Właśnie kończył się ruszać, wykonał ostatnie pchnięcie bioder, po czym doszedł w ciele małego chłopczyka. Dyszał głośno, zaraz się śmiejąc, niczym opętany stwór. Zszedł z łóżka, wycierając usta, z których skapywała ślina. Gdy tylko zaczął swą zabawę, przestał wyczuwać puls, chłopca. To jeszcze bardziej nakręcało go, do działania. Jedynym problemem, było pozbycie się tego bezużytecznego ciała. Wziął dziecko na ręce, idąc przez korytarze, jak gdyby nigdy nic. Udał się do łazienek, układając go w wannie, niczym najdroższy skarb. Puścił wodę, siadając na drewnianym krześle, i obserwując zabarwiającą się ciecz. Jego ulubiony kolor, nie licząc fioletu..krwista czerwień. - Kruk zapukał w szybę, swym ostrym dziobem. Wpuść mnie, powiedział. Wpuść mnie - Mył ciało ukochanego, miękką gąbką, zroszoną niebieskim płynem - Chłopiec otworzył okno, patrząc na magiczne zwierzę. Wleciało one do domu, zaczynając swe harce. Czarnowłosy stracił oczy, krzycząc wniebogłosy. Więcej! więcej - Jego słowa, przeradzały się w chorą piosenkę - Błagam więcej! - krzyczał, a do oczu napłynęły mu łzy - A cóż to? Kruk skończył, je białą skórę. Pożera zachłannie, dziecię ostatni wdech wydaje. Jak ci na imię?..Pyta cicho, prawie szeptem, mów szeptem, szeptem nie kłamiesz. Przerwał konsumpcje, wielce uradowany. Swe imię wyjawić, to nie lada gratka - Skończył, słysząc że ciało w wannie, zaczęło oddychać. Skrzywił się, zaraz wypuszczając wodę. Kuba, bo tak dziecko miało na imię, uchylił swe powieki. - Jak nazywał się kruk?- zapytał spokojnie, jakby ojciec czytał mu właśnie bajkę na dobranoc - Swe imię wyjawić, to nie lada gratka - powtórzył, unosząc się, i podchodząc do okna, otworzył je, przymykając oczy - Natan me imię, chłopcze złoty, od dzisiaj, jedyne jakie będziesz znał - Zaczął się śmiać, a jego oczy zaszły czernią. Popłynęła z nich lepka ciecz, przypominająca smołę. Nie była to nowość, ale jakże bolesny proces, w którym jego ciało przepełniała czysta, wręcz nieskazitelna radość - Aniele, jakim cudem przeżyłeś?- zapytał mężczyzna, wracając do swej ludzkiej formy - Ma miłość do ciebie, jest zbyt silna, by rozłączyła nas byle śmierć - zakpiło dziecię, stawiając swe małe nóżki, na zimnych kafelkach - Nie łżyj, mimo iż kłamiesz tak pięknie. Mimo iż te słowa, są ukojeniem dla mego serca, i starganej duszy. Błagam, zamilcz, bo nawet twój szept, nie jest czysty - Uniósł wzrok, podchodząc do niego. Złapał go za podbródek, przełykając głośno ślinę. Patrzył na jego usta, spragniony, głodny, głodny bliskości - Skoro łże, czemu twe serce bije dla mnie?- zapytał, kładąc mu dłoń na torsie - Uwierz mi ukochany, iż ma miłość czystą jest, a uczucie nieskalane. Będę trwać przy twym boku, niczym posłuszne zwierze. Będę z tobą na zawsz…- urwał, gdyż mężczyzna uderzył go w policzek, otwartą dłonią - Nic nie jest na zawsze - zaraz pogładził to miejsce, w gest przeprosin - Mówiłem żebyś nie kłamał - spuścił głowę, czując łzy na policzkach. Jakub odsunął się, nie wiedząc co począć. Jak przekonać człowieka, który nie ufa samemu sobie? Jego wzrok, przykuło okno, otwarte na oścież. Czyżby dawał mu znak? czyżby po to, to zrobił? Spojrzał w jego czarne oczy, ten ostatni raz, po czym ruszył przed siebie, odbijając się od parapetu, i skacząc w czarną przepaść - Teraz ci wierze - Zaśmiał się, ziewając szeroko, i wychodząc z pomieszczenia - Natan! - Usłyszał głos za sobą, drgnął lekko, a jego usta wykrzywiły się w uśmiech - Mówiłem ci..- Poczuł jak malutka jednostka, wtula się w jego plecy - Ma miłość jest zbyt mocna, by rozłączyła nas byle śmierć - Zaśmiał się słodko, przecierając zmęczone oczka - Czas do łóżka aniołku - Wziął go na ręce, prowadząc do jednego z pokoi. Ułożył go na łóżku, całując w czółko, i zakrywając kołdrą - Czy teraz będziesz mnie kochał?- zapytał cicho, patrząc na niego, z pod czarnej grzywki - A zasłużyłeś? - wybuchł śmiechem, siadając na parapecie, i zaciągając się dymem.