[Przemyślenia poafrykańskie]
Wczoraj wieczorem grałem na gitarze i urwała mi się struna - nie chciało mi się jej zmieniać, bo akurat próbowałem wyczuć jeden numer, stwierdziłem więc, że mogę przecież dokończyć na drugiej. Wtedy sobie zdałem sprawę, że przez ten czas, kiedy mnie nie było, w niej też się zerwała jedna struna… To, że miałem dwie gitary i na żadnej z nich nie mogłem grać, przypomniało mi, co się okazało bezpośrednio po powrocie z Afryki - a mianowicie, że obydwa z moich dwóch samochodów nie przeszły przeglądu, więc mimo, że miałem dwa auta, nie mogłem żadnym z nich jeździć (bo 2=2, dlatego mój matematyczny umysł od razu skojarzył te dwie sytuacje). No i wtedy dotarł do mnie kolejny z powodów, dla których w RCA jest taka powszechna szczęśliwość i bezstresowość :) Otóż, jak tam byłem, wielokrotnie doświadczyłem tego, że Czarni nie szanują przedmiotów. Samochodów, telefonów, drzwi, okiennic, gitar, bębnów, ławek - no nie umieją. Oczywiście strasznie mnie to denerwowało, bo musiałem im co chwilę zwracać uwagę. Teraz zrozumiałem, że to jest faktycznie kłopotliwe - jak coś masz (samochody, gitary…), musisz o to ciągle dbać i się tym zajmować. Inaczej się zepsuje i nie będzie spełniało funkcji. Czarni natomiast nic nie mają, więc nie wiedzą, jak to jest dbać o coś. I właściwie to jest przecież takie uwalniające! Jak nie trzeba dbać o rzeczy, można to swoje zaangażowanie wkładać w zamian w dbanie o np. relacje - a to jest chyba znacznie lepsze :) Rzeczy są głupie, relacje są wartościowe.
[/Przemyślenia poafrykańskie]











