Czuję straszną potrzebę napisania o tym jak się czuję, bo musze milczeć ciągle co mnie dobija i z resztą i tak nikt tego pewnie nie zobaczy
Czuję się jak gówno straszne teraz, chce mi się wymiotować na widok mojego ciała, ale są momenty gdzie się czuję w nim dobrze. Zwykle to są momenty gdzie nic nie jem, nie mam potrzeby czucia się winną wtedy, bo godziny kiedy nie jem zbliżają mnie do mojej wymarzonej wagi.
Ale wracam do domu ze szkoły i widzę tam pizzę. Zaczyna mnie dobijać to, że tylko ją widze a gryza wziąć nie mogę.
Przechodzą obok niej raz. Drugi. Trzeci. I w końcu mówię sobie "tylko jeden kawałek" po czym biorę następny i następny tej jebanej pizzy aż w końcu zacznę się czuć tak obrzydliwie sama ze sobą, że chce skończyć z tym wszystkim, że chce usiąść i płakać bo nic mi nie pozostaje gdy już zjadłam 1000+ kcal jednym posiłkiem
Siedzę sama w tym cholernym pokoju, czterech ścianach, nie mogąc do nikogo napisać bo nikt by w rzeczywistości nie zrozumiał.
Przecież mam normalna wagę, nie wyglądam jak moja kurwa koleżanka z klasy, która jest wychudzona i widać, że kurwa choruje. Więc kto by się mną przejął? Mój własny chłopak nawet się mną nie przejmie, ile mam jeszcze schudnąć by być wystarczająca do zauważenia? 2kg? Może 5kg? Może 10 kurwa a może zdechnąć, by kurwa zrozumieli powagę choroby z którą tkwię od lat.
I nagle zdaje sobie sprawę, że już w tym momencie nie czuję się jak gówno, bo zjadłam a bo jestem z tym sama. Bo nie jestem wystarczająca a kalorie, które zjadłam tylko udowadniają mi tylko to.