Denerwują mnie aktualnie lekcje polskiego i to nawet nie przez nauczycielkę, bo jakby nie patrzeć, to jest całkiem spoko, tylko przez osoby z mojej klasy, a dokładniej dziewczynę, z którą siedzę (nazwijmy ją może KK). Jeśli chodzi o całokształt lekcji, to zazwyczaj jest to jakieś opowiadanie, praca w grupach czy inne rzeczy wymagające samodzielnego myślenia nad tym, co się pisze. Jako że dosłownie nie lubię nikogo z mojej klasy poza właśnie KK, to z nią robię wszystkie takie prace i muszę przyznać, że naprawdę to lubię, ale tak jak na wstępie napisałam, denerwuje mnie to, bo z jednej strony mogę spędzić z nią trochę czasu itp, a z drugiej, gdy przychodzi co do czego, to piszę wszystko sama. Wkład KK to zazwyczaj wymyślanie imion bohaterów albo pojedyncze słowa, chociaż zazwyczaj dużo to nie daje, bo i tak kończy się na „dupa”, przez co wszystko spada na mnie. Czasami chciałabym się na nią po prostu wydrzeć, ale co mi to da? Nawet gdyby to ona spróbowała napisać wszystko sama, to skończyłybyśmy może ze 150 słowami. Poza tym wydaje mi się, że nauczycielka zaczyna się orientować, że to ja piszę wszystko za nią, bo zawsze coś jej dyktuję, a styl np. opowiadań jest podobny. Nie wiem, co zrobić, ale tak w sumie to śmieszy mnie ta sytuacja.