Nie chce czuć już nic
No title available

Discoholic 🪩
Today's Document
Lint Roller? I Barely Know Her
noise dept.

No title available

if i look back, i am lost
Xuebing Du
h
Show & Tell
One Nice Bug Per Day
Stranger Things

gracie abrams
RMH
Cosmic Funnies
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH
𓃗

ellievsbear

#extradirty
Mike Driver
seen from United States
seen from Canada

seen from United States
seen from Canada

seen from Spain
seen from United States
seen from United Kingdom

seen from New Zealand
seen from Brazil
seen from Malaysia
seen from Azerbaijan

seen from Singapore

seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States

seen from Austria

seen from Germany

seen from United States

seen from Singapore

seen from Spain
@czimsik
Nie chce czuć już nic
Xamax jest moim najlepszym lekarstwem na moje demony. Czuje ogromny spokoj i całe zlo znika, nie czuje nic, jestem taki lekki i spowolniony ale czuję sie dobrze. Złe mysli znikają i niczym się nie przejmuje. Jestem taki lekki, chodzę jakbym był troszkę pijamy, ale to coś innego. Co innego mi pozostało. W tym stanie nie czuje już bólu. Nie mam do kogo się odezwać, jestem sam w tej ciszy. Samotność towarzyszy mi przez większość życia. Tylko chemia pozwala mi przeżyć do jutra.
Dlaczego nie mogę być szczęśliwy? Nie ważne co robię, nawet jak jest wporzątku jakoś do końca tego nie czuje, tylko wewnętrzny niepokój i miliony myśli. Albo gdy już zaczyna się układać nagle wszystko się niszczy i wpadam w jeszcze gorszy stan emocjonalny. Dzisiaj czuję się fatalnie. Nie wiem czy bardziej chciałbym zniknąć, skipnąć ten dzień o ile jutro coś się zmieni.. Najbardziej potrzebuję jej teraz obok. Ale zamiast niej mam tylko xanax. Nic innego mi dzisiaj nie zostało.
Przeglądając stare zdjęcia patrzę jak bardzo się zmieniłem. Wydaje mi się że zawsze byłem dość dojrzały jak na swój wiek, chodź teraz dostrzegam więcej i rozumiem wiele spraw. Nie działam już tak emocjonalnie lecz z większym opanowaniem. Myślę co wtedy czułem. Pewne rzeczy ze mną zostały do teraz. Zawsze pragnąłem tego samego. Paczki prawdziwych przyjaciół którzy zawsze są ze mną, dobrych relacji z rodziną, miłości, rozwijania swoich pasji, fajne spędzanie czasu wychodzące z monotoni, wewnętrznego spokoju i szczęścia. Ludzie i głębokie relacje z nimi postawił bym na pierwszym miejscu. Nie chciałem być zły chodź przez to robiłem złe rzeczy. Zawsze męczyła mnie samotność, pustka, niezrozumienie, lęk, melancholia i stany depresyjne. To dalej nie przeminęło, poprostu nie potrafię normalnie żyć. Nawet kiedy jest dobrze w mojej głowie szaleje burza. Jestem przemęczony nawet kiedy dużo się i mało robię. Nic nie jest w stanie mnie zadowolić. Mam problem w umiejętnościach społecznych, większość mnie odrzuca za odmienność lub ja ich odrzucam bo mi nie pasują. A szukam głębokich relacji, to trudne, bo czuje i myślę więcej. To pozwola mi tworzyć ale nie pozwala mi normalnie żyć. Moim najlepszym lekarstwem są używki, ale one tylko pogłębiają problem. Chociaż pozwoliły mi wiele przetrwać. Czy to się kiedyś skończy?
Nie potrafię czerpać z niczego radości, wyluzować się i poczuć ten spokój. Chce zrobić więcej i więcej myśląc że to coś zmieni. Ale jestem nieobecny tu i teraz. Ciągle coś "muszę", myślę o tym co będzie. Chciałbym nie musieć już nic i cieszyć się tym co jest teraz, nawet jeśli nie robie kompletnie nic. Bo to też jest wporzątku. Potrzebuję tego wewnętrznego spokoju. Nie próbować robić wszystkiego na siłę aby się spełnić i "nie tracić czasu" tylko pozwolić sobie odetchnąć i płynąć z falą, nie robić nic i czuć się z tym dobrze, mając z tyłu głowy to że jutro też nic nie muszę, ale mogę.
Jestem przebodzćowany i wyczerpany ostatnimi wydarzeniami, działo się dla mnie zbyt wiele jak na tak krótki czas. Potrzenuje stabilizacji, spokoju i bezpieczeństwa. A ciągle są tylko burzę. Chciałbym gdzieś zniknąć, sam, bez telefonu. Oczyścić swój umysł i ducha. Poukładać sobie w głowie to wszystko I znaleźć odpowiedź na wiele pytań. Odpocząć i naładować baterię.
Zdałem sobie dopiero sprawę że ktoś kto jest moim przyjacielem od dziecka, tak naprawdę już od dawna nim nie był. I chyba oboje tego nie widzieliśmy. Sentyment i to że znamy się tak wiele lat zasłonił to wszystko. Ale gdybyśmy poznali się dziś, na pewno nie stworzyli byśmy żadnej relacji. Nie jest złym człowiekiem. Ale jesteśmy zupełnie inni i nie pasujemy do sobie pod żadnym wzgledem. Mamy inne charaktery, myślenie, zainteresowania, styl bycia, przekonania, dojrzałość emocjonalną.. Nigdy tak naprawdę mie mogłem z nim porozmawiać w taki sposób jakbym chciał. Wogóle mnie nie zna. Nasze dialogi wyglądają jak u osób widzących się przypadkiem na ulicy. A spotykamy się tylko na piwo. Nie spędzamy razem czasu, nie prowadzimy głębokich rozmów które są dla mnie ważne. Nie rozumiemy się bo żyjemy w 2 zupełnie innych światach. Nasze drogi się rozeszły gdzieś dawno a my nie mogliśmy tego zobaczyć. Trzyma mnie to przywiązanie, szkoda utracić wieloletnią znajomość. Ale zaczynam czuć że to bez sensu. Nie czuję się dla niego ważny ani wyjątkowy. Zamiast wsparcia otrzymuje pretensje. Nie gramy do jednej bramki. Dla mnie przyjaciel to ktoś kto stanie po mojej stronie nawet jeśli to ja zrobię coś źle, a potem ze mną o tym porozmawia. Brakuje tutaj tego.
Ps. W tym wpisie nawiązuje do innej osoby niż w poprzednim.
Boli mnie to że osoba którą uważałem za przyjaciela zdradziła mnie w tak bezczelny i perfidny sposób. Nigdy bym się po niej tego nie spodziewał. Traktowałem go jak rodzinę a zostałem potraktowany jak gówno, nie usłyszałem nawet szczerego przepraszam ani wyrażenia żalu za to co się stało. Jak mam komuś zaufać? Gdy już pozbyłem się dawno zbędnych znajomych którzy byli kolegami tylko jeśli chodziło o picie, a w innych przypadkach byli mi obcy. Jeśli uważam kogoś za przyjaciela.. to słowo dla mnie bardzo wiele znaczy. I jestem bardzo lojalny i przywiązany do takiej osoby. Były ich tylko 3, a została chyba 1. Dlaczego spotykają mnie takie rzeczy Gdy staram się być dobry dla innych ? Wyrozumiały tylko trzeba rozmawiać. Nigdy nie chce źle ale wychodzę i tak na tego złego. Porostu się gubię. Bo walczę z samym sobą a jeszcze ciągle mam kłody pod nogami.
Coraz bardziej tracę chęci do robienia czego kolwiek, zwyczajnych codziennych spraw. Nie można żyć unikając go. Ale chcę tylko unikać lub zniknąć.
Czemu tak często rozmawiam z alkoholem ? Bo on jedyny zawsze mnie słucha i rozumie gdy inni mają ważniejsze sprawy..
Myślałem że już wiem co chce robić w życiu, jaki mam plan.. a teraz wszystko przewróciło się do góry nogami, kilka dni zmieniło tak wiele. Chcę stabilizacji czy odkrywać coś nowego, chcę spokoju czy imprezowania, chcę się rozwijać czy korzystać z życia.. ciągle się wacham i dalej nie potrafię żyć w zgodzie z samym sobą, czuje się przebodźcowany, potrzebuję przerwy od wszystkiego.
Szukałem swojego miejsca, poznając nowe miasta, ludzi i doświadczenia, byłem bardzo ciekawy wielkiego świata. Odkrywałem to co nowe, często żyłem szybko i goniłem za tanią dopaminą. Miałem ambicje ale przespałem ten czas na rozwój. Nie wiem dlaczego tak prokrastrynuje, mam jakąś wewnętrzną blokadę. Wszytko wydaje się dla mnie zbyt trudne i szukam wymówek. Raz jest lepiej raz gorzej ale nie potrafię odnaleźć tego spokoju, wolności i szczęścia. Muszę coś zmienić tylko którą drogą iść kiedy wyznaczyłem sobie ich setki ?
Zawsze interesowało mnie wiele rzeczy, zbyt wiele aby było wykonalne je wszystkie zrealizować. Chciałem zrobić wszystko na raz stawiając przed sobą zbyt wiele zadań przez co czułem sie przytłoczony ich wielkością i nie robiłem kompletnie nic stojąc w miejscu albo poddając się już gdzieś na początku odkładając wszystko w czasie. Zrozumiałem że najlepiej skupić się na jednym ale dać z siebie 100% co wiąże się z rezygnacją z pozostałych opcji, przynajmniej do czasu opanowania tej pierwszej. Trzeba wybrać co jest dla nas w danym momencie najważniejsze i musi sprawiać nam to też przyjemność.
Miałem w swoim życiu czas w którym faktycznie przesadzałem, ale potrafiłem skończyć z tym z dnia na dzień bez większego problemu. Mam wrażenie że obecnie bliskie mi osoby uważają że znów przesadzam i nawet zaczynałem w to wierzyć, ale to jest naprawdę rzadkie. Wygląda to źle bo moja psychika jest w złej kondycji i robie to zwykle by regulować swoje emocje, a na zjedzie dopadają mnie ogromne stany depresyjne czego "zdrowe" osoby nie mają. Ale fakt obiecywałem sobie i innym nie raz że już nigdy nie sięgnę po mef.
Problem z użytkami nie pojawia się zwykle przez nie same lecz coś co jest znacznie głębiej. Dla otoczenia jest to niewidzialne i albo uważają że masz problem z samą substancją albo widzą cię jako ćpuna. Ale pod płaszczem tego kryje się samotność, bycie nierozumianym, odrzucienie, niska samoocena, wewnętrzna walka z sobą, trauma, smutek, strach... i to jest problemem. Dlatego tak ciężko z tym skończyć. Bo jest to chwilowym lekarstwem na ból istnienia. Sięgasz po to nie dlatego że musisz tylko uciekasz od swojego gównianego życia. Tylko jak to wytłumaczyć komuś kto tak nie ma ? I jak wytłumaczyć komuś jak cudownie można czuć się po czymś czego nigdy nie spróbował...
Kiedy inni uważają że mam problem z dragami bo wezmę raz na jakiś czas, nie jest to często nie mam z tym problemu a sami łoją wódę co tydzień lub częściej. Ja też. Tylko może to wyglądać źle bo przez moje problemy z psychiką mam bardzo depresyjne zjazdy. Jedyne z czym mam problem to alko. Wiele razy obiecywałem sobie że z tym skończę na dobre i wypije jedynie na jakieś okazję kilka razy w roku a zalewam co tydzień. Z niczym innym nie mailem takiego problemu, potrafiłem mieć umir i robić to z głową. Tylko zjazd skutecznie odstraszał i mówił co ty robisz z swoim życiem.
Nienawidzę swojej roboty, nie wiem jak udało mi się tam tak długo wytrzymać, tylko jak to zmienić? Muszę za coś żyć a rynek pracy wygląda fatalnie, dla mnie zero perspektyw. Przeglądam oferty zdalne ale nie mam żadnego doświadczenia, portofilio, umiejętności. Przespałem moment na nauczenie się tego, tylko że w przeszłości jeździłem daleko za pieniądzem, zmieniałem ją wiele razy szukając swojego miejsca i walcząc z swoją chorobą psychiczną. Niczego się nie dorobiłem. Zdobyłem trochę doświadczeń i przygód, lepszych i gorszych ale to cenne lekcje, niczego nie żałuję. Ale potrzebuję teraz spokoju i stabilizacji.