moje dzieciństwo nie umarło.
zgubiło się.
gdzieś między drzwiami,
których bałam się otwierać,
a oknem,
przez które patrzyłam na dzieci wracające do domu.
czasami próbuję je odnaleźć.
szukam go w zapachu lata,
w kredzie na chodniku,
w starych fotografiach,
na których uśmiecham się tak,
jakbym nic jeszcze nie wiedziała.
ale ono nie wraca.
zostały tylko ślady.
stare rysunki.
pożółkłe wspomnienia.
pluszowe zabawki,
które pamiętają więcej ode mnie.
i czasami myślę,
że moje dzieciństwo siedzi gdzieś samo
na końcu świata.
ma brudne kolana,
rozwiązane sznurówki
i czeka.
czeka,
aż po nie wrócę.
aż powiem mu,
że już nie musi się bać.
że noc minęła.
że najgorsze się skończyło.
ale nie potrafię.
bo kiedy do niego podchodzę,
widzę małą dziewczynkę,
która patrzy na mnie moimi oczami
i pyta:
„dlaczego nikt mnie nie uratował?”
a ja,
choć jestem już dorosła,
nadal nie znam odpowiedzi.













