stała się dziś rzecz niesłychana, toteż muszę Ci o tym donieść, tak jak spieszyłam Ci donieść o wszystkim, co się ważnego w moim życiu działo. Latami żyłam nadzieją, że kiedyś to jakimś cudem przeczytasz, tak samo żyję nią dzisiaj.
Czasem pisywałam częściej, czasem rzadziej, zawsze jednak uparcie trwałeś w moim życiu na tyle, że potrzebowałam dzielić się z Tobą wszystkim, co się działo. Ile tego jest, nie wiem. Czasem nie chcę się nawet zastanawiać, bo może mnie najść, że jakaś wariatka ze mnie. Bo kto inny przez tyle lat pisze do kogoś, kogo widziało się w innym czasie, w innym życiu?
Najwięcej listów do przeczytania będziesz miał z czasów studiów. Taka wtedy byłam pogubiona, że tylko w Tobie odnajdywałam jakieś sensowne drogowskazy. (...) Kolejne listy były co miesiąc, dwa, trzy, potem co pół roku. Zdarzało się, że już tylko pisałam na Boże Narodzenie, jak do jakiejś odległej rodziny, o której się pamięta jedynie wtedy. Ale pamiętałam zawsze, Witek, musisz mi uwierzyć.
Po prawdzie nie wiem, czybym sobie bez Ciebie poradziła przez te wszystkie lata. Jak świata nie rozumiałam, przychodziłeś z ratunkiem. Jak się we własnych myślach plątałam, pomagałeś z nich wyjść. Zawsze dawałeś mi właściwy azymut, najczęściej zupełnie niespodziewany i zaskakujący, przez co nieufna byłam - ale kiedy już go obierałam, wiedziałam, że się nie mylisz.
Wiem, co pomyślisz, wiem dobrze. Tak samo wiem, co powiesz. Żerka, zwariowałaś, jak bym mógł Ci cokolwiek przekazywać przez Twoje własne słowa na papierze? Ale przekazywałeś. Nigdy nie odwracałeś się ode mnie, nawet wtedy, kiedy wszyscy wokół to robili, bo nie rozumieli mnie w takim samym stopniu, w jakim ja nie rozumiałam ich.
Nauczyłam się udawać, że rozumiem, i na tym udawaniu spędziłam całe życie. Czasem mi się nawet wydawało, że to było moje główne zajęcie, że wszystkie moje siły właśnie na to pożytkowałam i czasem nie zostawało już ich na nic innego.
Z Tobą nigdy tak nie miałam, z Tobą nie musiałam tracić czasu na nic takiego. Mogłam zająć się tym, co istotne, a Ty nie oceniałeś, nie odsuwałeś się, nie patrzyłeś na mnie jak na aberrację. Zamiast tego zawsze byłeś blisko i czekałeś.
I Ty również do mnie pisałeś, tylko innym torem, przez co nasze słowa nie mogły się odnaleźć. Sporo powiedziałeś o sobie, ale o mnie także. Nigdy nie nazwałeś tej mojej przypadłości, nigdy nie określiłeś jej jako zaburzenia, tylko pisałeś, że oczy mrużę, jakby mnie ludzie razili. Jakbym za dużo ich światła dostrzegała i nie mogła się przed nim osłonić. Spodobało mi się to.
Prawie cały jedenasty rozdział mi poświęciłeś, nagle zatrzymałeś akcję, fabułę, jakbyś chciał i mnie zatrzymać. Długo się zastanawiałam, co czytelnicy na to, że nagle ta Żerka pojawiła się w retrospekcjach. Nie ma mnie przecież dużo w tej książce, podobnie jak w Twoim życiu nie było mnie dużo. A jednak często wydaje mi się, że w tym krótkim czasie, który był nam dany, poznałeś mnie lepiej niż ci, z którymi spędziłam długie lata.
Wahałam się, czy iść na to spotkanie autorskie i przekonać się co do Twojej realności, czy zostać w domu i żyć dalej z tą wersją Ciebie, która mi towarzyszyła przez całe życie. Bałam się, że jedna zagrozi drugiej, jakoś ją wyruguje, zniszczy kompletnie. A była mi wciąż potrzebna, wciąż bowiem była moją przystanią, moim powiernikiem. Najbardziej zaufaną osobą, do której się mogłam zwrócić ze wszystkim.
Była także jedyną stałością w nieustannej metamorfozie egzystencji. Pisałeś w "Migotaniu", że umarli tę przewagę mają nad żywymi, że już się nie zestarzeją. Ale nie tylko oni korzystali z tego przywileju. Ty także byłeś wyjęty poza nawias czasu, strzeżony przez jakieś nieomal baśniowe siły przed jego upływem. Stanowiłeś dla mnie pewną kotwicę, która nawet przy wzburzonych morzach teraźniejszości trzymała mmie mocno w tym, co przeminęło, nie pozwalała o tym zapomnieć, dawała poczucie, że człowiek skądś przyszedł, że cząstkę siebie tam zostawił i że łatwo może po nią sięgnąć.
Podobało mi się też ostatnie zdanie z "Migotania". Choć i cała książka do mnie trafiła, bo to jedna z tych, których się nie czyta, tylko które czytają Ciebie. Ale ono chyba najbardziej. Pisałeś: " zawsze wydawało mi się, że żyję dłużej, niż żyły moje czasy", zupełnie jakbyś wiedział, jakbyś miał świadomość tego swojego wyjęcia z rzeczywistości za moją sprawą".
Jakub Jarno, Światłoczułość