Przyszedł taki moment w moim życiu, że czuje się naprawdę pogubiona w świecie.
Skończyłam 21 lat w 2020 roku, roku pełnym niewiadomych, zaskoczeń i pytań. Roku, który dla mnie będzie rokiem pewnego przełomu. Jedynie, jeszcze nie wiem czy będzie to z pozytywnym czy negatywnym wydźwiękiem.
Jak na 21-letnia dziewczynę, mam wrażenie, że dużo przeżyłam, wiele kłód musiałam przeskoczyć i przez to skakanie i patrzenie pod nogi, aby znowu się nie potknąć - zagubiłam się. Nie wiem gdzie jestem i nie mam pojęcia, gdzie mam teraz iść. Chciałabym dostać książkę zatytułowaną „Pytania i odpowiedzi na życie”, o ile byłoby mi łatwiej!
Mam coraz mniej siły, sztucznie motywuje się czymkolwiek w głowie, żeby tylko przeżyć kolejny dzień, wieczór i noc. Zaczęłam cierpieć na bezsenność.
Sztucznie śmieje się do ludzi wokół mnie, przytakując, że przecież wszystko u mnie w porządku, trzymam się, przecież jestem silna, dam sobie radę, spokojnie, „patrz tylko jak się uśmiecham szeroko!”, chociaż w środku z dnia na dzień się rozsypuję. Gdzie jest granica, której człowiek już nie przezwycięży?
Dużo piłam, teraz jest lepiej, pije mniej, ale tez coraz mniej odpowiedzialnie, coraz częściej żałuje, że piłam. Gdzie jest granica, po przekroczeniu której człowiek już się nie podniesie?
Tracę kontakt z ludźmi, już chyba nawet rodzina mnie nie lubi. Tylko, dlaczego mi coraz mniej zależy?
I pierwszy raz zastanawiam się, czy świat jest dla mnie, czy ktoś się nie pomylił przy produkcji. Może wcale nie powinno mnie tu być.