Wiem, czego chcę. Brzydkiej, czystej kobiety o dużych piersiach, która mi powie: «Co to znowu za wymysły? Koniec dramatów, chodź no tu natychmiast!». I przygotuje mi ciepłą kąpiel, ubierze mnie w białą lnianą koszulę nocną, zaplecie włosy w warkocz, zaprowadzi do łóżka i rozzłoszczona powie: «O co chodzi? Jesteś wolna, jesz, kiedy chcesz, jeszcze się doigrasz i pochorujesz, przestań wymyślać tragedie, wydaje ci się, że taka jesteś ważna, wypij ten kubek bulionu, póki gorący». Potem uniesie mi dłonią głowę, przykryje wielką narzutą, odgarnie kosmyki włosów z jasnego i świeżego już czoła, a zanim zasnę, stwierdzi łagodnie: «Zobaczysz, że twarz w mig ci się zaokrągli, zapomnisz o bzdurach i będzie z ciebie dobra dziewczyna». Kogoś, kto przygarnie mnie jak posłusznego psa, otworzy przede mną drzwi, wyczesze, nakarmi, pokocha nieustępliwie jak psa, tylko tego chcę, jak psa, jak dziecko.