Roman Honet

PR's Tumblrdome
Fieri Frames
art blog(derogatory)
No title available
Keni
Not today Justin

Discoholic 🪩

izzy's playlists!
h

oozey mess
Noah Kahan
No title available
cherry valley forever
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
RMH
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ
d e v o n

Kiana Khansmith

Product Placement
Sade Olutola

seen from United States
seen from United States

seen from Bangladesh
seen from United States
seen from United States
seen from Paraguay
seen from Brazil
seen from Pakistan
seen from Bangladesh

seen from United States
seen from Türkiye
seen from Netherlands
seen from Mexico

seen from Russia

seen from United States
seen from Canada

seen from United States
seen from United States
seen from Brazil
seen from Brazil
@wiersze-wybrane
Roman Honet
Norwid
Imię twoje jak czarne i strzeliste cyprysy, A wkoło - greckie kolumny. Słowa twe - odskrobane starożytne napisy. Ty - dumny!
Gdzie idziesz - głęboki aksamit traw Malachitowy, W ręku twoim - księga praw, Sowa u głowy.
Historia układa fałdy swych szat Nad wodami potoku. Kraj nasz - ziemia, Tysiąc lat - Jednego roku.
Skąd masz róże? Ziemia leży Śniegiem pokryta. Idziesz, gdzie Kopernik w szubie w mróz na wieży Z gwiazd czyta.
Jan Lechoń
Julian Tuwim, Do prostego człowieka
Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy "do ludności", "do żołnierzy"
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić "historyczną racją",
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę - bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab - kwiatami
Obrzucać zacznie "żołnierzyków".
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
"Bujać - to my, panowie szlachta!"
Jesienna zaduma
Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowo jak za chleb
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba
Zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Jerzy Harasymowicz
Modlitwa wieczorna
W starości trudno klęczeć ziemia od kolan odpełza
Ojcze nasz nie pamiętam twarzy
tylko gniewny błysk oka
cóż to za ojciec który nie zdążył
wziąć na kolana Jako i my odpuszczamy
trzeba i za matkę po równo i sprawiedliwie
Wieczne odpoczywanie jeśli trafi się takie wielkie zmęczenie
to śmierć jest dobra Niechaj jej świeci
pacierze co chwila uciekają w bok
trzeba je zapędzać do obory czarny warkocz
nagle zrobił się biały zacznijmy od nowa
Zdrowaś Maryja Maryjo wołali Maryjka
Bóg wie co się może czaić w oczach zielonych
dawniej ludzie nie pozwalali sobie na czułości
wystarczyło że rodziła dzieci żeby tak dojść
do przystanku autobusu codziennie o krok dalej
to można by jeszcze zobaczyć
najdłużej bolą nerwy pamięci i nerwy zdziwienia
czy możliwa jest noc po której nie ma dnia
Teraz i zawsze i na wieki wieków amen
Anna Kamieńska
Dusze zwierząt
Dusze zwierząt koziołka rozszarpanego przez psy zajączka co wisi głową w dół z naderwanym uchem koguta skaczącego bez głowy suki ciągnącej za sobą sznurek krwi gołębia z bielmem powiek leżącego pod płotem dusze zwierząt módlcie się za nami
Anna Kamieńska
Piotr Mosoń
wy bez twarzy bez twarzy w ogóle śmiejący się z niczego — powiem wam że piłem w nędznych pokojach z pijaczkami kretynami których sprawa była lepsza których oczy nadal miały trochę blasku których głosy zachowały trochę rozsądku, a kiedy nadszedł ranek źle się czuliśmy ale nikt nie chorował, biedni ale bez złudzeń, i wylegiwaliśmy się w łóżkach i wstawaliśmy późnymi popołudniami niczym milionerzy
Charles Bukowski
Kołysanka dla Nieznajowej
Zima powoli sunie w ciszy przez dolinę Kopczyki śniegu zamiast ptaków na gałęziach Uciekłem tam gdzie można uciec najskuteczniej Do tych kapliczek połemkowskich czas nie sięga
Śpij śpij nadszedł czas W śniegu strumień w słońcu las
Ktoś tu zbudował kiedyś piec z nierównych cegieł Gliniane serce żar rozpala że aż huczy Zostało jeszcze kilka półek i obrazek I coś co każe „Encore jeszcze raz” zanucić
Beskid okryje tutaj mnie pokorną ciszą Zima zasypie cicho ślady zetnie chłodem I to nie ja powrócę jutro przez Rostajne Siebie zostawię w białej pustce w Nieznajowej
Apolinary Polek
Monolog dla Kasandry
To ja, Kasandra. A to jest moje miasto pod popiołem. A to jest moja laska i wstążki prorockie. A to jest moja głowa pełna wątpliwości. To prawda, tryumfuję. Moja racja aż łuną uderzyła w niebo. Tylko prorocy, którym się nie wierzy, mają takie widoki. Tylko ci, którzy źle zabrali się do rzeczy, i wszystko mogło spełnić się tak szybko, jakby nie było ich wcale. Wyraźnie teraz przypominam sobie, jak ludzie, widząc mnie, milkli wpół słowa. Rwał się śmiech. Rozpalały się ręce. Dzieci biegły do matki. Nawet nie znałam ich nietrwałych imion. A ta piosenka o zielonym listku - nikt jej nie kończył przy mnie. Kochałam ich. Ale kochałam z wysoka. Sponad życia. Z przyszłości. Gdzie zawsze jest pusto i skąd cóż łatwiejszego jak zobaczyć śmierć. Żałuję, że mój głos był twardy. Spójrzcie na siebie z gwiazd - wołałam - spójrzcie na siebie z gwiazd. Słyszeli i spuszczali oczy. Żyli w życiu. Podszyci wielkim wiatrem. Przesądzeni. Od urodzenia w pożegnalnych ciałach. Ale była w nich jakaś wilgotna nadzieja, własną migotliwością sycący się płomyk. Oni wiedzieli, co to takiego jest chwila, och bodaj jedna jakakolwiek zanim - Wyszło na moje. tylko że z tego nie wynika nic. A to jest moja szmatka ogniem osmalona. A to są moje prorockie rupiecie. A to jest moja wykrzywiona twarz. Twarz, która nie wiedziała, że mogła być piękna.
Wisława Szymborska
Skrzypek Hercowicz
Był sobie skrzypek Hercowicz, Co grał z pamięci jak z nut. Z Schuberta on umiał zrobić — No brylant, no istny cud. Dzień w dzień, od świtu po wieczór, Zgraną jak talia kart, Tę samą sonatę wieczną Wciąż pieścił jak jaki skarb. I co pan, panie Hercowicz? Za oknem ciemność i śnieg... Dałbyś pan spokój, Sercowicz! Takie jest życie, nie?... Niech harmonijka — Cyganka, Jak długo ściska mróz, W ślad za Schubertem na sankach Zawija kreskami płóz. Nam z muzyką tak bliską, Niestraszny i nagły zgon. A potem — z wieszaka zwisnąć Jak płaszcz z oskubanych wron. Dawno już, panie Sercowicz, Wszystko skołował śnieg... Dałbyś pan spokój, Scherzowicz. Takie jest życie, nie?
Osip Mandelsztam
Zaczekam
Ja jeszcze chwilę Na ciebie zaczekam. A potem... Zaczekam Jeszcze chwilę. I każdą następną chwilę Też zaczekam Na ciebie.
Maciej Wierszycki
Spojrzenie
Nic nie powróci. Oto czasy już zapomniane; tylko w lustrach zasiada się ciemność w moje własne odbicia - jakże zła i pusta. O znam, na pamięć znam i nie chcę powtórzyć, naprzód znać nie mogę moich postaci. Tak umieram z półobjawionym w ustach Bogiem. I teraz znów siedzimy kołem, i planet dudni deszcz - o mury, i ciężki wzrok jak sznur nad stołem, i stoją ciszy chmury. I jeden z nas - to jestem ja, którym pokochał. Świat mi rozkwitł jak wielki obłok, ogień w snach i tak jak drzewo jestem prosty. A drugi z nas - to jestem ja, którym nienawiść drżącą począł, i nóż mi błyska, to nie łza, z drętwych jak woda oczu. A trzeci z nas - to jestem ja odbity w wypłakanych łzach, i ból mój jest jak wielka ciemność. I czwarty ten, którego znam, który nauczę znów pokory te moje czasy nadaremne i serce moje bardzo chore na śmierć, która się lęgnie we mnie.
Krzysztof Kamil Baczyński
Rozmyślania o ojcu
Jego twarz groźna w chmurze nad wodami dzieciństwa (tak rzadko trzymał w ręku moją ciepłą głowę) podany do wierzenia win nie przebaczający karczował bowiem lasy i prostował ścieżki wysoko niósł latarnię gdy weszliśmy w noc myślałem że usiądę po jego prawicy i rozdzielać będziemy światło od ciemności i sądzić naszych żywych — stało się inaczej tron jego wiózł na wózku sprzedawca starzyzny i hipoteczny wyciąg mapę naszych włości urodził się po raz drugi drobny bardzo kruchy o skórze przeźroczystej chrząstkach bardzo nikłych pomniejszał swoje ciało abym mógł je przyjąć w nieważnym miejscu jest cień pod kamieniem on sam rośnie we mnie jemy nasze klęski wybuchamy śmiechem gdy mówią jak mało trzeba aby się pojednać
Zbigniew Herbert
Rów w którym płynie mętna rzeka nazywam Wisłą. Ciężko wyznać: na taką miłość nas skazali taką przebodli nas ojczyzną
Zbigniew Herbert
Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia strumień wstąp. Jest tylko ziemia. Jedna ziemia i pory roku nad nią są. Wojny owadów - wojny ludzi i krótka śmierć nad miodu kwiatem. Dojrzewa zboże. Kwitną dęby. W ocean schodzą rzeki z gór.
Zbigniew Herbert
Marcin Świetlicki, Jeden (2014)