Emocje, których nie da się przetłumaczyć na Polski ✍🏻 🤍
sheepfilms
No title available
art blog(derogatory)
DEAR READER

izzy's playlists!
almost home

ellievsbear

Love Begins
NASA

PR's Tumblrdome
RMH
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open

pixel skylines
No title available

Product Placement
Sweet Seals For You, Always
Game of Thrones Daily
"I'm Dorothy Gale from Kansas"
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH
Mike Driver
seen from Belgium
seen from Greece

seen from Malaysia

seen from T1
seen from Germany

seen from Australia

seen from Georgia

seen from United Kingdom
seen from United Kingdom

seen from Türkiye
seen from Belgium
seen from Belgium
seen from Serbia

seen from T1
seen from Malaysia

seen from T1
seen from United States

seen from Türkiye

seen from China

seen from Türkiye
@martiove
Emocje, których nie da się przetłumaczyć na Polski ✍🏻 🤍
Może znajdzie się tu ktoś chętny do wypełnienia mojej ankiety do magisterki? ☺️
Będę bardzo wdzięczna ❤️
Jest dla osób w wieku 18-29 lat i trwa 15 minut.
Celem projektu jest zbadanie związku między cenionymi wartościami osobistymi a poczuciem rozkwitania (dobrostanu). Badanie jest skierowane d
Można zasadnie przypuszczać, że wrażliwy dziewięciolatek odczuwał lęk społeczności, w której żył i że mógł wyjaśnić coś, czego jeszcze nie potrafił pomyśleć. I rzeczywiście wyśnił to w imieniu całego plemienia. [...] Śnił w imieniu plemienia, a sen nadał tym lękom i obawom formę opowieści. [...] Wówczas, gdy był małym chłopcem potrafi przynieść Wronom z powrotem ich własny lęk, tyle, że w postaci narracji, którą można było opowiadać, powtarzać i interpretować. Starszyzna plemienia z kolei mogła tę narrację przekształcić w zrozumiałą, przytomną refleksję o wyzwaniach, z jakimi plemię będzie musiało się zmierzyć.
Sen - podobnie jak jego objaśnienie - był głęboko praktyczny. Mimo to nie polegał bynajmniej na bezpośrednim zastosowaniu praktycznego rozumu. Sen nakazywał oczekiwać czegoś, o czym nikt jeszcze nie potrafił myśleć. Problem plemienia polegał na tym, że Wrony nie wiedziały, czego mogą się spodziewać, lecz na tym, że brakowało im pojęć, aby tego doświadczyć. Sytuacja plemienia przypominała trochę położenie naukowców w przededniu rewolucji naukowej. Pojawiały się nowe wyzwania i rosła presja, by wyjaśnić te kwestie w tradycyjny sposób, lecz towarzyszyło temu nieokreślone poczucie, że dawne metody pozostawiają coś na uboczu. Brakowało pojęć by wyjaśnić to coś. Różnica polegała jednak na tym, że rewolucja naukowa dotyczyła wyłączenia teorii wyjaśniających świat, a wyzwanie, które stanęło przed Wronami, obejmowało wszystkie aspekty ich życia.
Jonathan Lear, Nadzieja radykalna. Etyka w obliczu spustoszenia kulturowego, s. 85-87
W zachodniej tradycji filozoficznej lęk uważany jest za emocję czy afekt, który nie ma określonego przedmiotu. Czasami mówi się, że lęk "odnosi się do nicości" lecz teza ta wydaje się zbyt mocna. Lękowi towarzyszy raczej z istoty zagadkowa niejasność co do tego, czego właściwie on dotyczy. Byłby on więc właściwą reakcją ludzi przeczuwających, że znaleźli się na granicy własnego świata. Jeśli bowiem jacyś ludzie autentycznie dotarli do historycznego kresu własnego sposobu życia, bardzo niewiele mogą zrobić, aby "zajrzeć na drugą stronę". Właśnie dlatego, że stoją oni u progu historycznego zerwania, szczegóły życia po drugiej stronie muszą pozostać dla nich niepojęte. W obliczu takiego kulturowego wyzwania sny okazują się niezwykle pomocne. Pozwalają śniącym wyobrazić sobie całkowicie nową przyszłość, bez wdawania się w szczegóły, jak przyszłość ta będzie wyglądać.
Jonathan Lear, Nadzieja radykalna. Etyka w obliczu spustoszenia kulturowego, s. 85
"Lękaj się (…) proroków i tych, którzy gotowi są umrzeć za prawdę, gdyż zwykle pociągają za sobą na śmierć licznych, często przed sobą, czasem zamiast siebie." – Umberto Eco "Imię Róży"
X 2019
"uczynilibyśmy dobrze rozważając poważniej niż dotąd wysunięta przez Bergsona teorię pamięci i spostrzegania zmysłowego. Sugerował on, że funkcją mózgu, układu nerwowego i organów zmysłowych jest przede wszystkim selekcja, a nie tworzenie. Każdy człowiek jest w każdym momencie zdolny pamiętać wszystko, co mu się przydarzyło i spostrzegać wszystko, co się dzieje gdziekolwiek we wszechświecie. Funkcją mózgu oraz układu nerwowego jest chronienie nas przed przytłaczającym, mogącym przyprawić o dezorientację, wpływem tej masy, w głównej mierze bezużytecznej i nieistotnej wiedzy poprzez wyłączenie większości z tego, co w przeciwnym razie nieustannie sporzstrzegalibyśmy i zapamiętywali oraz pozostawienie tylko bardzo małego i szczególnego wycinka, który miałby praktyczne znaczenie". Zgodnie z tą teorią, każdy z nas jest potencjalnie Wolnym Umysłem. Ale w tym stopniu, w jakim jesteśmy zwierzętami, naszym celem jest przetrwanie za każdą cenę. Aby umożliwić przetrwanie biologiczne, Wolny Umysł musi ulec transformacji za pośrednictwem redukującego zaworu mózgu i układu nerwowego. Skutkiem tej redukcji jest ledwie sączący się bezwartościowy strumyczek takiej świadomości, która pozwala zachować życie na powierzchni danej nam planety. W celu formułowania i wyrażania treści zredukowanej świadomości, człowiek wynalazł oraz nieskończenie rozbudował owe systemy symboli i zawarte w nich filozofie, które nazywamy językiem. Każda jednostka jest zarazem beneficjentem i ofiarą tradycji językowej, w jakiej się rodzi - beneficjentem o tyle, o ile język otwiera dostęp do nagromadzonych zapisów doświadczeń innych ludzi, ofiarą o tyle, o ile utwierdza ją w przekonaniu, że zredukowana świadomość jest jedyną świadomością - i zniekształca jej poczucie rzeczywistości, tak iż jest aż nazbyt skłonna brać brać swe koncepcje za dane, swe słowa za rzeczywiste zjawiska. To, co w języku religijnym nazywamy "tym światem", jest wszechświatem zredukowanej świadomości, wyrażonej oraz, nie da się tego ukryć, spetryfikowanej przez język. Różne "inne światy", z którymi ludzie, co prawda w niekonsekwentny sposób, nawiązują kontakt, to różnorodne elementy pełnej świadomości przynależnej Wolnemu Umysłowi. Większość ludzi, przez większą część czasu dysponuje jedynie wiedzą o tym, co przedostaje się przez redukujący zawór i jest konsekrowane jako autentyczna rzeczywistość przez lokalny język. Niektórzy jednak ludzie zdają się rodzić z takiego rodzaju układem, który pozwala okpić redukujący zawór. U innych dochodzi do powstania okresowych układów tego rodzaju, czy to spontanicznie, czy w wyniku świadomych "ćwiczeń duchowych" [...]. Przez te stałe lub okresowe układy nie przechodzi spostrzeganie "wszystkiego, co się dzieje gdziekolwiek we wszechświecie" (układ bowiem nie znosi działania redukującego zaworu, nadal filtrującego pełną treść Wolnego Umysłu), niemniej przepływa spostrzeganie czegoś dodatkowego, przede wszystkim zaś czegoś odmiennego od starannie wybranego ze względów utylitarnych materiału, który nasze zawężone, jednostkowe umysły, biorą za pełny lub co najmniej wystarczający obraz rzeczywistości.
Aldous Huxley, Drzwi percepcji (1991), s. 14-16
„Zwróć uwagę na momenty, w których twoja dusza się uspokaja. Na to, co robisz, gdy czujesz lekkość. Z kim jesteś, gdy oddycha ci się łatwiej. Zauważ chwile, w których czas zwalnia, gdy śmiech przychodzi naturalnie, gdy nie musisz nic udowadniać, nic kontrolować, nic naprawiać. To są znaki. Tak wygląda życie, do którego jesteś stworzona. Zatrzymaj się przy rozmowach, po których czujesz się widziana, przy ludziach, przy których możesz być sobą, przy miejscach, w których twoje ciało się rozluźnia, przy małych radościach, które wypełniają cię od środka. Nie ignoruj ich, one wskażą ci kierunek”
— autor nieznany
Żyjemy razem, oddziałujemy i reagujemy na siebie, ale zawsze, we wszystkich okolicznościach, jesteśmy zdani na siebie. Męczennicy ramię w ramię wkraczają na arenę, ale każdy z nich zostaje ukrzyżowany w samotności. Objęcie kochankowie próbują rozpaczliwie zespolić swe odizolowane uniesienia w jedną autotranscendencję, na próżno. Każdy obleczony w ciało duch z samej swej natury jest skazany na to, by przeżywać cierpienie i radość w samotności. Wrażenia, uczucia, wglądy, fantazje – wszystkie one mają charakter i są nie do przekazania, chyba, że za pośrednictwem symboli, niejako z drugiej ręki. Możemy gromadzić o przeżyciach nigdy jednak same przeżycia. Od rodziny po naród, każda grupa ludzi stanowi społeczność odrębnych wszechświatów.
Większość odrębnych wszechświatów jest na tyle podobna do siebie, by umożliwić interferencyjne rozumienie czy nawet wspólną empatię czy "wczuwanie się". [...] Ale w pewnych przypadkach porozumienie między wszechświatami jest niepełne lub wręcz nie istniejące. Umysł to miejsce samo dla siebie, zaś miejsca zamieszkiwane przez obłąkanych i niezwykle utalentowanych są tak odmienne od miejsc zamieszkałych przez normalnych ludzi, że nie ma prawie zupełnie wspólnej płaszczyzny pamięci, która służyłaby za podstawę dla rozumienia lub współodczuwania. Padają słowa, ale niczego nie wyjaśniają. Rzeczy i wydarzenia, do których odnoszą się symbole, należą do wzajemnie wykluczających się sfer doświadczenia. Prawdziwie zbawiennym darem jest widzieć siebie tak, jak widzą nas inni. Nie mniej ważna jest umiejętność postrzegania innych tak, jak oni sami siebie postrzegają. Tylko co wtedy, gdy ci inni należą do innego gatunku i zamieszkują całkowicie obcy wszechświat? Na przykład, w jaki sposób zdrowy psychicznie człowiek może pojąć jak się czuje szaleniec?
Aldous Huxley, Drzwi percepcji (1991), s. 8-9
Usiedli razem na ławce w półmroku. We wspólnej ciszy wlepili wzrok w otchłań przed nimi.
- Ciekawe, gdzie jest koniec. - kiwnął głową, wskazując przed siebie.
- Myślę, że jest zdolna do nieskończoności.
- A ty jesteś zdolna do nieskończoności?
- Jest szansa, że w głupocie.
Zaśmiał się.
- I w miłości. ... Ta, tam też.
- I jest komu... dać taką nieskończoną miłość?
- Jest, ale nie każdy gotów jest przyjąć taki prezent zapakowany w pudełko z kokardą i spiralną wstążką. To duża odpowiedzialność i nie każdy chce brać ją sobie na barki. No bo co zrobisz z tym, że ktoś chce cię kochać? Przerażające. Najgorsze, jak ktoś dopuści cię do siebie na tyle blisko, że czujesz, że chce tego od ciebie, a potem spuszcza wzrok i mówi, że nie może. A ty stoisz przed tym człowiekiem jak ostatnia pała. Przecież, kurwa, chciałeś. No nie zwariowałam - tak czy nie? Najczęściej nie dostajesz wtedy sensownej odpowiedzi.
- Prawda. Sam takiego daru kiedyś nie wziąłem. No i nie dałem też sensownej odpowiedzi. Czuję natomiast, że to ja stałem jak idiota, nie ona. Patrzyłem na nią, wiesz, i wszystko mówiło mi, że chciałbym przyjąć to, co próbowała mi dać, a jednak poddałem się i do dziś kotłuję to w głowie nocami. Nie wiem, czy to była miłość, może nie, ale ta dziewczyna miała w sobie tyle dobra i troski. Wiedziałem, że miałbym ciszę, spokój, stabilność... No i nigdy nie byłoby mi zimno... Nie mam żadnych wątpliwości, że ona myśli o mnie źle, a ja nigdy nie będę miał możliwości wyjaśnić jej, że to nie tak i że naprawdę marzyłem o tym wszystkim, ale wiedziałem, że nie dam z siebie nawet połowy. Co więcej, wiem doskonale, że ona nie chciała nawet tej połowy, ale ja nie byłbym w stanie z tym żyć, wiesz? To nie jest okej dawać ludziom siebie tak po prostu. To nie jest w porządku dawać się drenować z ciepła, empatii i zaangażowania, nie oczekując niczego w zamian. Ona na to nie zasługiwała. Nie mogłem tak po prostu stać i brać, rozumiesz? Nie od niej.
- Trudno jest mi to zrozumieć, bo sama tak kiedyś stałam. Stałam ze łzami w oczach, z rękami pełnymi miłości, trzęsącym się ciałem i głosem, a on po prostu wstał i wyszedł. Pomyślałam wtedy, że moja miłość nie ma wartości, a następnie całą sobą to poczułam. Pozbycie się tego uczucia zajęło mi wiele, wiele lat...
- Wrócił kiedyś?
- Wracał nie raz, jednak nigdy nie odważył się stanąć na tyle blisko, by tego wszystkiego dotknąć. Twierdził, że chciał, ale...
- Bo chciał.
- Racjonalnie... Racjonalnie wiem. Jednak nie potrafię pojąć, jak można tak po prostu zrezygnować z czegoś, o czym marzysz. Jeśli ja o czymś marzę, to o to walczę. Pracuję, żeby to mieć. Pracuję nad sobą i pracuję nad tym, czego się boję. Uczę się tego, czego nie potrafię. Robię, działam. No walczę o to, do cholery....
- Nie każdy ma odwagę, Mała. Tysiące ludzi nie mają odwagi sięgnąć po to, czego pragną.
- A ty? Ty już ją masz?
- Nadal nie wiem, czy to już. Nie wiem, czy zrobiłem wystarczająco. Czuję, że byłbym w stanie być bardziej dla niej obecny, ale nadal sam sobie nie daję takiego spokoju, jak potrzebuję, więc - powiedz mi - jak miałbym dać go jej?
- A może to nie w tym rzecz, by być na 100%? Przecież to się zmienia. Przecież ja, ty się zmieniamy... Przecież na tym polega zaufanie, bliskość i obecność. Jednego dnia dajemy oboje po połowie. Drugiego ja potrzebuję odetchnąć, więc daję 30 i wtedy ty uzupełniasz moją pustkę swoim 70. Trzeciego dnia zaś ty się kulisz, więc to ja przychodzę i otaczam cię swoim 100, byś kolejnego dnia znów podzielił się ze mną swoim 40, 60, 80... Jestem zmęczona tym, że tak usilnie staramy się udawać, że nie jesteśmy ludzcy. Że nie mamy dołów, że nie miewamy humorów i że nie zdarzają się nam momenty, w których nic nie wiadomo. Być, czuć, dawać. Może uczyć się trzeba nie perfekcji, tylko dopuszczania do siebie drugiego człowieka? Może uczyć się trzeba przyjmowania ciepła, zamiast strugać z siebie rzeźbę z marmuru, do jasnej cholery?
- Żeby to było takie proste, Mała. Żeby to było, kurwa, takie proste...
Marta Kostrzyńska
polskie-zdania.pl
„Czasem bywa tak, że cała historia, wszystkie wspomnienia i dobre chwile tracą sens w momencie, gdy na końcu zabraknie szacunku. To właśnie szacunek jest fundamentem każdej relacji bez niego nawet najpiękniejsze wspomnienia bledną. Warto pamiętać, że nie wszystko, co budujemy, musi trwać wiecznie. Ale z każdej relacji możemy wynieść lekcję o sobie, o granicach i o tym, kogo naprawdę chcemy obok siebie”
— autor nieznany
8.01.2026 r.
Pamiętaj, że nie zawsze trzeba coś zaczynać. Nie zawsze musisz wiedzieć, jaki będzie twój następny krok. Nie zawsze chodzi o to, żeby być gotowym na wszystko. Nie zawsze trzeba walczyć o jutro, o lepszy dzień i mocniejsze "ja". Nie każda przerwa będzie lenistwem, nie każda cisza będzie pustką i nie każdy bezruch będzie synonimem niemocy. Są chwile, gdy najlepszym gestem wobec życia jest brak gestu. Spokojnie przyjmujesz to, co nie wymaga żadnego działania, a jedynie twojej kojącej obecności. Jedynie twojego bycia. Oddechu. Dziś to cisza ma ostatnie słowo. Niczego nie udowadniasz. Niczego nie zmieniasz. Nie walczysz z wiatrakami i nie próbujesz usilnie zmienić biegu świata. Nie próbujesz zmienić siebie. Po prostu jesteś. Wpatrujesz się w martwy punkt gdzieś w oddali. Oddychasz.
Marta Kostrzyńska
polskie-zdania.pl
Byłam tym przerażona i dotychczas chyba nie zdawałam sobie z tego aż tak bardzo sprawy. Chciałam czuć się w końcu zwyczajnie dobrze. Chciałam w końcu być emocjonalnie prosta i prostolinijna, taka bez drugiego i trzeciego dna. Chciałam w końcu w tym wszystkim nie grzebać. Nie drążyć. Nie zadawać trudnych pytań i nie obudowywać w górnolotne metafory. Chciałam w sobie tego wszystkiego tak nie kumulować. Chciałam przestać stawiać w końcu przeszłości ołtarze. Chciałam patrzeć na nią bez namaszczenia i grającej w tle orkiestry symfonicznej. Chciałam ją w końcu odłożyć i pójść. Chciałam, by wtopiła się wreszcie w otoczenie i zlała z codziennością. Trzęsłam się jak szczeniak, gdy widziałam jego wzrok wlepiony we mnie z dystansu. Chciałam, żeby odważył się chwycić mnie za ręce, doskonale wiedząc, że trzasnę go po tych łapach jak pięciolatka i ucieknę. Bałam się znów przyzwyczaić. Bałam się tego, że znów waham się, czy to w ogóle możliwe. To się nigdy nie odbywało za darmo. Żaden prezent do zakupów, żadne punkty na nagrody, żadne 2+1 gratis. Każde odnowienie tej subskrypcji bardzo dużo kosztowało - i najgorsze, że za każdym razem płaciło się za to wszystko w ciemno. Zbliżeniowo, tak, bez potwierdzenia, nie, dziękuję, nie trzeba, do widzenia. Znali mnie tutaj. Znali zarówno moją podeskcytowaną, jak i zrezygnowaną minę. Widzieli, jak zostawiam u nich wszystkie oszczędności i jak, ze łzami w oczach, proszę o ostatnie przyznanie kredytu, bo tym razem to na pewno ostatni raz. Człowiek wolał nie liczyć, który raz tu wraca. Przy okienku wisiała siatka centylowa samotności, która miała pomóc petentom w wyborze najbardziej korzystnej opcji - oczywiście wszystko w zależności od poziomu zaangażowania oraz stanu wiary i nadziei. Po trzydziestce dorzucali też pakiet badań ze względu na zwiększone ryzyko zawału. Proponowali najlepszy plan - płatność w ratach lub gotówką z góry. Uśmiechnięty doradca lustrował cię od góry do dołu, oceniając twoją emocjonalną zdolność finansową, a następnie wręczał potwierdzenie i życzył, by tym razem była to subskrypcja dożywotnia. Odchodziłam od okienka i od pewnego momentu nawet już nie udawałam. Niektórzy rzucali nawet ironiczne "Do zobaczenia!". Ze szczerą nadzieją przychodziło tu niewielu i najczęściej od razu było widać po nich, że są nowi. Czekając w kolejce, dla zabicia czasu, obstawiało się, czy to ich pierwszy, czy drugi raz. Czasami zdarzał się też trzeci. Od czwartego uznawało się, że mamy do czynienia z masochistą. Ci przychodzili połamani i poobijani, prezentując w okienku orzeczenie o niepełnosprawności. Wydawało mi się, że nie mają już na twarzy żadnych emocji. Oni załatwiali tu sprawy najszybciej. Nowicjuszom za to proponowano na start szeroki pakiet ubezpieczeń - przyjazd karetki, przeszczep organów, transport zwłok z zagranicy. W pakiecie premium znaleźć można było nawet prywatny ośrodek leczenia uzależnień. Lepiej było się zabezpieczyć. Przecież pytanie nie brzmiało, czy będzie boleć. Pytanie brzmiało: jak bardzo i czy było warto to wszystko znieść.
Marta Kostrzyńska
polskie-zdania.pl
Lubiła przebywać z ludźmi, którzy byli ludźmi. Choć zbliżała się do nich rzadko, to jeśli już to robiła, starała się wtedy sama być człowiekiem. Słuchała uważnie z nadzieją, że mówią do niej tylko prawdę. Szalenie lubiła dawać uwagę wciągającym historiom o ludzkich słabościach. Lubiła słuchać o tym, jak ktoś wielokrotnie zgubił drogę. Lubiła słuchać o tym, jak ktoś wielokrotnie zgubił siebie. O sobie mówiła przeważnie niewiele, jednak bardzo ceniła wnikliwe pytania. Czy chciałbyś kochać jeszcze tak, jak wtedy? Czy możesz powiedzieć o sobie, że jesteś dobrym człowiekiem? Czy uważasz, że warto próbować ciągle od nowa? Czy wierzysz w to, że to się kiedyś skończy? Lubiła czuć, że może bezpiecznie mówić o bólu. Lubiła widzieć, że jej postać nie zmniejsza się w czyichś oczach, gdy mówiła o tym, że kiedyś prawie jej zabrakło. Lubiła czuć, że ktoś czuje się przy niej bezpiecznie. Chętnie dawała ciepło, wiedząc dobrze, że to przecież nie zawsze wraca. Lubiła też milczeć. Milczenie od zawsze zdawało się być dla niej jedną z najuczciwszych form rozmowy. Niczego tak nie doceniała, jak tych chwil, gdy ktoś w końcu pozwalał sobie na to, by pobyć z nią dłuższą chwilę w ciszy. Bała się za to dużych słów i dużych gestów, bo o wiele cenniejsze było dla niej to, że ktoś po prostu był. Tak po ludzku - z ciepłą herbatą i własną nieporadnością. Miała w sobie kojący spokój wobec cudzej kruchości. Lubiła być z ludźmi, którzy nie bali się mówić, że to wszystko nie jest takie proste. Bo przecież nie było. Zdarzało jej się tęsknić za ludźmi, którymi starała się kiedyś być. Za rozmowami, które miały się wydarzyć, choć nigdy do nich nie doszło. Za dotykiem, którego jej nie dano, a jednak doskonale wiedziała, jak powinien wyglądać. Nosiła w sobie grube warstwy niepamięci i może dlatego właśnie tak dobrze rozumiała cudze niedopowiedzenia.
Marta Kostrzyńska
polskie-zdania.pl
O maskowaniu, przebodźcowaniu, życiu z mieszanym spektrum autyzmu i ADHD oraz walce o autentyczność.
Miała na ten temat dosyć kontrowersyjne zdanie. Tęskniła za miłością, lecz zupełnie nie za tą szaleńczą i obsesyjną, z powodu której człowiek rzuca się pod drzwi niczym Rejtan, rozrywając koszulę i wyrywając sobie żywcem serce z klatki. Nie marzyła, by ktokolwiek miał na jej punkcie obsesję. Nie marzyła o byciu bohaterką czyjegoś rozemocjonowanego snu. Nie marzyła o tym, by ktoś porzucał dla niej swoje życie i wpatrywał się w nią z obłędem w oczach. Chciała miłości spokojnej. Miłości szczerej i pełnej szacunku. Miłości pełnej wzajemnej troski i wsparcia. Miłości pełnej zrozumienia i otwartej komunikacji. Miłości pełnej śmiechu i miłości pełnej komfortowej ciszy. Chciała, by ktoś kochał ją dlatego, że zawsze może przy niej odpocząć. Chciała, by ktoś kochał ją dlatego, że może zawsze być przy niej sobą. Chciała, by ktoś kochał ją dlatego, że wie, że może mieć przy niej zarówno świetne, jak i kiepskie dni. Chciała kogoś, kto bez wahania zadzwoni do niej, gdy osiągnie sukces, ale i wtedy, gdy coś nie wyjdzie. Chciała miłości opartej na przyjaźni. Chciała patrzeć na kogoś z miłością w oczach i mówić "to mój najlepszy ziomek". Nie chciała, by ktoś udawał przed nią, że nie jest człowiekiem. Nie chciała, by ktoś udawał, że nie ma gorszych dni. Nie chciała, by ktoś udawał, że zawsze wie, co powinien zrobić. Chciała relacji opartej na byciu teamem. Chciała relacji, w której konflikty to "my vs problem", a nie "ja vs ty". Chciała relacji, w której nikt nie musi niczego udawać. Chciała być kochana dlatego, że jest prawdziwa. Chciała wspierać się w codzienności. Chciała po równo rozkładać odpowiedzialność za wspólną przyszłość. Chciała być zabierana na kolację i sama na nią zabierać. Chciała być rozpieszczana i sama rozpieszczać. Chciała być trzymaną w ramionach i sama trzymać. Chciała kogoś, kto widzieć będzie to wszystko tak samo. Chciała kogoś, kto tak samo, jak ona, wierzyć będzie, że nie ma miłości bez przyjaźni.
Marta Kostrzyńska
polskie-zdania.pl
🥹🫂
O niej? O niej mógłbym opowiadać ci godzinami, choć pewnie nie będą to najprostsze do przyswojenia historie. Do niej nie przykleisz raczej niczego, co bliskie i znane. Do niej z pewnością nie będzie ci łatwo stworzyć krótkiej definicji. Przygotuj się na to, że cię prześwietli. Przygotuj się na to, że oglądać cię będzie z każdej strony jak eksponat w muzeum. Będzie zataczała wokół ciebie nieregularne kręgi, lustrując cię w poszukiwaniu kruczków i ukrytych pułapek. Będzie obserwować i zadawać niewygodne pytania. Szukać będzie w tobie człowieka i jeśli finalnie go tam dostrzeże, interesować będą ją tylko transparentne intencje. Możliwe, że w końcu zaprosi cię do siebie. Możliwe, że pokaże ci swój azyl i opowie o jego każdym kącie. Możliwe, że da ci swój najcieplejszy koc i pozwoli zostać u siebie na noc. Nad ranem przyłapiesz ją z przyklejonym do szyby nosem i będzie to pierwszy raz, gdy usłyszysz tak wciągającą opowieść o wszystkich kolorach nieba. Następnego dnia uśmiechnie się do ciebie i nie będziesz miał żadnych wątpliwości, że jest absolutnie przerażona tym, co dalej i absolutnie zafascynowana wszystkim, czego jeszcze o tobie nie wie. Będzie pytać, czego się boisz. Będzie pytać, za czym tęsknisz. Będzie pytać, czego najbardziej na świecie pragniesz, a potem poprosi, byś ubrał jej tę wizję w smaki i zapachy. Będzie chciała wiedzieć, jak wyglądasz, gdy umierasz ze śmiechu. Będzie chciała wiedzieć, jak wyglądasz, gdy brakuje ci słów. Będzie ciekawa, jak wygląda twój najbardziej nierealny plan... dlatego wstawi ci do salonu tablicę, usiądzie na dywanie i poprosi, byś go dla niej rozrysował. Następnego dnia przyjdzie i powie, co dokładnie powinieneś zrobić, by realizacja jednak się udała, nie przyznając się, że siedziała nad tym dla ciebie przez całą noc. Ona? Będzie chciała być przede wszystkim twoim przyjacielem, bo wie doskonale, jak to jest kogoś kochać i nie lubić jednocześnie. Ona włoży całe swoje serce w twoje marzenia. Ona odda ci całą swoją troskę i będzie z tego powodu najszczęśliwsza, tak długo jak będziesz to w niej należycie doceniał. Do niej... z pewnością zawsze będziesz mógł przyjść i płakać, jeśli będziesz tego potrzebować. Na niej będziesz mógł także polegać i przychodzić, gdy tylko poczujesz, że coś sypie ci się z rąk. Od niej dostaniesz tylko prawdę. Od niej dostaniesz wszystko to, czego nie potrafi dać sama sobie.
Marta Kostrzyńska
polskim-zdania.pl
Od niej dostaniesz wszystko to, czego nie potrafi dać sama sobie...
Należały mi się przeprosiny. Należały się za te wszystkie razy, gdy zabierałam siebie w miejsca, w których mnie nie szanowano. Należały się za te wszystkie momenty, w których nie miałam pojęcia ile i czy w ogóle coś znaczę, a jednak postanawiałam trwać z nadzieją, że czyjeś czyny i decyzje finalnie udowodnią mi, że było warto. Myślisz, że kiedyś było? Nie powinnaś czekać na szacunek. Nie powinnaś wystawać pod czyimiś drzwiami z nadzieją, że w końcu ktoś otworzy je dla ciebie na oścież, zamiast uchylać na szerokość źrenicy. Nie powinnaś wysilać się, żeby dostrzec w kimś uczucie. Nie powinnaś zaglądać nikomu przez dziurkę od klucza z nadzieją, że dostrzeżesz za nimi zaangażowanie. Jeśli nie jesteś pewna - odejdź. Jeśli usilnie starasz się dowiedzieć, ile dla kogoś znaczysz - odpuść. Nie proś się o obecność. Nie czekaj na człowieka, który nie jest gotowy, by wziąć odpowiedzialność. Miłość do pewnego momentu powinna być prosta. Poważnie. Nie powinnaś czekać na żadne dymne znaki i telefony w środku nocy. Nie powinnaś mieć żadnych wątpliwości, że ktoś chce mieć cię w swoim życiu. Bądź otwarta, ale nie czekaj. Bądź otwarta, ale nie proś się. Bądź otwarta, ale nie dawaj na siebie nieograniczonego czasu. Miłość do pewnego momentu naprawdę powinna być prosta. I tak, oczywiście, to praca. Wieloletnia praca dwójki ludzi, która podjęła decyzję, że chce być właśnie ze sobą. Właśnie dlatego zasługujesz na: "Hej, chodź, chcę." Zasługujesz na: "Zależy mi.". Zasługujesz na: "Jestem gotowy włożyć w nas wysiłek.". Zasługujesz na zaangażowanie każdego dnia. Zasługujesz na otwartość, szczere chęci i transparentne intencje. Nie drąż. Nie analizuj. Daj sobie spokój. Osoba, która będzie dla ciebie, nie będzie kazała ci się niczego domyślać.
Marta Kostrzyńska
polskie-zdania.pl