Lawinna chmur
Niedomyslam na stałe
Bol odebrał mi troskę
Skarcił o polowe piór
Pragnienie w spadku zostawiło
W srodku puste wnętrze
dół
Nic Nie zadziwia
Gdy w koncu doświadczyłam
Zapragnęłam Znienawidzic
Mowie o milosci czy czyms na kształt milosci
Siedziałam milczałam
Gdy odchodził bez seksu
obserwowałam ważke
Wielkości palca
A na koniec
poklepał mnie po głowie
Jak beny hill lysiojecego przyjaciela ...
Zostało mi po nim 5 stów koperta i dwie pary butów
Bezłzawy Zawód
Bez kilku obrażeń
Słownych zaskarżeń
Patrzyłam w bezsluchu
Rozpruta w samotnosci
Poczwara skręcona na śrubkę
Miałam lezec spokojnie w jego ramionach
Lapalam jego odlatujące obrazy
Spadalismy po schodach
Lecz znalazlam sie nie po tej stronie
Romantycznie Potrącona
Jak zataić oczy
By nigdy nie spojrzeć
By nie uronic na smierc
Po utracie sytosci
Zarobek nienawiści
Z pocaunku utkalam tobie
Jedynie
Niechcący
Przesycone ego i samotnie umierajace dusze
Kazy idchodzi osobno
Cmy czy motyle
Piękni czy brzydcy
W starości
W aborcji
Niewazne
Miniemy
Zlepieni
Brudem
Jak
Bezdomni.
Uświadomienie
Zalezy od ciebie
Zawin sie w sobie
I spij spokojnie
Zostałam sama tak jak chciałam
Dumna i skręconą
W wygodnym jęku










