Ważne
Będzie to długi, prawdopodobnie nudny post, który wstawiam najbardziej dla samej siebie. Dziękuje, jeżeli i tak go przeczytasz.
Nie mam pojęcia, czy podczas mojego krótkiego pobytu na tym koncie to okazałam, ale całym sercem jestem za recovery, jestem dumna z każdej wyzdrowiałej lub próbującej osoby, wiem również jaka jest to ogromna walka i trud.
Biorąc to pod uwagę, sama nie jestem w stanie, i obawiam się, że już nigdy nie będę, podjąć tej walki. Przynajmniej całkowicie i bez niczyjej pomocy. Tej pomocy nie potrafię nawet zasięgnąć, nie zastanawiajmy się nawet czy mogłabym ją otrzymać.
Do dzisiaj nie uważam siebie za osobę chorą, nie jestem w stanie tak na siebie spojrzeć, uważam że mnie to nie dotyczy. Ja nie mam takich problemów. Tak myśli większość z nas. Przy zwroście 164 cm ważę obecnie 40 kg, co daje mi bmi 15. Doszłam do tego katując mój organizm i psychike. Czy zrobiłabym to znowu? Tak, nie oszukuję się, nie jest to pierwszy i prawdopodobnie nie ostatni raz.
Moim celem i ugw było 45 kg. Nie wystarczyło mi to i poszłam dalej. Nie ważne jak nisko zejdziesz, to nigdy nie wystarcza. Powiedziałam sobie, że 40 kg to nie tak źle, nie aż tak "niezdrowo". Teraz ważąc tyle, dalej mam ochotę zejść niżej, pomimo tego, że aktualnie dobrze się czuje w swoim ciele i się sobie podobam. Boję się znowu brnąć dalej, ale nie mam odwagi ani siły na recovery.
Dlatego od tej pory na tym blogu będę pokazywała o wiele większe limity, niż dotychczas. Na ten moment moje zapotrzebowanie kaloryczne wynosi 1500 kcal. Nie sądze, że dam rade tyle spożywać nie robiąc sobie krzywdy. Nowe limity będą do 1000 kcal, które do tej pory traktowałam jak binge. Nie chcę, panicznie boje się przytyć. Nie dam rady na większych limitach. Postaram się również skończyć z fastami, które stały się moim komfortem i źródłem entuzjazmu. Spróbuję wprowadzić 3 posiłki dziennie, kończąc z omadami. Oprócz tego mam ambitny, być może zbyt ambitny plan, na codziennie zjadanie jednego z moich fear foodów. To tyle, i aż tyle.
"Odchudzanie", "ed", "ana" to wszystko odebrało mi część siebie. Wiem, że nigdy nie zapomne o kaloriach i moim restrykcjach. Jedzenie i planowanie posiłków stało się moim jedynym hobby i sposobem na zajęcie myśli. Nic nie przynosi mi już satysfakcji oprócz tego. Relacje oszczędziłam, niestety nie wszystkie. Zepsułam mój organizm za to, mój metabolizm, a nawet jelita, cykl miesiączkowy, kondycje skóry, włosów i paznokci, cerę i zęby.
Nie wiem co z tego wyjdzie, dziękuję za przeczytanie. Zrozumiem, jeżeli wiele osób, które do tej pory obserwowały tego bloga odejdą, a tym, którzy pozostaną, dziękuję.













