Ona przez długi czas wierzyła, że jeśli będzie kochała mocniej, wszystko jeszcze się ułoży.
Wybaczała kolejne kłamstwa.
Kolejne obietnice bez pokrycia.
Kolejne noce spędzone na czekaniu.
Nie dlatego, że była słaba.
Dlatego, że pamiętała człowieka, którym był wcześniej.
Każdego dnia miała nadzieję, że jeszcze do niej wróci.
Nie fizycznie.
Emocjonalnie.
Że znów zobaczy w jego oczach tego samego mężczyznę, którego pokochała.
Najtrudniej było jednak zaakceptować, że walczyła z uzależnieniem, którego sama nie mogła pokonać.
I że czasami największym dowodem miłości jest odejście, zanim człowiek sam całkowicie się rozsypie.












