Porwać króla - akcja polskiego wywiadu w faszystowkiej Hiszpanii
Aby zrozumieć, trzeba wrócić do płk. Jana Kowalewskiego (o którym pisałem wcześniej) i jego roli w szachach politycznych II Wojny Światowej. Jak wiemy, pan pułkownik był odpowiedzialny za prowadzenie Akcji Kontynentalnej ze swojej siedziby w Monte Estoril w Portugalii. Ale to nie jedyne zadanie na którym się koncentrował. Prowadził o wiele bardziej skomplikowaną grę. Wykorzystując swoje stare znajomości koordynował tajną akcję zjednywania sojuszników koalicji antyhitlerowskiej w krajach bałkańskich. Miał tam wielu przyjaciół, w końcu przez kilka lat pracował w placówce dyplomatycznej w Bukareszcie. W ramach prowadzonych działań operacyjnych nawiązał kontakty z opozycją antyhitlerowską. Nie wnikając w szczegóły, chciał doprowadzić do przejścia dotychczasowych sojuszników Hitlera na stronę aliantów. Był tak skuteczny w swoich działaniach, że zaniepokojony Stalin, który pragną te kraje wprowadzić w swoją sferę wpływów, zarządał odwołania pułkownika do Londynu.
Król Karol II Hohenzollern to postać nietuzinkowa. Choć to mało powiedziane. Z pewnością nie nadaje się na bohatera do naśladowania. Zacznijmy od przyjemniejszej strony monarchy. Przynajmniej dla nas. Był przyjacielem Polski. Józef Piłsudski udekorował go osobiście krzyżem Virtuti Militari, król był też kawalerem Orderu Orła Białego. W Polsce 57 Pułk Piechoty Wielkopolskiej nosił imię Karola II Króla Rumunii (co ma pewne znaczenie w naszej historii).
Król Rumunii Karol II dekoruje orderem Michała Walecznego sztandar 57 Pułku Piechoty Wielkopolskiej, którego objął honorowe dowództwo.
W 1927 roku zmarł król Ferdynand. Nowym królem został czteroletni syn Karola i Heleny, Michał. Trochę małoletni.... Zostawić dziecko na tronie? Bez opieki ojca? W 1930 roku, choć nadal zakochany w swojej Dudui, jak nazywał swoją wybrankę, postanowił w poczuciu obowiązku za ojczyznę wrócić na tron. I tu następuje zwrot akcji. Kobieta pozostaje ta sama (z Heleną rozwiódł się już wcześniej) choć bez formalnego małżeństwa, miłość do samochodów pozostała również niezmienna, pojawiła się za to nowa pasja - polityka. Karol II nie miał wyjścia, trafiły mu się wyjątkowe czasy. Potężny Stalin chciał po sąsiedzku uszczknąć co nieco z terytorium Rumunii, Węgry i Bułgaria tylko wyczekiwały dobrej okazji na atak, Niemcy patrzyły łakomym wzrokiem na rumuńskie pola naftowe, a król.... kochał Francję! Tyle, że bez wzajemności. Co prawda Francuzi coś tam podpisali, ale nie było to zbyt wiarygodne. Królowi marzył się układ Anglia-Francja-Polska-Czechosłowacja-Rumunia, i nawet chęć była... tylko jakoś nie wyszło. Z Polską układało się świetnie, przyjaźń była, polowania były, wódeczka również, był też akt o pomocy w razie wojny, niestety układ z Monachium i konflikt polsko-czechosłowacki o Zaolzie wytrącił zęby koalicji. Trzeba przyznać, że król długo bardzo sprawnie manewrował mamiąc Niemców, uśmiechając się do Anglii i Francji, głaszcząc Polskę i Czechosłowację oraz unikając konfrontacji ze Związkiem Radzieckim. Do czasu.
Od powrotu na tron w 1930 roku Karol starał się zmienić wizerunek z playboya na wysłannika Niebios. Dość karkołomne zadanie, choć ustroje autorytarne potrafią skutecznie prać mózgi swoich poddanych. Przylot samolotem do kraju starano się przedstawiać jako zejście na ziemię na miarę powrotu Chrystusa. Trochę ten wizerunek psuła pani Lupescu, nazywana przez lud pogardliwie Żydówką lub Czerwoną Królową. Fakt, jej głównym zajęciem było używanie życia co robiła z niesamowitą pasją. Tyle, że ta jej rorzutność nie pasowała do boskości monarchy.
Król dość sprytnie rozgrywał partie polityczne przeciwko sobie, mając nadzieję, że w końcu zostanie tylko on i jego aureola. Najzacieklej zwalczał skrajną Żelazną Gwardię, której radykalizm odstraszał nawet Hitlera. Nocą 30 listopada 1938, zwaną nocą wampirów, 14 najważniejszych działaczy Gwardii zostało zastrzelonych, ponoć w trakcie ucieczki z więzienia. Pomimo tego Gwardia ciągle się odradzała.
Po pierwszym września 1939 roku i ataku na Polskę wojsk niemieckich (gwoli ścisłości również słowackich), Rumunia nie wywiązała się z traktatów z Polską i nie wypowiedziała wojny Niemcom, ogłaszając neutralność. Na nasze szczęście. Dzięki temu było gdzie uciekać. Węgry i Słowacja były już w silnym sojuszu z Hitlerem. Rumunia bardzo gościnnie przyjęła naszych rodaków. Udało się, m.in. dzięki pułkownikowi Kowalewskiemu, zorganizować przerzut naszych żołnierzy do Francji. Patent był prosty. Żołnierzy z internowania zwalniano na podstawie zaświadczenia o niezdolności do służby wojskowej, a ci, już jako cywile, w nagłym postanowieniu zapragnęli skorzystać z okazji i pozwiedzać Francję. Specjalnymi pociągami wypełnionymi "turystami" przewożono ich przez terytorium sprzymierzonych z Niemcami Włoch do Francji. Oczywiście część naszych rodaków urywała się po drodze, chcąc pooglądać włoskie zabytki. Mój włoski epizod w powieści " W jak tungsten" jest więc jak najbardziej prawdopodobny. Włosi byli bardzo przychylni Polakom, i gdy już ich wyłapywali, to zamiast wsadzać do więzienia, odstawiali na granicę z Francją.
Kazano mu wyjechać z kraju, pozwalając zabrać spory majątek. Razem z Eleną Lupescu wyruszył specjalnym pociągiem na wygnanie. Jeszcze w kraju znienawidzona Żelazna Gwardia zaatakowała pociąg, na szczęście bez powodzenia, potem przez Włochy i Francję para przejechała do Hiszpanii. Niemcy obawiali się, że jeśli stracą kontrolę nad królem, to ten zorganizuje rząd na uchodźstwie. Poprosili generała Franco o zatrzymanie Karola w areszcie domowym. Tak też się stało. Króla z jego wybranką umieszczono w hotelu w Sewilli otaczając tajnymi agentami. Wolno im było jedynie wyjeżdżać na przejażdżki samochodem po najbliższej okolicy Sewilli. A że król wóz miał szybki i był doświadczonym kierowcom, z łatwością pozostawiał tajniaków z tyłu. Ten fakt został wykorzystany przez nasz wywiad. Pułkownik Kowalewski opracował plan, realizacją zajął się major Żórawski... I ten epizod, oczywiście dostosowany do moich bohaterów i ich akcji, został wykorzystany w mojej książce "W jak tungsten".
Major Zdzisław Żórawski jest więc postacią jak najbardziej autentyczną. Uczestnik kampanii wrześniowej, po przedostaniu się do Francji do czerwca 1940 roku kierownik placówki Polskiej Agencji Telegraficznej (PAT) w Paryżu, co było doskonałą przykrywką dla oficera wywiadu. Potem pracował w Madrycie jako korespondent prasy południowoamerykańskie. W Lizbonie od czerwca 1940 roku, ciągle pod doskonałą przykrywką dziennikarza.
Po akcji przerzucenia Karola II i pani Lupescu do Portugalii Hiszpanie aresztowali pułkownika Kowalewskiego. Brał więc osobiście aktywny udział w akcji. Prawdopodobnie to on poprowadził samochód już bez króla po jego przesiadce. Inaczej więc niż w mojej powieści. Pan pułkownik ciekawie bronił się przed hiszpańskim sądem. Przekonywał, że król był związany z polskim pułkiem, więc pomógł mu jako kolega z wojska. Ważniejsze było jednak to, że nie było podstawy prawnej do uwięzienia byłego monarchy, więc Kowalewskiego uwolniono.
Akcja odniosła skutek. Niemcy nabrali przekonania, że alianci coś kombinują na Bałkanach, dzięki czemu związano trochę sił Wermachtu w tym rejonie. Był to też sukces propagandowy, podnoszący na duchu pstryczek w nos faszystów.
Król nie zastał długo w Portugalii. Salazar bał się zemsty Niemców. Para wyjechała do Meksyku. Do Portugalii wrócili po wojnie. Tam też zmarli.






