noise dept.
No title available

★

Kiana Khansmith
Jules of Nature
todays bird
Claire Keane
Misplaced Lens Cap
occasionally subtle
Peter Solarz
TVSTRANGERTHINGS
hello vonnie

⁂
art blog(derogatory)
Alisa U Zemlji Chuda

No title available

祝日 / Permanent Vacation
RMH
wallacepolsom

roma★
seen from United Kingdom

seen from Georgia

seen from United States

seen from China
seen from Brazil

seen from United States

seen from Poland
seen from United Kingdom
seen from United States

seen from T1
seen from Netherlands
seen from United States

seen from Guam

seen from Singapore
seen from United States

seen from India

seen from United Kingdom

seen from United States

seen from T1
seen from Bulgaria
@lastdeadlylullaby
live for others or not live for yourself 🛌💊
when again you have to choose between the happiness of others and yours..
🥀
Sad times...🌑
Please brain, just let me sleep...
Human body.
Część 2
“Już jadłam” - udawało się przez kilka dni. Najgorzej jak przychodziły weekendy. Kiedy była zupa brałam zawsze kubek ciemny wysoki i gdy udawałam, że jadłam, wypluwałam wszystko do tego kubka. Później i tak liczyłam kcal czy przypadkiem tłuszcz z rosołu nie przedostał się do mojego organizmu. Mierzyłam się i ważyłam kilka razy dziennie. Samotne, wyczerpujące ćwiczenia w pokoju zamiast nauki to była codzienność. W końcu czas było wrócić do szkoły. Nadeszły walentynki, niby nic ale jednak. Wszyscy znajomi wysyłali sobie kartki i prezenty nawet po koleżeńsku. Ja nie dostałam nic. Było mi bardzo smutno i przykro, bo dochodziły do tego głupie uśmieszki. Przez gimnazjum tak naprawdę nie mogłam znaleźć żadnego przyjaciela. Każda moja rozpoczęta znajomość bardzo szybko się kończyła, nie umiałam nikomu zaufać, nie chciałam się z nikim bliżej wiązać, nie chciałam, żeby komuś na mnie zależało. Przecież jak ktoś mógł mnie lubić, kochać, jeśli sama się nienawidziłam? Wtedy rodzice zapisali mnie do psychologa, sama poprosiłam, już nie dawałam rady. Wybrali takiego z polecenia, podobno dobrego, zresztą drogiego. Pojechaliśmy na pierwszą wizytę. Weszłam z rodzicami i ona przedstawiła warunki: jeśli będzie miała informacje ode mnie o chęci popełnienia samobójstwa od razu mówi rodzicom. No to co zrobi nastolatka w takiej sytuacji? Powie jej? W żadnym wypadku. Pewnie, gdyby powiedziała im to na osobności byłoby zupełnie inaczej. Może wtedy otrzymałabym taką pomoc jakiej potrzebowałam. Wypad do psychologa nic nie wniósł i znów zamknęłam się w sobie. Prowadziłam pamiętnik. Na ostatniej stronie napisałam co chce zrobić przed śmiercią i odliczanie. Miało to się skończyć w moje 18 urodziny. Nauczyłam się zakładać maski. Pewnego dnia z zakompleksionej, smutnej i samotnej dziewczyny stanęła dziewczyna w miarę popularna z 2 „przyjaciółkami”. Zawsze mówili że to my jesteśmy te zwariowane i fajne. Zaczęli się wokół mnie kręcić chłopcy. Spotykałyśmy się ze starszymi kolegami. Fajnie. Dojrzale. Pierwsze piwka, imprezy. Nawet zdobyłam chłopaka. Niestety bardzo szybko się skończyło... „Jesteś za młoda, sorry”.. Bardzo tłumiłam w sobie emocje, koleżanki były wtedy owszem. Ale nie jak pojawiały się problemy. Problemy z chłopakiem, szkołą, rodzicami, wszystko się nawarstwiało. Założyłam słuchawki w uszy i poszłam „na spacer” do lasu. Tam znalazłam rozbitą butelkę i już samo poszło. Cieknące stróżki krwi… W miarę czasu się opamiętałam, nie było głębokich cięć, owinęłam rany kawałkiem koszuli, w domu zlałam alkoholem.
Wtedy zmieniłam szkołę i towarzystwo. Miałam koleżankę, dość często wychodziłyśmy zaczęły się papierosy, alkohol, ogniska po nocach, poznawanie nowych znajomych. Wszędzie jeździłyśmy rowerami lub na pieszo + dochodziło moje niejedzenie. Byłam chuda. Faceci się za mną oglądali. Miałam wtedy już 16 lat. Miała dużo starszych znajomych, 26 lat to taka norma. Wyjazdy samochodem, szpanowanie, jazda po narkotykach, alkoholu. Kilka takich wyjazdów i mogłoby mnie dziś nie być. Wtedy któregoś dnia nad jeziorem poznałam Go, był jej przyjacielem, starszy o 5 lat ode mnie. Planowaliśmy imprezę. Ja szłam przed nimi a oni coś rozmawiali, planowali. Kątem ucha usłyszałam jak Ona mówi: nie musisz z nią gadać, zabaw się .. Wtedy już mi było wszystko jedno. Pojechałam na tą imprezę, ale On był inny. Opiekuńczy. Starał się. Nie zrobił nic z tego co ona powiedziała. Zapomniałam wtedy o moim „ samobójczym notesiku”. Zresztą jestem z nim do dziś. Zerwaliśmy wszelkie kontakty z naszymi „znajomymi”. Dziś jestem szczęśliwa. W końcu. Choć myślę, że nieleczona wtedy moja depresja, ma swoje nawroty. Czasem jest mi ciężko wygrzebać się z dołów, które nachodzą nagle.
Moja historia.
Nie wiem czy kogoś to zainteresuje.. Teraz mam 22 lata ale kiedyś byłam w ciężkiej depresji. Nie umiałam przyznać się do tego sobie, rodzicom ani nikomu innemu. O wygadaniu się nie było mowy bo tak naprawdę nigdy nie miałam komu.. Zawsze było kilku fałszywych “przyjaciół” którzy gdy Tobie zaczęło się wszystko walić raptem znikali w zatrważającym tempie. Do depresji doszła anoreksja. Na szczęście niezbyt poważna i w miarę czasu się opamiętałąm, choć były i takie sytuacje gdy nie jadłam nic przez cały dzień. Pomagało. Na chwile. Wszystko zaczęło się w gimnazjum. Poszłam do zupełnie innego niż moi dotychczasowi znajomi. Wszyscy mieli swoje grupki, trzeba było się do jakiejś dołączyć. Doszło udawanie “ nie siebie” na dobę zresztą mi to nie wyszło. Zaczęło się wyśmiewanie. Zaczęłam dążyć do lepszej siebie- tej perfekcyjnej. Na przerwach nie jadłam nic, nic nie szło przełknąć. Siedziałam sama, wszystkie szepty myślałam że są o mnie. Byłam bardzo nieśmiała miałam problem z czerwieniącą się twarzą co też było przyczyną kpin innych. Jak każdy w moim wieku wtedy, miałam swojego idealnego wybranka o którym mogłam tylko marzyć. Razem ze “znajomymi” wtedy wybraliśmy się do innego miasta pociągiem na wypad- razem z NIM. “Piłaś już alkohol”? “tak, pewnie to nie jest mój pierwszy raz” . No cóż. Był. Nie wypiłam dużo, no ale ile potrzeba 14-latce żeby nie upić ? Myślałam że to będzie najlepszy wypad w moim życiu. Myliłam się. Mój wybranek po drodze kilka razy przekręcił moje imię, a na samym końcu powiedział dobrze jest mieć taką koleżankę... Teraz to nic ale wtedy dosłownie świat mi się zawalił.. Nie umiałam znaleźć prawdziwych przyjaciół więc myślałam że chłopak będzie taką odskocznią. Dla niektórych to może i głupie “jak można stracić głowę dla chłopaka?”. Dla mnie wtedy nie było. Potrzebowałam miłości, przyjaźni.. Jak każdy w moim wieku ! Później już było tylko gorzej. “Robiłaś już to kiedyś?”, “Nie”. I naprawdę mało brakowało żebym zrobiła. Uratował to zabrany z łazienki kluczyk. Po powrocie do domu z wyjazdu, przestałam jeść. Mdlałam. Byłam słaba. Podkradałam rodzicom z barku alkohol i papierosy. Dalej nie miałam nikogo komu mogłabym się wygadać, wyżalić. Mój wybranek oczywiście rozgadał wszystkim w szkole i wszystkim swoim znajomym że “prawie zaliczył”. Ciełam się. Były wakacje więc przestałam wychodzić z domu. Nikt nic nie zauważył, rodzicom mówiłam że rano byłam z koleżankami jak oni byli w pracy. Później zamykałam się w pokoju. Szramy miałam wszędzie. Na brzuchu, rękach, nogach. I wtedy doszłam do skraju wszystkiego. Moja pierwsza próba samobójcza gdy siedziałam z żyletką w wannie. Wystarczyła sekunda żeby przekręcić ją trochę w inną stronę. Przecież i tak nie miałam nikogo. Kto by zatęsknił ?Jednak nie mogłam, nie zrobiłam tego. Pamiętam ten dzień jak mama spojrzała na moje nogi i zapytała “chyba się nie tniesz?” “no co ty mamo, chodziłam po krzakach musiałam gdzieś się zahaczyć”. Do dziś mam masę blizn na ciele których chciałabym się pozbyć..