na porządku dziennym.
7. Ścienny żarcik – następuje wtedy, gdy postać patrzy bezpośrednio w kamerę, robi coś, co sugerowałoby złamanie czwartej ściany by w następnym ujęciu pokazać, że tak naprawdę wszystko jest wciąż zamknięte w czterech ścianach opowieści. Przykładem niech będzie Mr & Mrs Smith, w którym główni bohaterowie (małżeństwo) są pokazani od pasa w górę, kobieta przeszukuje swojego męża, a kiedy jest tak nisko, że już nie widać jej w kadrze, mężczyzna patrzy prosto w obiektyw i mruga okiem, by za chwilę okazało się, że mrugnięcie skierowane było do starszej pary, która również znajdowała się w tym samym miejscu.
To tylko kilka z na pewno nie wszystkich sposobów na łamanie czwartej ściany i posiłkowałem się tylko filmami i komiksami. Meta-odniesienia jednak występują wszędzie – w teatrze, literaturze, muzyce i grach.
W tych ostatnich czwarta ściana jest poniekąd łamana już założenia, ponieważ to gracz steruje postacią głównego bohatera, ale i tam można w całkiem ciekawy sposób puścić oko do gracza. Metal Gear Solid, szpiegowska gra akcji podczas starcia z Psycho Mantis, w fantastyczny sposób puszcza oko w stronę gracza. Przeciwnik, posiadając zdolności telepatyczne, odczytuje między innymi to, w co oprócz MGS-a lubi grać właściciel konsoli odczytując dane z karty pamięci (a są to czasy pierwszego Playstation, było to bardzo imponujące wtedy), by następnie podczas starcia przewidywać ruchy gracza dopóki ten nie przełączył kontrolera do drugiego portu. W całej grze podczas rozmów dwóch postaci, w której jedna tłumaczyła drugiej co należy zrobić nagminnie pojawiały się kwestie w stylu „aby paść na ziemię, musisz wcisnąć kółko i przechylić gałkę by zacząć się czołgać.”
W Eternal Darkness: Sanity’s Requiem gracy ma pasek zdrowia psychicznego i gdy ten spada, gra zaczyna wariować, może się samoczynnie ściszać, wyłączać ekran na kilka sekund, obraz może się „glitchować” albo wywołać blue screen of Heath. W grach istnieją również rozmaite miejsca, w których twórcy odnoszą się do całej popkultury, są to tzw. easter eggs, jajka wielkanocne, które są pochowane w różnych miejscach gry, w grze o Wolverinie można znaleźć miecz z World of Warcraft i właz nawiązujący do serialu Lost. Absolutnym majstersztykiem czwarto ściennym jest The Stanley Parable. Wcielamy się w rolę zwykłego pracownika biurowego, który przez całe życie robił to, co do niego należy jak leming. Kiedy pierwszy raz poznajemy postać, którą będziemy sterować, narrator dokładnie opowiada co się teraz dzieje, kiedy jednak nie będziemy działać zgodnie z „wytycznymi” narratora, ten zacznie z nami dyskutować, kłócić się i wygrażać.
Łamanie czwartej ściany jest na pewno bardzo atrakcyjnym zabiegiem, zarówno dla twórcy jak i odbiorcy. Pozwala zmniejszyć dystans między światami, zaangażować odbiorcę bardziej niż zwykle i często wnosi „rozmowę” między stronami na inny poziom niż przy „standardowej” formie przekazu: „Patrz, ja wiem, że ty wiesz, że to wszystko jest zmyślone. To tylko dodatkowy powód, by bawić się jeszcze lepiej niż wcześniej. A przecież przede wszystkim o to właśnie chodzi, prawda?” Dlatego teraz już sobie podaruję ględzenie, a Ty przecież nie chcesz już tego czytać, na pewno masz ciekawsze rzeczy do roboty niż chęć wykłucia sobie oczu przez wypociny jakiegoś studenciaka.
My już jesteśmy, czekamy tylko na Ciebie
Moim pomysłem na reklamę była kampania istniejącego produku - Sony Playstation, która miałaby być skierowana do kobiet. Dlaczego do kobiet? Powody są dwa. Jeden z nich to taki, że Microsoft polski rynek traktuje bardzo po macoszemu, i Sony nie musi robić nic, żeby ten rynek wygrać w przedbiegach. Drugi i ważniejszy jest taki, że w świecie graczy po prostu brakuje kobiet, a festiwal parówek był fajny...nigdy.
Przede wszystkim nie wierzę w wynik badań “Jestem Graczem” dotyczącym tego, jaki odsetek kobiet gra w jakiekolwiek gry, ale na temat metodologii tych konkretnych badań (Jestem Graczem wg Ipsos) już tyle się rozwodziłem, że szkoda mi czasu po prostu.
Sam spot reklamowy podczas prezentacji spotkał się z umiarkowanym entuzjazmem, dlatego skupię się na tym, co było dobre - na strategii marketingowej mojej kampanii.
Działanie na wielu frontach jest na pewno skuteczną (i na pewno małą odkrywczą!) metodą działania, to co jednak przypadło do gustu potencjalnemu targetowi (prezentowałem przed samymi kobietami), to wizja męskich hostess zachęcających kobiety, by dołączyły do pozornie męskiego świata gier. Ponieważ jeśli poczuje się mile widziana, zaproszona do wspólnej zabawy, na pewno poczuje się częścią świata do którego wchodzi.
Czo te interneteły wyborowe
Wybory zakończone, prezydent-elekt jeszcze nie zaprzysiężony, cała Polska w panice ucieka z kraju 25 maja przed kato-talibańskim rzeźnikiem działającym na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego, by za granicą szukać ukojenia. Cała? Nie! Jedna, jedyna osada, zamieszkała przez nieugiętych Galów, wciąż stawia opór najeźdźcom i uprzykrza życie legionom rzymskim stacjonującym w obozach Rabarbarum, Akwarium, Relanium i Delirium... Znaczy no, nie ta bajka. Ale widząc niektóre wpisy na portalach społecznościowych znajomych (i nie tylko) możnaby odnieść wrażenie, że z dniem wybrania nowego prezydenta rozpoczął się upadek Rzeczpospolitej.
Nie będę próbował nawet analizować kampanii wyborczej jednego lub drugiego kandydata drugiej tury wyborów prezydenckich, niektórzy już tym się zajęli i według mnie wyszło im wcale świetnie (pozdro sadoszka, nagramy coś wierzę), a analizy z prawdziwego zdarzenia są sporządzone przez (mam nadzieję!) bardziej w tym kierunku wykwalifikowanych ludzi. Ja się skupię na tym, co mi najbardziej pomogło w ogarnięciu tych dwóch tygodni nie mając telewizora (dalej nie mam, polecam wszystkim), czyli na Internecie, a dokładniej na tej jego części na której wszyscy spędzamy najwięcej czasu – na pudelku na facebooku. Ponieważ lubię myśleć, że polityczne losy mojego kraju nie są mi obojętne, od jakiegoś już czasu mam polubione kilka stron, które tą właśnie warstwą życia się zajmuje, jest to między innymi „Żelazna Logika”, „Pitu Pitu” czy „Gówno Prawda” i to właśnie za ich pomocą spróbuję dokonać czegoś, co może chyba być małą analizą nie tyle przebiegu samej kampanii, ale bardziej odbioru przez wspomniane strony.
Żelazna Logika jest stroną, która z tych wszystkich była chyba najbardziej rzeczowa, przytaczała fakty i bezlitośnie wytykała wtopy między innymi mainstreamowych portali wiadomości, zarówno telewizyjnych jak i internetowych.
Wszystkie te strony prawdopodobnie zrzeszają podobną grupę ludzi (nie mam dostępu do statystyk, więc są to moje spekulacje oczywiście) - młodzi, sfrustrowani, którzy starają się unikać stacji telewizyjnych i serwisów newsowych o wątpliwej obiektywności. Kiedy więc pojawiają się niezależne strony, które na każdym kroku zwracają uwagę na takie rzeczy, oczywistym jest, że zaskarbią sobie duże grono wiernych czytelników. Zainteresowanie jest na tyle duże, że raport serwisu sotrender z maja tego roku pokazuje, że Żelazna Logika, choć całkowicie niezależna to ma coraz większą siłę przebicia.
Życie przeniosło się do internetu, a brak Dudy czy Komorowskiego w sieci wyraźnie pokazuje, że są to ludzie, dla których manifest Piotra Czerskiego brzmi jak powieść science-fiction. A tegoroczne wybory bardziej niż inne pokazały, że my - dzieci sieci, już nie jesteśmy dziećmi. Jesteśmy (mniej lub bardziej) dojrzałymi ludźmi, którzy z reguły w dużej mierze ukształtowali swoje poglądy na świat, na to czego oczekujemy od rządu i jego polityków.
Jeśli zarówno politycy przy okazji następnych wyborów (a te już niedługo!) jak i “stare” media nie zmienią sposobu swojego działania, to za jakiś czas obudzą się z ręką w nocniku i nastąpi zdziwienie jak Pochanke po wyborach.
Cytując korwinowe motto - tej siły już nie zatrzymacie! Jednak nie mam na myśli siły masakrowania lewaków. Niezależne blogi urzędujące na fejsbuku już raz zrobiły robotę przy okazji wyborów, oczywistym jest więc, że tak też będzie przy okazji jesiennych.
North Korea is Best Korea!
Będzie (mam nadzieję) krótko i (mam nadzieję) na temat.
Wiem, że przykładów propagandy wcale nie musiałem szukać tak daleko(Na szczęście inni zrobią to za mnie. Do porzygu.), ale nie mógłbym sobie odmówić wspaniałości propagandy Korei Północnej.
W zasadzie są to podręcznikowe przykłady białej politycznej i wewnętrznej propagandy agitacyjnej o kierunku wertykalnym w formie wizualnej.
Spociłem się pisząc to jedno zdanie, więc rozbiję to na czynniki pierwsze, żebym ja i ktokolwiek to czytający mógł zrozumieć ten potok słów. Głównie ja.
Ci, którzy ośmielą się obrazić naszą godność, poniosą srogą karę!
Propaganda biała, czyli pochodząca od dobrze znanego nadawcy, który nie kryje swoich intencji i ideologii. Wszystkie te plakaty można zobaczyć na stronie http://uriminzokkiri.com/ (przetłumaczony adres to “ścieżkanaszegoludu.com”), serwisie informacyjnym, który przekazuje informacje i wszelkie wiadomości z centralnej agencji wiadomości. Nie ma zatem żadnych złudzeń co do pochodzenia tych perełek.
USA jest osią zła.
Propaganda polityczna - tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Pochodzi z państwowego aparatu propagandowego i ma na celu wpływ na wszystkich obywateli Best Korei, dlatego też jest (niespodzianka!) wewnętrzna.
Wykopmy Amerykanów i zjednoczmy ojczyznę!
Agitacyjna funkcja tej propagandy ma zerwać ludność do działania, ale też skłonić do ideologicznej postawy prezentowanej przez nadawcę. Na bagnety z zaplutym amerykańskim karłem!
Odepchnij amerykańskiego najeźdźcę! (Na opasce jest napis USA WON)
Wertykalny kierunek propagandy znaczy tyle, że przebiega on od czubka (słowo klucz!) struktury do dołu. Czubkiem jest Kim Jong-Un, a dół to oczywiście obywatele tegoż państwa.
Wszczynasz przeciwko nam wojnę - my uderzymy amerykańskich kundli pierwsi!
Dlaczego wybrałem ten przekaz propagandowy? Bo jest Korei Południowej i jakkolwiek nie bawią mnie losy obywateli tego państwa, to przeżywam ogromną frajdę widząc, jak Kim Dżong ciska się na międzynarodowej scenie. Ale przynajmniej sprawili, że The Interview był w zasadzie za darmo (Nie, żebym oglądał. Chciałem, ale zapomniałem w sumie…) No i dochodzi fakt, że mamy rok 2015 a czuję się tak, jakbym patrzył na plakaty propagandowe bliższe naszym “sercom” z czasów PRLu. Może za kilka(naście) lat będą mieli swój własny “Klan”?
Znowu ci cholerni amerykanie…
Już teraz w każdym domu, perypetie rodziny Kyung-Min!
NO I OCZYWIŚCIE JEST JESZCZE TO
JAK GO NIE KOCHAĆ
NUFF SAID
Najlepszy przekaz reklamowy, Mr White.
Tak jak z najgorszymi reklamami, mam kłopot z wybraniem konkretnej reklamy która się wybija ponad inne, jest bardzo dużo dobrych reklam (ale zgodnie z moimi wymyślonymi danymi z poprzedniego postu, złych jest jeszcze więcej). Wybrałem więc jedną, która przypadła mi do gustu ze względu na użyte w reklamie odniesienie do jednego z moich ulubionych seriali i która jak najbardziej posiada cechy udanego przekazu reklamowego.
Jest to reklama firmy ubezpieczeniowej Esurance, która sprzedaje ubezpieczenia samochodowe przez Internet oraz telefon, pomija więc – ku wygodzie klienta – przesiadywanie zainteresowanych usługą w punkcie obsługi, wszystkich formalności można dokonać w domowym zaciszu. Wraz z dewizą „Sorta you isn’t you”(Jakby ty to nie ty.) pojawiła się seria reklam, która ma zainteresować odbiorcę spersonalizowaną ofertą ubezpieczenia. Do rzeczy zatem!
Reklama rozpoczyna się od zobrazowania odbiorcy miejsca akcji, jakim jest apteka. Kobieta podchodzi do lady, jednak nie zastając nikogo używa dzwonka. Zza lady wyłania się człowiek ubrany w żółty kombinezon ochronny i maskę tlenową na głowie. Strój zupełnie nie zgadzający się z panem aptekarzem, co również zauważyła klientka. Wyjaśniwszy, że dostała od lekarza receptę i chciałaby ją odebrać, stwierdziła, że mężczyzna nie jest farmaceutą, którego ona zna. Wywiązuje się więc następująca rozmowa: -You’re not Greg. (Nie jesteś Gregiem.) -I’m sorta Greg. We’re both over fifty years old. We both used to own Pontiak Aztek. We both have a lot of experience with drugs…sorry – pharmaceuticals. So…say my name. (Jestem jakby Gregiem. Obaj mamy ponad pięćdziesiąt lat. Obaj mieliśmy Pontiak Aztek [marka samochodu]. Obaj mamy duże doświadczenie z narkotykami…wybacz – farmaceutykami. Więc…powiedz moje imię.) -…sorta Greg? (…jakby Greg?) Następnie „jakby Greg” chce wręczyć klientce buteleczkę z bliżej nieokreślonym specyfikiem, po czym odzywa się głos z offu, mówiący „jakby ty, to nie ty. Esurance pomoże ci upewnić się, że płacisz za coś, co jest odpowiednie dla ciebie, nie dla jakby ciebie”.
Reklama, zgodnie z myślą Ewy Szczęsnej, zawsze jest pastiszem, zawsze się do czegoś odnosi, na czymś się wzoruje. Jeśli ktoś oglądał serial „Breaking Bad”, od razu będzie w stanie odnaleźć odniesienie tej reklamy, ponieważ mężczyzna grający w tej reklamie wcielił się (zarówno w serialu, jak i klipie promocyjnym) w główną postać tego serialu – Waltera White’a, który później znany jest jako Heisenberg. Postać ta, na co dzień pracująca jako nauczyciel chemii w liceum, gdy dowiaduje się, że cierpi na raka, postanawia przygotować met amfetaminę, by zarobić na swoje leczenie oraz na dobrobyt swoich dzieci i żony. Jest zatem zupełnym przeciwieństwem Grega, farmaceuty pracującym w aptece i prawdopodobnie wiodącym spokojny żywot wydając lekarstwa na receptę. Idąc dalej za „Poetyką Reklamy”, E. Szczęsna zwraca uwagę również na barwę w przekazie reklamowym i tak barwy ciepłe i nasycone poprawiają samopoczucie, a chłodne pomagają w koncentracji. W reklamie tej przeważają głównie chłodne kolory, przede wszystkim niebieski oraz biały. Można zatem powiedzieć, że paleta barw tej reklamy wspomaga koncentrację i skupi uwagę na przekazie, a ponieważ jest to przekaz centralny, a nie obwodowy, taki dobór barw jest na pewno dobrą decyzją.
W pierwszej więc chwili, gdy postać kontrastująca z otoczeniem, w którym rozgrywa się akcja, można z dużą dozą pewności założyć, że odbiorca został zainteresowany, niezależnie od tego, czy zna serial, czy też nie. Następnie w świetny sposób budowana jest elokwencja wokół dewizy. Jestem jakby ty, znajduję się w podobnej grupie wiekowej, jeżdżę podobnym samochodem, mam podobne zainteresowania. Co prawda ja jestem królem narkotykowego świata, a ty jesteś pracownikiem apteki. W zgrabny sposób przekaz reklamowy przechodzi do dewizy – „jakby ty to nie ty” i posługuje się zrozumiałą i rzeczową argumentacją – w naszej firmie twoje osobiste podejście nas interesuje. Nie jesteś taki jak inni, jesteś sobą i przyjmiemy cię z otwartymi ramionami licząc się z twoimi indywidualnymi potrzebami, ponieważ jesteś jedyny w swoim rodzaju, a twoje potrzeby są twoje, nie są jakby twoje.
Odbiorca, za pomocą dewizy „sorta you isn’t you” z łatwością nauczy się argumentów zawartych w reklamie i prawdopodobnie zaakceptuje je jako prawdziwe, przecież jest jedyny w swoim rodzaju. Nie znaczy to oczywiście, że zaraz po obejrzeniu reklamy stwierdzi, że to prawda – jakby ja to nie ja, po czym niezwłocznie rzuci się do komputera podpisywać nową polisę, ponieważ dziś reklamy nie mówią co mamy robić. One mówią o czym mamy myśleć, więc przy okazji kupna samochodu, albo konieczności zmiany polisy ubezpieczeniowej samochodu być może taki odbiorca pomyśli, że jego potrzeby są wyjątkowe, a w Esurance będę mógł dostosować swoją polisę do moich potrzeb.
Nawiązując do serialu Breaking Bad i do słynnego w kręgu wielbicieli tegoż powiedzenia „say my name” mamy do czynienia z intertekstualnym dialogiem, który parafrazuje tekst kultury z innego medium audiowizualnego. Oczywiście, żeby w pełni dostrzec całość tworzonego w tej reklamie dialogu należy znać wcześniej wspomnianą już historię nauczyciela chemii. Dlatego też powstały inne reklamy pod tą samą dewizą, pojawia się jakby mama, która ma między 25 a 35 lat i która jest wiecznie w biegu, która przyjeżdża po „swoje” dziecko samochodem, który widział lepsze dni. Pojawia się również jakby nauczyciel, który wygląda jak członek gangu i też lubi dać komuś lekcję.
Z całą pewnością można więc założyć, że jest to bardzo udany przekaz reklamowy. W przeciwieństwie do opisywanego przeze mnie wcześniej najgorszego przekazu i sklepu militaria.pl mogę z cała pewnością stwierdzić, że nie jest to reklama, która wyleci mi z głowy jako zupełnie nieistotna część mojego spędzonego czasu. Przekaz ten nie korzysta z tanich chwytów, żeby przykuć moją uwagę, nie sprowadza walki o nią do najprostszych instynktów. Postaci występujące w reklamie nie są stereotypowymi przedstawicielami swoich odpowiedników w życiu, przekaz jest jasny, klarowny i zrozumiały. Odbiorcy nie powinni mieć kłopotu z zaakceptowaniem argumentów jako prawdziwych. Sama reklama była wyemitowana podczas tegorocznego Super Bowl, a jest to okres największej oglądalności w Stanach, więc z dotarciem do potencjalnego targetu również można założyć z dużą dozą pewności, że nie było żadnych problemów. Nie jestem w stanie wybrać „najlepszego” przekazu, prawdopodobnie łatwiej byłoby ułożyć ranking kilku – kilkunastu przekazów reklamowych, które mógłbym uznać za wybijające się ponad resztę. Na pewno jednak udany przekaz reklamowy to taki, który w przeciwieństwie do najgorszego – utknie w pamięci odbiorcy na jakiś czas i „uderzy” przekazem wtedy, kiedy będzie najbardziej potrzebny.
NAJGORSZY PRZEKAZ REKLAMOWY EVER (AKA SZCZUCIE CYCEM)
Kiedy pytają mnie o najgorszy przekaz reklamowy, odpowiadam – jest ich zdecydowanie za dużo, żeby wybrać jeden. Na każdą dobrą reklamę przypada dokładnie 173reklam tak złych, że reklama MediaExpert z włączaniem niskich cen wydaje namsię maestrią techniczną i artystyczną(zgodnie z danymi wymyślonymi przeze mnie30 sekund temu). Nie jestem w stanie wybrać jednego koszmarnego przekazu reklamowego. Mam kilka, ale wszystkie wpisują się dokładnie w ten sam „styl” (przy czym jest to bardzo duże nadużycie tego słowa).
Styl ten został już nazwany i brzmi on „szczucie cycem”. Nazwa ta jak nietrudno się domyślić pochodzi od formy, jaką każda z tych reklam przyjmuje. Jeśli produkt nie jest atrakcyjny sam w sobie należałoby zrobić coś, żeby przyciągnął uwagę, a jaka jest lepsza metoda niż pokazanie kawałka kobiecego ciała i okraszenie go niewyszukaną i zawsze dwuznaczną dewizą? Firma, która ucieka do takiej taktyki swojego przekazu reklamowego sama, mam wrażenie, nie wierzy w atrakcyjność lub konkurencyjność swojego produktu, dlatego elokwencja nie będzie budowana wokół produktu (chociaż fakt, może się pojawić jako tło, jak na przykład w wypadku reklamy paneli podłogowych, na których rozłożone jest nagie ciało kobiety), tylko wokół modelki i „błyskotliwej” gry słownej zabarwionej erotycznie tak mocno, jak się tylko da. Tak oto powstają takie perełki jak „lubisz jak się tobie ciągnie…ser na zapiekance?”, albo fantastyczny błyskotliwy ogólnik – „zrobimy ci dobrze… i tanio!”
Te ikoniczne heurystyki przyciągną uwagę prawdopodobnie głównie męską część odbiorców i prawdopodobnie głównie do niej jest skierowana. Podejrzewam, że trzeba być niespełna rozumu, żeby w ogóle założyć, że przekaz taki będzie skuteczny w minimalnym choć stopniu kierując go do kobiet. Taka forma reklamy jest sięgnięciem do najbardziej podstawowych bodźców odbiorcy. W zasadzie konstruowanie takiego przekazu zakończyło się na pierwszym etapie, czyli na przyciągnięciu uwagi. Argumenty takich form promocji są koślawe, bo jak można wziąć na poważnie zdanie „Dajemy za darmo ci puszki”, gdy obok jest kobieta w bieliźnie a reklama dotyczy hurtowni „Elektryk”? Stworzywszy taki argument, firma sama siebie skojarzyła z klientem niezbyt wyszukanym, by nie powiedzieć prostackim. Założę się, że jeśli taki typowy Janusz, czterdziestolatek z brzuchem piwnym, wąsem i kiełbasą w ręce skojarzy tę reklamę z hurtownią, a nie z tym, że „zobacz Halynka, babeczka na zdjęciu niczego sobie, zróbże coś ze sobom”, to robiąc zakupy w niej w dziewięciu przypadkach na dziesięć zapyta „hehe, a gdzie som moje darmowe cipuszki, hehe”. Za dziesiątym razem zapomni, bo mu kiełbasa spadnie na ziemię i się zdenerwuje chłopina.
Wisienką na torcie niech będzie reklama sklepu militaria.pl. Oto prezentuje się przed nami rajski krajobraz tropikalnej wyspy, a na niej knajpka, w której znajdują się głównie kobiety, barman i mężczyzna, który wygląda tak, jakby uciekł z planu „07 zgłoś się”. Pomimo tego, że głównym bohaterem reklamy jest wspomniany agent specjalny (lub specjalnej troski) prezentujący swój wspaniały pistolet wiatrowy będący wierną repliką „legendarnego pistoletu smisenłysyn” ciekawej dziewczynie, co jakiś czas na pierwszym planie pojawia się tańcząca kobieta ubrana w skąpy strój kąpielowy. Dlaczego? Jaki to ma związek z bronią, z militariami, z Borewiczem? Przejścia na tańczącą kobietę istnieją chyba tylko po to, żeby potencjalny odbiorca się po pierwsze – nie zanudził, a po drugie, żeby jego uwaga była przyciągnięta przez cały czas trwania tej reklamy. Mogę mówić tylko za siebie, ale jeśli to jest forma zarzucenia przynęty na mnie, żebym obejrzał reklamę do końca, jest zupełnie nietrafiona. Pomimo świadomości, że logika przy tworzeniu przekazu nie jest czymś obowiązkowym, nie mogę pozbyć się wrażenia, że poza rozmową bohaterów tej reklamy wszystko tu jest losowe, bez jakiegokolwiek porządku. Dowiadujemy się, że pistolet wygląda jak prawdziwy, strzela kulkami, ma zabezpieczenie, magazynek na 15 naboi i nie trzeba mieć na niego zezwolenia. To wystarczy w zupełności, żeby bohaterka spytała sugestywnym tonem, czy może wybraliby się na plażę... postrzelać. Emerytowany ochroniarz patrzy się na dziewczynę i proponuje, żeby po strzelaniu poszli popływać. Ich spacer na plażę jest również pokazany. Kobiet jest kilka, każda chce skorzystać z broni głównego bohatera, który „pokazuje” jak się strzela do owoców, ale zupełnie nie przeszkadza mu fakt, że panie kołyszą się w biodrach celując. Nie jestem ekspertem w kwestii strzelectwa, ale wydaje mi się, że wykonywanie takich ruchów, choć może atrakcyjne dla instruktora, zupełnie będą przeszkadzać przy strzelaniu. Na plaży są również inni ludzie, którzy (tak mi się wydaje, ich gra aktorska mogłaby być zastąpiona kartonowymi postaciami i prawdopodobnie nie zauważyłbym różnicy) z podziwem patrzą na posiadacza smisenłysyna, ale także ktoś jeździ na skuterze wodnym bawiąc się pewnie lepiej niż ja oglądając tę reklamę. Przekaz ten usiłuje nas przekonać, że posiadając taką wspaniałą replikę jesteśmy w stanie bez wysiłku zdobyć każdą kobietę. Jako odbiorca przyswoiłem argumenty zawarte w tej reklamie, za jedyne 299 złotych mogę być szczęśliwym posiadaczem wspaniałej repliki jeszcze lepszego pistoletu, będę miał 15 naboi bez zezwolenia w magazynku. Ale techniczna warstwa tego klipu, wątpliwej jakości gra aktorów i namacalna sztuczność całości sprawia, że nie jestem w stanie zaakceptować ich jako prawdziwe. Ten przekaz jest groteskowy, absurdalny i po chwili zupełnie się o nim zapomina, nic po obejrzeniu tej reklamy się nie utrwali, może poza tym, że gdzieś w Internetach krąży taka koszmarna reklama, którą można pokazywać ludziom, których się nie lubi. Wspomniana na początku reklama sieci MediaExpert z Eweliną Lisowską nie cieszy się popularnością, do dziś pytając o nią znajomych wiążą z nią negatywne skojarzenia, ale mimo wszystko jestem skłonny uznać reklamę „Włączamy niskie ceny” za udaną, bo pomimo tego, że intensywność, z jaką ten przekaz występuje w mediach teraz (a jest już znacznie mniejsza, niż kilka miesięcy wcześniej), odbiorca pamięta o niej i nie potrzebuje wiele, by skojarzyć, że szczególnie podczas świąt Bożego Narodzenia po parę razy na jeden blok reklamowy mógł usłyszeć obwodowy przekaz, że gdzieś włączają niskie ceny. Za trzy dni obudzę się rano i nie będę pamiętał o Borewiczu chwalącym smisenłysyna.
Najgorszym przekazem reklamowym nie jest ten, który jest najbardziej denerwujący wwiercającym się w pamięć „dżinglem”, bo jeśli pomimo swojego irytującego charakteru za jakiś czas odbiorca wciąż pamięta o tej reklamie, a widząc logo firmy, lub będąc w reklamowanym sklepie gdzieś z tyłu głowy przypomni mu się reklama, która go tak denerwowała, to jest to jak najbardziej udany przekaz reklamowy. Najgorsza reklama, to taka, o której zapominasz w momencie, w którym ona się kończy.