Hej.
Dawno nic nie publikowałam, bo moje życie przewracało się do góry nogami. Mój kontent też strasznie się zmienił, a ja wróciłam do muzyki. Weszłam tu, bo chciałam Wam opowiedzieć coś, co powinnam zrobić pół roku temu. Każdy pamięta aferę z pijanym ojcem z siekierą i dziecku, któremu uratowałam życie dzwoniąc na 112, bo odezwało się do mnie z prośbą o pomoc i nie zbagatelizowałam tego. To był 2013 bodajże rok, coś koło tego. W październiku zeszłego roku odezwała się do mnie. Zaprosiła mnie do swojego miasta, bo całe życie byłam jej idolką, marzyła by mnie poznać, mówiła że „to ja ją wychowałam i moje publikacje” i ona obecnie prowadzi fundacje dla dzieci z takich rodzin jak jej. Ratuje istnienia. Inspiruje się mną. Chciała, by jej podopieczni poznali mnie jako osobę, która nie tylko uratowała jej życie i jej matce, ale także nieświadomie wykreowała całe jej życie później i dzięki mnie otworzyła fundację i też ratuje innych. Popłakałam się i przejechałam dla niej pół kraju. Emocje, jakie czułam są nie do opisania, ale potraktujcie to jako przykład tego, by nigdy nie bagatelizować żadnych sygnałów i próśb o pomoc, bo nie każde dziecko płaczące w necie jest atencjuszem, a może być mała dziewczynka, która widziała jak jej ojciec zarżnął siekierą jej braciszka i prawie ją i mamę. Sąsiedzi nie reagowali. Zareagowała randomowa laska z Tumblra. Wyobrażacie sobie tą znieczulicę? Po prostu musiałam Wam o tym powiedzieć, bo wielu z Was do dziś mi to wspomina i przeżywa razem ze mną. Nie bagatelizujcie nigdy. O sytuacji opowiedziałam nawet na Telegramie jeszcze jako Serafina. Potem moje życie się troszkę posypało i nie miałam sił ani czasu na udzielanie się już w social mediach, ale zawsze gdy mała Martynka pojawi mi się w myślach automatycznie pojawia się we mnie przymus opublikowania gdzieś jakiegoś posta ze świadomością, że może właśnie takie Martynki takie posty trzymają przy życiu i wychowują. Zawsze reagujcie, nie zastanawiajcie się czy to wołanie o atencję czy prawdziwą pomoc. Po prostu reagujcie.











