Sierpień jest chyba moim ulubionym miesiącem. To jest czas kiedy lato powoli ustępuje miejsca jesieni, kiedy mija wszystko co najbardziej letnie, co lipcowe. Przemijają kwiaty maciejki i krzewy malin, a tak bardzo je lubiłam. Przemija jasny zapach wody wiejący znad rzeki. A za tym czasami jeszcze zatęsknię. I gorące, wilgotne noce, parzące gorącym asfaltem w stopy, oddające całe zebrane ciepło światu, przemija ta parna duchota. Przemija słońce, ktore paliło żywym ogniem, jasne jak wybuch supernowej i nieskończone. Zaczyna ogrzewać nas ciepłe, coraz niższe, żółte jak słoneczniki, które właśnie zakwitły. Noce robią się chłodniejsze, ale ich dotyk jest rześki, pozwalające odetchnąć po ciężkich dniach pracy, po ciężkim, lepkim powietrzu lata. Sierpień pachnie ziemią i zbożem, a petrykora po deszczu nie równa się z żadnym innym miesiącem. Tak, zdecydowanie uwielbiam Sierpień.
Pertraktacje




















