Bill Brandt, Edinburgh, 1942

❣ Chile in a Photography ❣
Cosmic Funnies
wallacepolsom
almost home

PR's Tumblrdome

Discoholic 🪩
Sade Olutola

No title available
Keni

No title available
Lint Roller? I Barely Know Her
he wasn't even looking at me and he found me
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
YOU ARE THE REASON
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open

Product Placement
Show & Tell
"I'm Dorothy Gale from Kansas"
tumblr dot com
AnasAbdin
seen from United States
seen from Vietnam

seen from United Kingdom
seen from United States

seen from Germany
seen from Mexico
seen from United States

seen from United States
seen from Germany
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United Kingdom

seen from United States

seen from United States
seen from Germany
@despair-tlen
Bill Brandt, Edinburgh, 1942
Sailboats at Fehmarn, Ernst Ludwig Kirchner
Видишь: все мои реки Ищут в любви притоков. Сердцу не нужно скрепок, Сердце не втащить в сроки. Сердце стучит и льется В чей-то покой и в омут. Я тебя жду как Солнце, Ты меня по-другому. Видишь: все мои строки В чувстве густы и немы. Ты в меня смотришь строго, Я в тебя: как в небо.
"Nie doceniasz tego, co masz"
"Nie doceniasz tego, co masz"
Pamiętam jak płakałem Długa drogą idąc tędy Ptaki odśpiewali Moją ostatnią wiosenną piosenkę
Panowie w samochodach pańskich Wynajęci by tropić i wyjaśniać Zero siedem A ja widzę z daleka Skaleczyłem się i jestem potwornie gładki
Ostrzem wymierzyłem siebie I lustro podpowiedziało By robić tego więcej i więcej Mógłbym, kazano mi
Spod ziemi postacie wyrastały Nie straszyli już Oswajałem ich Nim zgarną mnie powiem ostatnie
Dusza potrzebuje tragedii Żeby ciało gniło razem z nią Ja poszukiwalem i oślepłem Podziękowałem i odszedłem
Razem z nią
Bez Tytoniu
Bez Tytoniu
chrzest chaosu pod dachem kurew elegia wywróciła żniwa pod balkonem daj mi kucnąć i Twoim bezlikim obrazem sponiewierać
podwójne rymy? po co jeść te gnijne owoce potrójne rany nożem, życie jak jebany tost rozsmarowuje po nim klisze, podwodny trop utonąć by i zapomnieć ogród-grad i Gor
dotyk ślepych przez butelkę to satyra na dzisiejszego siebie jutro będę cierpieć od niewyspania znów poczerwienieją żyły
schowaj się w swoją klatkę - -Didżej Schyłek
K J
K J
Waleczny jestem więc skalecz mój nieskalany oskórek przetrzyj go do tkanki miękkiej przetrzyj go do tkanki grubej
chitynowy oskórek pozostaw mnie rozterkom gładko zgól to co przypomina brodę sekret zachowaj dla siebie
naskórek podetrzyj pod skórę wprowadź tusz który wykorzystasz zamiast namacania na uszy makaronu dziewuchom
rękaw podetnij nożem i szeptem podpowiedz zaranne dzieje Bogów Czarnych Gwiazd Gangsterów Boże! Ochroń mnie!
chitynowy oskórek pozostaw mnie rozterkom czarną listą mnie pokonaj wygraj najlepiej jak możesz w dniu egzekucji
SZEPTEM PRZEMAWIAJ DO MNIE
Miała na imię
Miała na imię
Miała na imię K i Każdy ją chciał zmieniając nawet rodzaj Wnikł - w ten bezsensowny chodnik
Na K się zaczynał jej dzień sprawdzała kogo jeszcze można do swojej Damy Pik przytulić dla kogo wschód przyniańczyć
Na K się wkurzała i właśnie to słowo wypowiadała ale dla moich uszu to brzmiało jak poezja napisana czerwonym tuszem
Na Kij Czort rozległaś się na mój offshore jęcząc o tym jak Ci było z innym horoszo
Horror Show jej znał tylko jedną udrękę w jednej ręce papieros w drugiej tomik Znanego Poety
Poemat był dla moich oczu widok ten przebierała się jak Majestat na zawsze zostanie wewnątrz mnie
A kiedy byłem wewnątrz niej krople rozkoszy mieszały się z moimi ściekając cichą ścieżką po naszych obojczykach
Ślady zostawiałem na K Nakazu, zakazu, zarazy nie miała Ona kochała się jak cmentarna Łopata
W ciszy Epigon ją kochał do łez znajdując się w takiej sytuacji cięła jak jest, nie pytając o pozwolenie przecież to jej Ciało jest
Equalizer skakał ale Muzyka nie grała odeszła mnie powiadamiając że więcej o niczym rozmawiać nie Mamy
O rany! Kochanie! głos mój drżał od rozpaczy Łezek więcej gubić nie chciałem
zawiesiłem sznur
popchnąłem krzesło
przepadłem
Kruszynko
Kruszynko
Kruszynko, mogę wyjść po Ciebie jasne, przecież nic nie oczekuję żadnych Jastrzębi, żadnych wstecznych zapasów
przecież chodzi o Ciebie wyraziłem się Jasno ponad siebie wyskoczyć się nie da i jeśli to Złodzieje Czasu to winien Tobie jestem postawić więcej niż...
Ty mi kiedyś, miałaś, miła'ś byłaś, dopóki nie cofnie się czas krwawy, znikomy nokturn kogo to ma jeszcze drażnić? a koledzy wyszukani, Basquiat?
a może Kwiaty Dachau? Dachau.. Kwiaty?
Autor piszę teksty w które każdy szanujący się czytelnik ma wyjebane i to, że nie tylko Autor jest posrany tylko żywioł czytelników łapie, użądleni czasem
CZASAMI
Nienawidzić Cię?
Nienawidzić Cię?
baw się dobrze baw się z Najlepszą
a z Najgorszym tylko baw się bo Głupi zawsze będzie tam
Naiwny Idiota Dotyk sam za siebie mówi
Drzewo
Nienawiść
powtórz się kurwa powtórz
sobowtóra stworzę by cierpiał za mnie na nic nie podobny fałsz wymiga z hierarchii
wiele tak prawdy wprost powiedzianej
za
późno
Chciałbym żeby moja prawa Wierna Stała się lewą
Niedolężną
Bym trzymał się Jednej Chociaż jednej
Za drugą
Drogą Żeby była niezbyt droga W drodze do niepokoju
Za niewiadomo iloma
By ręki trup Dotknął wtórnej Po obróbce i przeróbce
Została taka sama
Nietknięta w kontekście Konkretnym Bez imion ciernych
Bez koron i rzeczek Kanałów i ścieków
Сью
Сью
Cieszę się, że jesteś ze mnie dumna Może do zobaczenia, ale pamiętaj Że jesteś mile widziana, u mnie
Możemy pójść na wystawę Lub tam, gdzie Ci się podoba Bo to znam Cię zbyt dobrze
Żeby wciągać bogaczy do szkoły? Jesteś jak podpaska i tampon Potrzebna mi jak smokowi zapalniczka
Niech będzie tak
Obok trawek przeciętnych Wyjmę stary parasol Obok życia gdzie ja jak Robinson zginę
Stare wygrane, wyprawy kół Czaki Wstydliwe, jak ja teraz w tym przedziale
Zaplamiony dworzec
Zaplamiony dworzec
Napełniony wełnianą Strażą Wieży Niewiast Fortecy Panów
Śpiącym po piciu I pijącym na poczekaniu Oby tylko nie wracać do swojego mieszkania
Zedrzyj mnie z ławki Jak naklejki mało znanego bandu Ktorzy wydali pieniądze matki
Na kupno Złożyli się wszyscy razem
A my we dwójkę Dwa Pegasy Skrzydłaci Anioły Szumu
Jak anulowane rozkłady Znikamy bez śladu Jesteśmy Armią
Nieśmiertelności Bez prawa na istnienie Na zawsze w Wygnaniu
Głos Zapomnianego Tłumu
Timeless Cool: David Bowie
Robert Frank, Moving Out, New York, 1947
William Strang, Detail of Death and the Ploughman’s Wife, 1892