4.4.2019r.
Dużo piję. Bardzo dużo. Nie wiem dlaczego nadal nie zdechłam, przecież alkohol miał mnie zabić. Nie lubię być pijana, po prostu jestem za bardzo pizdowata żeby zrobić to inaczej.
Znowu ktoś mnie kocha. Jest cholernie przystojny i dobry. Niestety się o mnie martwi. Martwienie kończy się źle. Ludzie mają dość i odchodzą. Przelotne łóżkowe historie są lepsze.
Myślę, że się zabiję. Jak nie alkoholem to inaczej. Strach przed zostawieniem rodziny to brednie.
Czuję się coraz gorzej, więc coraz więcej piję i dzięki temu zapominam jak źle się czuję. Kiedy jestem trzeźwa mówię że to wina kaca i w sumie gdyby nie łykanie tabletek co 1h zapomniałabym, że jestem chora.















