mniej wiecej jakbym gnila. moje zycie to nie ustanna mekka i klatka z ktorej nie moge wyjsc, choc probowalam, nigdy nie wychodzilo.
bo z jednej strony wczoraj czulam sie zle, ale nie moglam tego zrobic bo nie napisalam listow, to byloby z mojej strony szmaciarskie zeby zostawic kazdego bez wyjasnienia-okej zrobie to jutro-ale jutro jednak nie bede sie czula tak zle-nastepnym razem-ale nastepnym razem nie mam wystarczająco odwagi.i to sie ciagnie latami. czuje sie jakbym miala astme i jakby ktos mi ciagle odcinal dostep do tlenu. nie wiem czy kiedykolwiek bede jeszcze szczesliwa, moze za -20kg. jestem sama ze wszystkim, kazdy juz przestal pytac. nikogo to juz nie obchodzi. wykrwaw¡am sie po nocach i tylko patrze na moje zyly. boje sie. nie tego ze umre lub bede zalowac, boje sie ze mi sie nie uda, a bedzie bolec. nie moge zniesc juz siebie. czuje jakbym znikala, jakby nikt nie chcial wiedziec co sie ze mna dzieje. to tak jakbym umierala, a ludzie tylko przechodza obok mojego ciala nawet na mnie nie patrzac. to straszne. czulam sie szczesliwsza gdy mialam samych toksycznych ludzi wokol siebie, bo chociaz pytali jak sie czuje, mimo ze po czasie wykorzystywali to przeciw mnie, pytali. a teraz? dostaje odpowiedzi wprost „coraz bardziej nie obchodzi mnie co czujesz”, a ja coraz bardziej mam ochote ze soba skonczyc. świeże blizny nie pomagaja, palenie nie pomaga, alkohol nie pomaga, nic nie pomaga. czy ja musze zaczac cp@c zeby poczuc sie zywa? oh god, to wszystko mnie wykonczy