Patrze w okno,
Tam światło zgasło,
Jak moja nadzieja
Gasła po mału
W duchu zegnam się
Choc licze na pomoc
Mylną, nierealną ,zapomnianą
To ostatnie chwile
Odlatuje w krainę
Pewna swego losu
Który bywa zdradziecki
Bo przecież zyje,
Choc w to nie wierze
W głowie widze jak uderzam
A jednak to się nie dzieje
Dlaczego ?
W głowie rozbrzmiewa pytanie...










