Dawno mnie tu nie było, może poprostu dlatego że nauczyłam się żyć z tym bólem. Ale niedawno pojawiła się w moim życiu osoba z którą dużo przeszłam. Na początku były to tylko niewinne spotkania, potem spotykaliśmy się coraz częściej. Nagle zaczęłam mu doradzać, aż wkoncu wyjechaliśmy za granicę pozałatwiać parę spraw... Tak, pojechaliśmy jako znajomi, a tam wszystko się zmieniło. Było cudownie, nigdy nie myślałam że znowu się zakocham. Poprzedni faceci mnie ranili więc przysięgłam sobie "ZERO zaufania, ZERO okazywania uczuć, będę traktować facetów tak jak oni mnie". I proszę bardzo pojawił się ON, pokazał mi że nie wszyscy są tacy sami, okazał mi uczucia których tak strasznie potrzebowalam. Więc pozwoliłam mu się kochać, ta relacja nie trwała długo ale była intensywna, dzisiaj 2 dzień nie mam z nim kontaktu, to 2 dzień w którym płaczę, 2 dzień w którym mecze się sama ze sobą. Nienawidzę spędzać czasu sama, nienawidzę siebie. I z każdą minuta jestem coraz bliżej końca. Zaczynam sądzić ze bóg poprostu daje mi znak że to już czas na mnie