Moja Zielona Góra
Ten post powstaje już kilka lat. Nie będę go rozbudowywał, bo wiele spraw straciło na znaczeniu po takim czasie. Jeszcze kiedyś dorzucę zdjęcia miejsc ze snów, bo są takie miejsca, które mi się śnią.
Opowiem o Zielonej Górze, tu się urodziłem już ponad 40 lat temu. Tu mieszkałem ponad 26 lat, tu coraz rzadziej przebywam. Chciałem kiedyś wybrać się na cały dzień łażenia po mieście ale ledwo udało się kilka godzin przeznaczyć. Też jakoś dodatkowe okoliczności nie sprzyjały i nie w pełni miałem pomysł co chcę zrobić, nie mniej jednak szlak został przetarty o może doczeka się kontynuacji.
BWA. Tu był kiedyś ważny punkt na mapie, choć wtedy nie było google maps to jednak udawało się wyjść i spotkać ze znajomymi.
Też jakoś przypadkowo stąd zacząłem swoje łażenie. Nie znam takich miejsc poza Zieloną Górą. Czym dalej tym bardziej wchłaniało mnie miasto, aż nie mogłem się zdecydować, w którą stronę pójść, a miałem trochę ograniczony harmonogram dnia.
W niektórych miejscach czas dosłownie stanął. Ogólnie deptak zielonogórski mało się zmienia, ma swój urok ale przydałoby się go trochę odświeżyć bo miejscami to tak dwudziesty wiek.
A ten budynek i to miejsce śni mi się czasami, że wchodzę po schodach drewnianych. Tam chodziłem na religię w szkole podstawowej, kiedyś opowiadałem Filipowi co robiliśmy z kolegami po drodze na lub z religii do szkoły. Niestety nie zrobiłem zdjęcia tych miejsc, następnym razem.
Wieczór. Zawsze nadchodzi u mnie pora nocna, a raczej ciemna. Tutaj akurat wróciłem do punktu wyjścia czyli BWA, widok w stronę centrum. Nigdzie nie ma takiego rynku jak w Zielonej Górze, ale tak naprawdę jest to ostatnie fajnie miejsce w tym mieście, choć też do końca i może dlatego tak mnie tam nie ciągnie. Nie będę porównywał do Śląska.
To też mi się kojarzy z dzieciństwem, też z religią i to chyba bardziej dosłownie, a może nawet z religiami. Tutaj też się działo tylko bardzo dawno temu
















