A poza tym jak mi tu? Ciężko, pusto, smutno, cicho i dobrze jednocześnie. W każdym kącie, w każdym pokoju widać jego brak. Chodzę po domu i w każdym miejscu, gdzie zawsze był teraz teraz jest taka bolesna pustka. Robię coś i słyszę w głowie co by właśnie powiedział. Jakieś stałe teksty, spodziewane komentarze. Tak strasznie mi brakuje tych rozmów, żarcików, poczucia humoru, tego jak zawsze mnie potrafił rozbawić. Nie slychac szurania kapci, skrzypienia drzwi, tv i radia w kuchni... I patrzenie na mame w tym wszystkim, ktora nawet nie schowala jego poscieli jeszcze. I ktora probuje cos robic ogarniac, jednosczesnie widzę,że nie radzi sobie z tym żalem.
W salonie stoi jego duże zdjecie, które przygotowałam i drukowałam na ceremonię pogrzebowa, teraz najwazniejsza rzecz w domu, stoi na honorowym miejscu i patrzy na nas wszystkich. Lubię tu teraz przesiadywać, namiastka tego jak zawsze tu siedzieliśmy przed tv razem. Jak nikt nie widzi gadam czasem do tego zdjęcia, opowiadam co się dzieje, wiem głupie. Ale tak bardzo mi tego brakuje. Przesiaduje tu też nocami, bo nie mogę spać. Oglądam mecze i ryczę, bo wiem,że normalnie oglądalibyśmy je razem. Potem co rano wstaje z zapuchnietymi oczami. Jednoczesnie nie chce nic zmieniac, Mam poczucie,że bycie tu to jedyna namiastka bliskości jaka mi została. Panicznie boję się,że go zapomnę, głosu, sposobu mowienia, obecności. Że jego brak stanie się normalnością. Mam wrażenie,że dopiero teraz szok zaczyna mijać, a pojawia się tęsknota, która tak trudno znieść..