Tak szczerze, jest mi kurwesko ciężko. Jestem sama, naprawdę chyba pierwszy raz w życiu odczuwam tą samotność aż tak, nie mam nikogo. Śmieszne kiedy nawet na głupiego szluga wieczorem nie masz z kim wyjść. Czuje się tak żałośnie. W głowie mam pierdolony syf, nie radzę sobie wcale. Mam wrażenie, ze nikomu nie robi różnicy to czy jestem, czy mnie nie ma. Nienawidzę tej samotności, czuje ze to moja wina. Jeszcze fakt tego, ze on mnie odpycha, a ja nie chce na siłę niczego robić, zaczynam powoli się poddawać, mimo ze to głównie dla niego chce iść do psychologa, ale to w sumie ja go skrzywdzilam, nie dziwie mu się, ze taki jest. Tak bardzo boli mnie to ile krzywd wyrządziłam w ostatnim czasie. Zaczęłam robić rzeczy, których przysięgałam nigdy nie robić. Chciałabym nie być mną, chciałabym być dobrym człowiekiem, a czuje się najgorszą kurwą na świecie. Przysięgam staram się, próbuje się ogarnąć, ale tak trudno jest to zrobić samej, bez kurwa nikogo, bez wsparcia, zrozumienia, to takie trudne. Nie widzę sensu się ogarnąć, cały czas wpierdalam się w to wszystko coraz głębiej. Boje się, ze niedługo już mnie tu nie będzie. Walczę cały czas, ale jest coraz gorzej, coraz częściej ataki paniki, obrazy w głowie jak zdycham, zapijam wszystko, a to niesie za sobą kolejne błędy, ale jak inaczej mam sobie radzić? Jestem wypełniona jebanym cierpieniem, agresja, złością, żalem, przeplatanym z poczuciem pustki i braku odczuwania jakichkolwiek uczuć. Nie chce tak żyć, tak bardzo chciałabym być normalna. Oddałabym wszystko za chociaż jeden szczęśliwy dzień, bez problemów, bez stresu, poczuć szczęście i spokój. Przestaje rozumieć siebie kompletnie, nie rozumiem moich wyborów, moich myśli, nie rozumiem tego co czuje, mówię, kurwa nie wiem kim jestem na dobra sprawę. Czuje się jak zlepek jebanych kłamstw. Boże jak ja siebie nienawidzę. Nie chce być tym kim jestem, chciałabym uciec od siebie. Zabić tą osobę, którą codziennie widzę w lustrze, ta jebana pustka w oczach albo złość, widzę to codziennie. Nie poznaje siebie. Nie byłam taka, kurwa co się ze mna stało? Kiedy stałam sie taka zepsuta, pusta? Chce żyć normalnie naprawdę. Nie chce umierać, ale powoli nie mam już wyjścia, to dla mnie najlepsze wyjście, już nigdy nikogo nie skrzywdzę, nie zawiodę, już więcej nie będę cierpieć. Nie mam siły..