Dlaczego łzy spływają mi po skórze,
skoro wciąż w środku chodzę w stalowym garniturze.

oozey mess
TVSTRANGERTHINGS
Claire Keane

Product Placement
Jules of Nature
Show & Tell
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ

Kiana Khansmith

JBB: An Artblog!
Acquired Stardust
NASA

★

No title available
Today's Document
tumblr dot com
No title available

祝日 / Permanent Vacation
Peter Solarz
we're not kids anymore.
sheepfilms

seen from United States
seen from United States
seen from Singapore
seen from Türkiye
seen from Italy

seen from Italy
seen from United States

seen from France

seen from United States

seen from Malaysia

seen from United States
seen from Paraguay

seen from United Kingdom

seen from Canada

seen from Malaysia

seen from United States
seen from Sweden

seen from United Kingdom
seen from United States
seen from United States
@betterwithbelter
Dlaczego łzy spływają mi po skórze,
skoro wciąż w środku chodzę w stalowym garniturze.
Wiem, że samotność to jest przyjaźń.
Między sobą samym, więc nie jesteś już niczyja.
Wiosna ma Twój uśmiech.
Zimno zrzuca z dłoni.
Słodkości mi dodaje, w morzu pełnym soli.
Nie chce Ciebie tracić,
Ale siebie wolę bardziej,
Chodził za mną zły cień,
Dziś zgubiłem go na starcie,
Następny raz go spotkam to się dowie o nokaucie,
Dziś już tylko dobry dzień,
Przytulę siebie bardziej.
Lubię pisać o miłości. Dużo osób piękne słowa dobiera. Lecz tam, gdzie ona jest — słowa są zbędne.
Ubrani w ból od stóp do głów.
Nic już nie znajdziesz pomiędzy.
Zmęczeni pytaniem o „miłość”,
dla której zagryzą zęby.
Kroczę za Tobą w deszczu,
Chcę Twoją torbę nieść,
A każde złe doświadczenie, zdejmę jak szminki część.
I wiedziałem, że serce złączone z dwóch ktoś musi rozdzielić, a jak nie — to zrobi to grób
Już nie chwytam za miejsca,
gdzie mogę pokaleczyć dłonie.
Chyba że jesteś tam —
wtedy zrobię to świadomie.
Pachnie Tobą jesień, pożółkłe wokół liście.
A ja się utożsamiam — umieram równie przejrzyście.
I nie mogę Ciebie mieć i ogrzewać Twoich dłoni.
Proszę, cofnąć czas — jeszcze raz chcę Ciebie schronić.
Dzień niepodległości.
Jestem Polakiem, przekładam myśli na papier.
Niepodległa wieczność poświęcona ludzkim dramatem.
Serce mnie łapie, przeszliśmy wiele burz.
Odwaga chroni — niezwyciężony anioł stróż.
W kieszeni Marvel i cała Ameryka.
Nie mają takiej siły — schabowy widzieli na filmikach.
My jesteśmy Bogiem, tu powstała Paktofonika.
Co dzień oddycham z dumą całym sercem.
Okazuje wdzięczność, za to gdzie jestem.
Dzięki Tobie leży marmur na chodnikach,
a wokół Twoich kości krąży moja galaktyka.
Dla Babci
Dla Ciebie wygram tę walkę,
znamy się, odkąd pamiętam.
Nieważne, ile w tym czasie
popełniłem błędów w zakrętach.
I trzyma mnie mocno Twa ręka,
przytulam się jak do poduszki,
pachnie ona bezpiecznie —
przecież nigdy mnie nie puści.
I chociaż może jej nie widać,
czuję, że ciągle jest przy mnie.
Wokół wszędzie będzie ciemno,
ona sprawi, że jest widnie.
I czuję to ciepło jak latem,
kiedy o Tobie pomyślę.
Zaparzmy razem znów herbatę —
Babciu, wiem, że jesteś przy mnie.
Wszystko co mnie zabiło,
To samo mnie stworzyło,
Otwieram kolejne wino,
Nie mam chęci na miłość,
Ile czasu mogę dać,
Tyle samo mogę stracić,
Kolejna złudna z prawd,
Chyba muszę się zatracić.
Nigdy w ten sposób księżyc nie zaszedł.
Kiedy jest przy mnie, mogę stracić zasięg.