Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ

No title available

pixel skylines
styofa doing anything
"I'm Dorothy Gale from Kansas"

JBB: An Artblog!

Product Placement

@theartofmadeline
Sade Olutola

Janaina Medeiros
Monterey Bay Aquarium

JVL
Alisa U Zemlji Chuda

⁂

#extradirty
Xuebing Du

tannertan36
wallacepolsom
art blog(derogatory)

祝日 / Permanent Vacation
seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Australia

seen from United Kingdom
seen from Spain

seen from Malaysia
seen from United States
seen from Canada
seen from China

seen from Türkiye

seen from Kazakhstan

seen from United States
seen from United States

seen from Japan
seen from United States

seen from Qatar

seen from United Kingdom

seen from Singapore

seen from India

seen from United States
@alongpathofdreams
17.06.2026
Dawno temu czytałam jej bloga, kiedy dużo myślałam o au pair albo o work&travel w USA. Fascynowała mnie ta historia - jak z serialu Niania. Później znalazłam ją ponownie przez przypadek. Miała guza mózgu, a przez swoją dietę wyglądała jak wrak człowieka. Zaczęłam znowu śledzić jej życie. Później odeszła z internetu. Ostatnio przypomniało mi się u niej, próbowałam ją wygooglować, dowiedzieć się, jak stan jej zdrowia (miała guza mózgu). Dowiedziałam się, że ma nowotwór jajnika. Że urodziła 3 dziecko, rozwiodła się z mężem, przez jakis czas mieszkali na Bali. Chwile śledziłam jej posty na instagramie, ale w maju dodała bardzo smutny, ostatni wpis. Jakieś 2 dni temu umarła. Miała 34 lata. Przypomniało mi się o niej po tym, jak na tiktoku (miałam tiktoka, bo nie miałam pamięci na iphone na instagrama, a jestem uzalezniona od reelsów, ups) wyskoczył mi filmik dziewczyny też chorej na raka. Która też umarła. Cofając się jeszcze miesiąc wcześniej. Nie obserwowałam go na facebooku, ale często wyskakiwały mi jego posty, bo je czytałam. Pisał często o zwierzętach, różne (często tragiczne) historie, jakie działy się w Polsce. Wyskoczył mi jeden z wpisów, przeczytałam i weszłam w komentarze. Tak dowiedziałam się, że chwilę temu została ogłoszona informacja, że zginął w wypadku. Ruszyły mnie te wszystkie śmierci. Uciekam od tanatofobii regularnie. Oczywiście, że czas leci - ehh nieubłaganie - ale mam wrażenie, że czuję dużo życia w życiu. Dni wydają mi się długie. Robię codziennie dużo rzeczy. Niby na nic nie mam czasu, ale jednak robię to co lubię. W dodatku kocham i jestem kochana. Zmieniam pory roku i strefy czasowe. Wybieram życie na jakie mam ochotę w danym momencie. Teraz mam ochotę na życie w Polsce. Na długie wieczory, truskawki i rowery, ale mnie chłop wyciągnął na wyjazd, więc życiem w Polsce pożyjemy za miesiąc. Trochę się denerwuje tym wyjazdem pod kątem pracy.
Cieszę się, że jesteśmy razem. Że kroczymy przez te życie razem.
18.06.2025
Z mojego zespołu został zwolniony jeden ziomeczek. Jestem w szoku. Coś tam firma wspominała o zwolenieniach jednak nie wiedziałam, że to się wydarzy tak szybko, że też jesteśmy w niebezpieczeństwie. Podobno już możemy czuć się bezpiecznie, nie planowane są kolejne zwolnienia. W każdym razie lepiej szykować backup. Facet miał rodzinę, dzieci. Ja zarabiam na bilety lotnicze, które ostatnio znowu aktywnie kupujemy. Planujemy kolejne kroki w podróży. Jest gorąco. Fale trochę za duże, a mnie trochę za bardzo boli kostka.
Ale jest dobrze.
30.05.2025
Na profil Zoji trafiłam jakieś 2 lata temu, kiedy wspomniano o niej w komenatrzach dotyczących jakieś gównoburzy o edukacji domowej.
Teraz mocno żyłam jej wejściem na Everest. Próbowałam sobie wyobrazić, jak to jest? Jak to jest być tak szalonym na punkcie gór? Jak to jest tak bardzo je kochać?
Jej ojciec stracił życie w górach, dziewczyna ma 19 lat. Dla przypomnienia; kiedy ja miałam 19 lat, moja matka płakała, że dostanie przeze mnie zawału serca, bo postanowiłam na wakacje wyjechać na Mazury do pracy przy obozach konnych.
7.05.2025
Czy wszystko, co się dzieje w życiu ma jakiś sens?
Miałam etap, że bardzo żałowałam "zmarnowanego" w życiu czasu. Zmarnowanego na ciągły stres, nerwy, godziny płaczu. Pierwsze 3 lata na studiach zamiast być totalnie wspomniałe były totalnie tragiczne. Później zaczęłam prowadzić jazdy i realizować się na wielu płaszczyznych życia. Później zaczęłam być w szczęśliwym związku z miłością życia (jak mi się wydawało). I właśnie wtedy zaczęłam żałować. Żałowałam tak długiego związku z nieodpowiednim facetem. Żałowałam, że nie wyprowadziłam się z domu na studia. Żałowałam, że nie zaczęłam podróżować wcześniej. Miałam wrażenie, że mogłam przeżyć te lata zupełnie inaczej, a nadal skończyć w podobnym miejscu. Być szczęśliwa, ale po prostu wcześniej.
A teraz z perspektywy czasu? Czy jakbym podróżowała wcześniej, czy moje podróże ułożyłyby się tak żebyśmy się poznali? Czy jakbym pojechała na tego Erasmusa to miałabym później ochotę aż tyle jeździć po Europie? Czy trafiłabym w dobrym momencie do domu żeby znaleźć aktualną pracę, która w sumie pchnęła mnie do takiego życia? Czy pojawiłabym się w domu w dobrym momencie, żeby założyć tindera i znaleźć tam mojego chłopaka? Kiedyś nie umiałam znaleźć sensu w wydarzeniach z przeszłości, ale mam nadzieję, że ten sens już się pojawił i nigdy nie będę miała co do tego wątpliwości. Jeśli to wszystko, co było trudne musiało się wydarzyć abym była w tym miejscu, gdzie jestem to ojjjj chyba jestem w stanie sobie z tym poradzić :)
6.05.2025
Przez to, że wciąż jestem w rodzinnym domku wciąż intensywnie wspominam.
Śmieszy mnie widok mojego chłopaka w moim pokoju. Wygląda jakoś nienaturalnie. Czuję się, jakbym znowu była na studiach i była w pierwszym związku, jak się tak odwiedzamy.
Przypomina mi się dużo negatywnych rzeczy, m.in to co moi byli oglądali na instagramie. Ja mam nadzieję, że nie zapeszam w tym momencie, ale naprawdę cieszę się, że tego typu problemy mnie już nie dotyczą. Jest to też mój pierwszy normalny związek jeśli chodzi o sferę seksualną, ale powiązanie, hmmm?
Jeejuu im więcej wspominam tym bardziej cieszę się, że go mam, kochany A.
26.04.2025
"Kupiłam colę i patrzyłam jak się całujecie... tam gdzie my wcześniej (..) A jaa będę się śmiać, wsiądę w samolot Asia Air polecę na zachodni brzeg..." Wracając do domu uberem, słuchałam tej piosenki w radiu. Dalej mam wrażenie, że jej premiera była o 2 lata za późno w stosunku do mojej sytuacji.
Ale dziwny dzień. Zbiegło się na to kilka rzeczy. Zawsze w domu zbiera mi się na wspomnienia. Przechodząc się ulicami, z których mam tyle wspomnień, mam większą ochotę je pielęgnować, wracam więc do starych rozmów, wiadomości, zdjęć i filmów. Szkoda mi, że mam ograniczone pole działania, bo bardzo dużo z nich straciłam wraz ze starym kontem na facebooku. Na szczęście wciąż jest tumblr, są stare screeny. Nie wiem, czemu to robię. Może dlatego, że potem wstaję od laptopa kręcę głową i mam jeszcze większą ochotę powiedzieć mojemu chłopakowi, że go kocham? Jest tak bardzo idealny. Czytając o tych wszystkich sytuacjach z przeszłości, z którymi dzieliłam się z moimi przyjaciółkami stwierdzam, że jest idealny.
Nie obserwuje mojego byłego na instagramie, ale dzisiaj na insta story zobaczyłam, że kumpel z gimnazjum oznaczył jego dziewczynę. Są na wakacjach w Japonii. Szybko policzyłam lata. Wyszło 4. Są razem 4 lata. "Powinien jej się tam oświadczyć" pomyślałam. Wyszłam ze znajomymi na miasto, trochę będąc pod wpływem alkoholu weszłam na jej profil. Było tam zdjęcie pierścionka.
Co poczułam? Poczułam OMG TO SIĘ SERIO DZIEJE. Trwamy w tych życiach bez siebie. Żyjemy na zupełnie innych torach. Robimy kroki naprzód. To się naprawdę dzieje.
W poniedziałek moje 28 urodziny. Boję się przemijania, ale tyle jeszcze przede mną. Dom, rodzina, kolejne podróże. Spełnię swoje następne marzenia, prawda?
Dostałam negatywną odpowiedź z firmy, gdzie miałam rozmowę kwalifikacyjną. Z żadnej innej mi nawet nie odpisali. Mam za mało doświadczenia, w mojej aktualnej pracy nie robię w zasadzie nic. Nie robię nic przydatnego. Nie wiem. Nie wiem, czy powinnam pocisnąć, próbować coś dalej zmienić w obrębie firmy. Czy powinnam dalej wysyłać CV skoro dostaję tylko odpowiedzi negatywne albo brak odpowiedzi? Czy powinnam zostać tam gdzie jestem?
Trochę skopało to moją pewność siebie. Brak sportu, bardzo niska energia życiowa (przez dużo siedzenia w domu) oraz to że przytyłam jakieś 7 kg również nie pomagają. Byłam dzisiaj na tym mieście i czułam się sama z sobą źle, chociaż bardzo starałam się, żeby tego nie pokazywać.
29.03.2025
Dlaczego poprzednia zima była lepsza?
Był lepszy vibe Chyba tak po prostu. Jakoś w tych wszystkich zeszłorocznych dramach, pukających sąsiadach do drzwi z prośbą o ciszę była jakaś taka solidarność z ekipą która tutaj była oraz z ekipą, która nas odwiedzała. Było głośniej, ale było weselej. Było więcej ludzi wokół nas, z większą ilością ludzi się spotykaliśmy. Były częstsze surfy, wspólne grille i piwkowanie. Czy w tym roku było źle? Nie. Też było fajnie, odwiedzali nas znajomi, parę razy surfowaliśmy razem. Ale jakoś było tego mniej. Jakoś było czasami dziwnie.
Miałam zdrową nogę Od końcówki stycznia z jakąś małą przerwą jestem prawie cały czas fizycznie nie do końca sprawna. Bardzo wiele tygodni przeleżałam na kanapie nie mając za bardzo energii na nic. Za mało wychodziłam, za mało cieszyłam się wyspą.
Miałam lepsze surfy W tamtym roku czułam, że robię progress, a w tym czuję na razie jedynie regress. Jak wróciliśmy z podróży najpierw był średni warun, później nie miałam czasu, później byłam w Polsce, później wróciłam chora. Miałam dobrą sesję na domowym spocie, potem na północy, gdzie pojechałam sama. Chciałam powtórzyć ten wypad na północ dwa razy - to raz po drodze zepsuło się auto, a za drugim razem skręciłam kostkę. Później w kontuzyjnej przerwie dalej miałam problem z nogą, miałam wrażenie, że jestem strasznie sztywna.
Więcej jeździłam konno Prowadziłam tereny i miałam jakąś większą wolność w stajni. Robiłam sobie co chciałam, karmiłam konie. Mój ulubiony koń był grzeczny. Już w tamtym roku dużo rzeczy mi przeszkadzało, ale w tym weszło to na jakiś wyższy level. Chodzę do stajni, bo chcę mieć kontakt z końmi, ale męczę się oglądając życie tych zwierząt.
Zarabiałam więcej pieniędzy Okej był zapierdol. Dużo wynajmów kamperów, tereny no i praca. Ale zarabiałam hajs. W ciągu 2 miesięcy odłożyłam kaskę na podróż. W tym roku moje oszczędności nie istnieją. Miałam mniej zajęć pobocznych, ale i mniej pieniędzy.
Czy ta zima była zła? Nie. Miłość, klimat i ten rodzaj psychicznego spokoju, który poczułam dopiero po wyprowadzce z rodzinnego domu, nadal sprawiają, że lubię to żyćko. Lubię pić kawkę o poranku, chodzić na zachody słońca. Lubię robić te wszystkie rzeczy, które kocham nawet jak mam teraz jakieś przerwy przez kontuzję. Nawet to nieidealne mieszkanko lubię, mimo że dużo ojj dużo więcej w tym roku zaczęłam fantazjować o czymś większym, ładniejszym i własnym. Powoli kończy się już ten sezon. Dużo myślimy już o wyjeździe. Więc czekam. Odliczam trochę czas.
29.01.2025
Dawno nic nie pisałam, ale teraz nie jestem zbyt szczęśliwa, więc napiszę.
Upadłam, zabolało mnie tak bardzo, że prawie zemdlałam na chodniku. Skręcona kostka. Conajmniej. Nie umiem chodzić. Najgorzej, że tyle ludzi na mnie liczyło. Miałam zrobić nam zakupy, pomagać przy koniach (tym bardziej, że właściciel trafił do szpitala), a dzisiaj wydawać kampera. Problem dla wszystkich, co na mnie liczyli. W dodatku w tym całym zamieszaniu zapomniałam o paru rzeczach. Jestem zła i rozżalona.
Mój poleciał dzisiaj do Polski, miałam pojechać kamperem na północ i sobie pochillować. Nie jest mi to dane. Ostatnio po drodze zepsuło się auto. Teraz zepsułam sobie nogę.
Przynajmniej mam za zadanie kupić nam bilety na Malediwy.
Szukam pracy, ale mam wrażenie, że firmy jedynie sprzedają dane. Nie wysyłałam CV to nie miałam żadnych upierdliwych telefonów. Teraz mam z 5 dziennie. A nie wysłałam w za wiele miejsc tego CV....
5.11.2024
Dzisiaj zobaczyła mnie sąsiadka, pytała się, gdzie byłam. Trochę poopowiedziałam, ale - bądźmy szczerzy - przy takich small talkach wymieniam tylko część krajów hahah. Powiedziała, że super, że mam szczęście. Szczęście? Mam szczęście, że poznałam Adama, że w tym tłumie na świecie pełnym różnych ludzkich historii i osobowości udało nam się poznać. Mam szczęście, że dzięki covidowi pracuję zdalnie. Mam szczęście, bo bardzo często poznawałam ludzi w odpowiednich miejscach i w odpowiednim czasie. Ale podróżowanie? Jak wszystko w życiu wymaga odrobinę szczęścia, ale wyszukiwanie w internecie biletów lotniczych, zarabianie na bilety lotnicze, pakowanie się i wychodzenie z domu aby zdążyć na samolot to już nie szczęście a akcja, którą tak naprawdę może zrobić każdy. Kwestia priorytetów. Gdybym nie miała pracy zdalnej i tak bym podróżowała. Świat jest pełen możliwości.
Myślałam sobie jakby to było gdybym szukała pracy przy koniach, robiła to przez pół roku i drugie pół bym spędzała w podróży. Jakoś bardzo ostatnio zatęskniło mi się za pracą z końmi, za prowadzeniem jazd i za poczuciem, że jestem częścią tych fajnych ludzkich wspomnień związanych z pasją.
Chodzę sobie po znajomych ulicach, przypominam sobie młodszą wersję siebie i czuję różne emocje.
7.10.2024
Byłam wczoraj na kolacji z tatą od mojego chłopaka, jego dziewczyną i znajomymi. Chłopak też był zaproszony, ale jego podróż przeciągnęła się do 2 dni przez double overbooking xD
Ciekawe tematy pojawiły się na tej kolacji. Znajoma opowiadała o tym, jak umarła jej koleżanka. Było wokół tego mnóstwo dziwnych zbiegów okoliczności. Kobieta zginęła w wypadku samochodowym, zjechała z pasu pod ciężarówkę, próbowano rozstrzygnąć tą sprawę, ale podobno nic nie ustalono. Nie wiadomo, czemu tak się stało i czemu to zrobiła. Jej znajomi poszli do medium, która na podstawie zdjęcia "połączyła" się z duszą tej dziewczyny, przekazując mnóstwo intymnych szczegółów z jej życia (które znał tylko jej partner). Między innymi opisywała bardzo szczegółówo jej dom, m.in jakie rzeczy są gdzie schowane, co jest niemożliwe, żeby wiedziała to wcześniej. Poprzez medium przekazywała też, jak urządzić mieszkanie po jej śmierci, powiedziała, że jej chłopak ma nie wieszać obrazów, które ona nie lubiła, a które w dziwny sposób rozstrzaskały się wcześniej podczas sprzątania. Medium podobno powiedziała, że kobieta musiała umrzeć tego dnia, ponieważ było to konsekwencją tego, że w poprzednim wcieleniu jej dusza postanowiła popełnić samobójstwo. Dlatego umarła. Po prostu.
Znajoma opowiadała o ich ostatnim spotkaniu i o tym, jak czuła/widziała jej obecność po jej śmierci.
Cieszyłam się, że śpię z psem, bo po tym wieczorze bałam się, że będę miała problemy ze snem. Często mam wrażenie, że ciężko się tutaj śpi - tak ogólnie. Od rana jeżdżą jakieś ciężarówki do hotelu, ludzie od świtu jeżdżą z walizkami. Jest głośno.
Cieszę, że jutro mój już wraca, bo tydzień jeszcze był spoko, biorąc pod uwagę, że ostatnie miesiące cały czas byliśmy obok siebie, ale dzisiaj chętnie bym się już do niego przytuliła.
6.10.2024
Ludzie mówią mi, że schudłam, a ja to czuję głównie w cyckach. Nigdy nie miałam takich małych. Serio xD
28.09.2024
Jako, że nie działała mi polska karta, nie byłam w stanie zalogować się na tumblr.
Długo nic nie pisałam.
Równe 5 miesięcy temu spędziłam cały dzień w samolotach podczas wyjazdu do Azji. Był to niesamowity czas. Podróż życia. Otworzyła mnie na nowe możliwości, nowe plany. Znowu poszerzyłam te zbadane przez siebie granice mojego świata i dodała dużo pewności siebie. Wracam znowu trochę mądrzejsza.
A. bał się tej podróży bardziej niż ja. Kiedy wchodziliśmy do drugiego samolotu, zatrzymywał się w rękawie i mówił, że dalej nie idzie. Śmiałam się i ciągnęłam go za rękę. Mówiłam mu, że to wydaje się szalone, bo nigdy tam nie byliśmy, że też się boję, ale że będzie dobrze. Że wylądujemy w tej nieznanej jeszcze rzeczywistości, ale za chwilę się do niej przyzwyczaimy, będziemy się czuć po prostu normalnie.
I tak właśnie było.
Nie ma tak, że w podróży jest idealnie. Są różne rodzaje emocji, oprócz częstego zachwytu, radości i ogólnie szczęścia, są też momenty zwątpienia, smutku, czy nostalgii. Są momenty tęsknoty. Na Sri Lance doświadczałam olbrzymiego kontrastu piękna natury z biedą na ulicach, wychudzonymi zwierzętami, ludźmi chodzącymi boso i w łachmanach. Doświadczałam niesamowitych odgłosów z dżungli z gwarem na ulicach. Zachwytu i oczarowania, niepewności i skrępowania, napotykając wzrok ludzi na ulicach. I wdzięczność. Że mogę to wszystko doświadczać. Na Bali życie było proste. Grabem zamawialiśmy sobie jedzonko do hotelu i transport skuterem za parę złotych. Byliśmy na uboczu więc chroniliśmy się od balijskich tłumów. Jeździłam sobie konno i wypracowaliśmy sobie bardzo przyjemną rutynę. Kolejna indonezyjska wyspa - też całkiem proste życie, skoncentrowane wokół naszego campu. Codzienny surfing, przepiękny widok, który się nigdy nie nudził i bardzo fajne towarzystwo. Na tą wyspę wróciliśmy później jeszcze raz i wtedy zostawiła trochę inne wspomnienia. Przede wszystkim był szczyt sezonu, o wiele więcej ludzi, o wiele trudniejszy warun dla mnie. Spędziliśmy też czas w innym miejscu, gdzie bieda waliła po oczach, a dzieci biegały za nami ciągle prosząc o pieniądze.
Moją ulubioną wyspę zepsuła trochę drama z naszym kolegą. Dalej mi trochę smutno, jak o tym myślę, ale staram się nie rozpamiętywać, żeby nie psuło mi to wspomnień. Łapie się tego, co było super, za czym tęskniłam, jak już wyjechaliśmy. A za tą wyspę tęskniłam zdecydowanie najbardziej. Było tam wszystko. Plaża kilka minut drogi od naszego pokoju, dobry internet, dobre jedzenie w cenie i ogólnie TANIO. Idealne falki, słodkie kotki, fajny piesek i KONIKI pod moją opieką. No bardziej idealnie się nie dało.
Jeśli chodzi o Indonezje odwiedziliśmy jeszcze trzy inne wyspy, z każdą mam trochę inną relację. Na Lomboku nasi znajomi musieli pilnie wracać do Polski, a ja snułam się z A. po knajpach, bo był średni warun i nie mieliśmy co z sobą zrobić. Tęskniłam za końmi strasznie, więc pojechaliśmy na weekend na Gilis, który wspominam jako jeden z moich ulubionych weekendów wyjazdu.
We wrześniu byliśmy w trochę droższych miejscach, w pierwszym humor popsuła mi choroba, a w drugim... samotność. Ale ostatnie dni były już bardzo dobre, a wyspa sama w sobie przepiękna.
Oprócz tego zaliczyliśmy też Malezję, Tajlandię i Singapur. Wszystkie te wyjazdy były super, bardzo mile spędzony czas.
Teraz jestem z powrotem i bardzo się tym delektuję. Zachwycam się wyspą. Jestem sama w mieszkaniu, a wszyscy sąsiedzi gdzieś w rozjazdach, więc delektuję się też samotnością. W zasadzie nie jestem całkiem sama, bo mam pod opieką pieska, więc chodzimy na długie spacery. Wróciłam na konie i miałam od razu okazję na pojeżdżeniu dwóch z nich. Zawsze uderza mnie to, jak ta stajnia jest daleka od bycia idealną, ale jest blisko, mam okazję tam jeździć i chyba właściciele mnie lubią, więc wciąż jest dobrze. Ah no i pogoda. Pogoda jest tutaj zajebista.
Cieszę się z powrotu.
Za równy miesiąc mam samolot do Polski. Też się cieszę.
2.07.2024
Zrobiłam błąd w pracy, nie zauważylam spotkania i nie przekazałam informacji o nim osobie, która miała przygotować dane i prezentować. Dowiedziała się o tym 45 minut przed.
Dzisiaj myślałam sobie o tym, że często jest tak, że jak zawala się w jednej rzeczy to później inne też się walą. Spada ogólna pewność siebie, prowadzi to do dziwnych wypadków i sytuacji, które jeszcze bardziej wszystko pogarszają.
Przypomniał mi się okres w życiu, kiedy zaczęłam chodzić na treningi do innej stajni w miejscowości obok. Nie podobało mi się tam. Właściciel traktował mnie z góry, czułam się jakbym nie potrafiła jeździć. Później w drugiej stajni w pracy też zaczęłam nawalać, konie na lonży przestały mnie słuchać, jeden zaczął atakować. Później z innego spadłam, uszkodziłam sobie rękę i wylądowałam w gipsie. Był to okres strajku kobiet, kłóciłam się z ówczesnym chłopakiem. Później okazało się, że to od tego zaczął się mój spadek samooceny, ciągła niepewność w tym, co robiłam. Od nie-miłości.
Teraz też mam jakiś kryzys związany z surfingiem. Zaczęło się od jednego mojego błędu, gdzie fala mocno mnie zmieliła, następnego dnia na kolejnym spocie fale doprowadziły mnie do paniki - strach nakręcił mi się w głowie. Później miałam sesje, gdzie trochę się odblokowałam, za to następnego dnia przeszurało mną po rafie, później przyszedł swell i dużo większe fale i na tym skończyło się moje odblokowanie, że za każdym razem chcę wejść do wody - chyba z przyzwyczajenia - a później siedzę gdzieś daleko od fal i płaczę.