Spotkałam na swej drodze ludzi...
Dziś historia m.in. o Piotrze... Piotrze Lasiku. To on po odejściu Ani Gradzkiej przejął pieczę nad kawowym barem Raju. Ustawiał, siorbał, niuchał nieustannie. Mieszał, eksperymentował. Może nie był tak uczony jak jego poprzedniczka, ale kochał to i z tego co wiem nadal kocha. To było widać w jego iskrzących się oczach i uśmiechu kiedy coś mu wyszło tak jak tego oczekiwał. Tak jak Ania mnie oczarowała tym światem i od niej wszystko się zaczyna tak Piotrek był moim głównym przewodnikiem na początku drogi. Przez czas kiedy razem pracowaliśmy na Śródce, a było to kilka miesięcy odpowiadał na wszelkie moje pytania, dzielił się wiedzą i spostrzeżeniami. Spotykaliśmy się przed pracą lub w wolny dzień by uczył mnie wszystkiego co sam o kawie wie. Dlaczego kawa lubi takie, a nie inne mielenie przy różnych metodach parzenia, a co do tego ma temperatura i preinfuzja. Ilość ziaren przypadająca na napar występujący w jednej filiżance. A co najlepiej do dirpa, aeropressu i chemexa? O wszystkim rozmawialiśmy. Podpowiadał, podsyłał materiały. Zarażał miłością do kawy.
W sprawach ekspresu ciśnieniowego oraz ustawiania espresso nauczycielem był Gaca z Brismann Kawowy Bar w Poznaniu. Ze swoją rozwichrzoną fryzurą w pewien bardzo zimny poranek odkrywał przed nami niuanse espresso. Jak bardzo niewielka zmiana może wpłynąć na smak czy niesmak kawy. Po wysiorbaniu wielu szotów na szkoleniu pamiętam, że nie chciałam by do mnie mówiono. Wszystko mi przeszkadzało, nawet szept. Gaca za to i tu poratował nas wiedzą: “Pamiętajcie! Bułka i banan! I można siorbać dalej!:)”
Tak bardzo już nie chciałam pić i sprzedawać niedobrej kawy, że zaczęłam wiercić dziurę w brzuchu Janowi z Cafe La Ruina, aby w końcu nauczył mnie technicznych rzeczy jeśli chodzi o ustawianie młynków i espresso. Nie miał już tyle czasu co kiedyś i ciągłe wołanie go za bar w celu ustawiania rozjeżdżającego się espresso mijało się z celem. Udało się! Po kilku miesiącach chodzenia, proszenia pokazał jak co działa. Od tego czasu to głównie ja ustawiałam kawy. Jan mógł zająć się innymi, ważniejszymi dla niego już wtedy rzeczami. Choć czasem prosiłam go jeszcze o pomoc.
Nadal rozmawiając, czytając, eksperymentując zaczęłam poznawać możliwości czarnego naparu...