Nawet jeśli patrzyłby na nas cały świat, dalej tańczyłabym z Tobą.

blake kathryn
Jules of Nature

roma★

Andulka
The Bowery Presents
Misplaced Lens Cap
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ

titsay

oozey mess

if i look back, i am lost
One Nice Bug Per Day
he wasn't even looking at me and he found me
Sweet Seals For You, Always
macklin celebrini has autism
No title available
noise dept.
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
official daine visual archive
Not today Justin
Monterey Bay Aquarium

seen from United States

seen from Germany
seen from Germany
seen from United States
seen from United Kingdom
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Malaysia
seen from United Kingdom
seen from Netherlands
seen from Türkiye
seen from United States

seen from Malaysia

seen from United States

seen from Germany
seen from United States
seen from Germany
seen from Netherlands
@dziennik-singielki
Nawet jeśli patrzyłby na nas cały świat, dalej tańczyłabym z Tobą.
Delikatny dotyk dłoni, ostatnie spojrzenie w oczy, widok dołeczków w policzkach przy uśmiechu. Pocałunek nad jeziorem. Niektórzy nazywają to pamięcią plastyczną materiału, niektórzy tęsknotą. Wspomnienia po tylu latach to już miłość.
W życiu czasami chodzi o to, żeby postawić wszystko na jedną kartę. I widzisz, nie chodzi o to, że nie postawiłeś na mnie, sama nigdy bym siebie nie wybrała, ale miałam nadzieję na to, że chociaż raz jestem dla kogoś kimś więcej...
Ale nie byłam.
Mam dosyć. Mam naprawdę dosyć tego cholernego uczucia niepokoju, braku bezpieczeństwa. Płaczę co wieczór z nadzieją, że pojawi się ktoś, kto mnie uratuje, ale jedyną osobą, która może to zrobić jestem ja. Tylko, że nie mam już na to siły. Chciałabym odejść przede wszystkim od siebie samej.
Myślę o niej. Cały czas, w każdej minucie. Myślę o niej, chociaż myśleć nie chcę. Myślę o niej, bo nie potrafię zapomnieć, a nie potrafię zapomnieć, dlatego że myślę. Ona już nie wróci, a może wróci? Nie wróci. To było, tego nie ma. Nie potrafię sobie poradzić z tym, że była. Był z nią, kochał ją. Ale nie jest, jest ze mną. Myślę o niej, mimo że nie chcę o niej myśleć. Ale byliśmy razem, a on dalej wybierał ją.
Będąc plastrem na Twoją duszę, stałam się swoim największym katem.
Chciałabym, żeby kiedyś spojrzał na mnie i pomyślał, że będąc ze mną wygrał coś więcej niż życie.
Minęło pięć lat. I chociaż nie liczę już co do dnia i godziny czasu od kiedy go nie ma, to dalej gdzieś w mojej głowie jest ta myśl, że kiedyś, o tej porze byliśmy gdzieś razem. Myślę, że już za nim nie tęsknię, nawet nie chcę, żeby wrócił, jednak teraz, po takim czasie mogę powiedzieć, że jestem mu wdzięczna. Jestem wdzięczna za te wszystkie przepłakane noce, zajęcia, które znajdowałam tylko po to, aby nie myśleć i ludzi, których poznałam, szukając jego namiastki. Nigdy przedtem, ani później nie miałam w swoim życiu tak rozwijającego okresu. Ale najbardziej mogłabym mu podziękować za to, że sprawił, że ciężko było mi uwierzyć w to, że ktoś może mnie pokochać. Że ja mogę kogoś po kochać. Bo teraz wiem, że mogę. I wiem, że ktoś również może pokochać mnie. Z tymi wszystkimi wadami, pretensjami do świata i humorem, który co godzinę potrafi być inny.
Widziałam gdzieś takie pytanie, krążące zapewne od kilku lat po internecie, a mianowicie "Ile kroków w tył zrobiłaś dla niego?". Próbowałam policzyć te wszystkie momenty i wyszło mi dokładnie 0. Kiedy byłam z nim, oboje szliśmy do przodu, motywował mnie, wspierał, pomagał działać w kierunku rozwoju. Przez pierwsze kilka miesięcy kiedy odszedł stałam w miejscu. Tak właściwie, nawet nie pamiętam dobrze tego okresu. Czy to był krok w tył? W tym czasie przemyślałam wszystko, co między nami było, przypomniały mi się najlepsze, jak i najgorsze momenty i wtedy zapragnęłam żyć tak, jak żyłam z nim. Krok do przodu. Więc działałam, motywowałam się sama, uczyłam się nowych rzeczy i robiłam wszystko to, co mogłoby mu się spodobać, jednocześnie nie zapominając o własnych potrzebach. Tylko, że tym razem sama, bez niego. I chociaż wiedziałam, że nie zobaczy efektów mojej pracy, starałam się żyć tak, jakby dalej był obecny w moim życiu. Był moim krokiem naprzód. Nauczył mnie chodzić po tym świecie, żebym ja sama mogła nauczyć się biegać. I za to będę mu wdzięczna do końca życia.
Wiecie co jest najbardziej na fair? Potrzeba długich miesięcy, żeby nauczyć się jak być szczęśliwym samemu, jak żyć samemu i jak walczyć o samego siebie. A później pojawia się ta jedna osoba, która sprawia, że raptem to wszystko znika. Stajesz się od niej zależny, od jej zachowania, czy nawet humoru. A później? Później po prostu Cię zostawia. A Ty czujesz się kompletnie zagubiony. I walka rozpoczyna się od nowa.
I chcę żebyś pamiętał o tym, że nie odchodzę dlatego, że Cię nie kocham. Odchodzę, bo kocham siebie na tyle, aby uwolnić się od tego, co mi nie służy.
"Przepraszam dawną miłość, że nową uważam za pierwszą." Przepraszam siebie za to, że dawne milosci uważałam za prawdziwe. Odkąd mam jego wiem, że takie nie były.
Związki to dość skomplikowany temat. To znaczy, jest prosty, ale my wszystko komplikujemy. Jak to jest, że zamiast po prostu się kochać i wspierać, zawsze coś idzie nie tak? Zawsze czegoś brakuje, zawsze czegoś jest za mało. W XXI wieku wszystko jest tak bardzo rozwinięte, że cofamy się u podstaw naszych umiejętności. Nie potrafimy rozmawiać, wolimy zrobić komuś na złość niż pokazać swoją słabość. Czasem coś między ludźmi może się nie udać, ktoś może się zdenerwować, zrobić coś głupiego, ale ważne, aby wtedy niezmiennie i bezustannie słać wsparcie i miłość. Pokazać, że to, co czujemy do tej drugiej osoby jest ważniejsze i przede wszystkim silniejsze od tego, co złego między nami się wydarzyło. Bo ciężko mi żyć z Tobą teraz, ale czy za kilka miesięcy, parę lat będę potrafiła żyć bez Ciebie?
Wróć kiedyś.
Opowiesz mi o swojej nowej miłości, a ja może wspomnę o przelotnych znajomościach, które były lekiem na Twoją nieobecność.
Boję się, wiesz? Odkąd odszedłeś nie potrafię utrzymać już żadnej relacji. Ludzie przychodzą i odchodzą, nikt nie zostaje na dłużej, ja nie chcę zostać na dłużej. Ktoś trzyma mnie za rękę i mówi o miłości, a ja nie potrafię mu nawet spojrzeć w oczy.
Skąd wiedziałam, że go kocham? Całe swoje życie zadowalałam się byle czym. Ktoś był po to, żebym mogła odezwać się wtedy, kiedy nie chcę być sama. Zjadałam brzydsze jabłko, bo wiedziałam, że ktoś inny zasługuje na te ładniejsze. Zgadzałam się na wykonywanie większej ilości pracy, żeby inni mogli w tym czasie odpoczywać. Nie chciałam tego, ale wiedziałam, że tak trzeba. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek coś czuła. Kiedy inni płakali, ja zachowywałam stoicki spokój. Ktoś się śmiał, a ja z obojętnością przyglądałam się temu wszystkiemu z oddali. Chciałam czuć smutek, szczęście, złość, odbijać się między ścianami zbudowanymi z emocji, a jedyne, co dostawałam od swojego umysłu to pustka i uczucie zobojętnienia. I nagle pojawił się on. I to wszystko, co przez lata było dla mnie normalne raptem się rozleciało i zaczęło przybierać nowe kształty oraz kolory. Byłam szczęśliwa, smutna, zła, zalewał mnie żal, strach przed utratą i uczucie, że nigdy nie byłam tak bardzo radosna jak przy nim. Emocje, których przez wiele lat nie znałam. Nie czułam nic, a raptem poczułam wszystko. Nauczył mnie tego, że nie muszę zgadzać się na byle co, które dostaję od życia, bo przecież mogę i przede wszystkim zasługuje na więcej. I on mi to więcej podarował. Zupełnie tak, jakbym przez całe życie jadła gorzką czekoladę, chociaż jej przecież nienawidzę, ale tylko ją mam pod ręką i raptem ktoś dałby mi kosteczkę czekolady mlecznej. Przyjemne uczucie, prawda? Zapewne nigdy się o tym nie dowie, ale podarował mi coś więcej niż miłość, przywrócił mnie do życia.
I mówią mi, że jestem silna, bo przecież kto inny poradziłby sobie z tym wszystkim, co przeszłam. Kto mimo tylu problemów, krzywdy wyrządzonej przez innych byłby jeszcze wstać rano z uśmiechem na twarzy? A no właśnie. Nikt. To, co jest widoczne na zewnątrz to tylko otoczka, którą każdy z nas jest w stanie wykreować w kilka minut. Teraz jestem taka, za chwilę mogę być inna. Opowiadam żarty i śmieję się najgłośniej z całej grupy, a w głębi duszy płaczę jak małe dziecko i czuję jak mój krzyk rozrywa wszystko, co mam w środku, tylko po to, żeby nikt go nie usłyszał. Lepiej pokazać, że sobie świetnie radzę niż pozwolnić na to, żeby ktokolwiek zobaczył jak słaba jestem. Bo przecież im ktoś więcej wie, tym bardziej może skrzywdzić. A od dawna wiadomo, że skrzywdzony pies boi się każdego, nawet tych niosących pomoc.
Czasami miłość nie wystarcza.