Tomasz Pułka
we're not kids anymore.
art blog(derogatory)
TVSTRANGERTHINGS
PUT YOUR BEARD IN MY MOUTH

祝日 / Permanent Vacation
Xuebing Du

No title available

oozey mess
Claire Keane
No title available
cherry valley forever

shark vs the universe
taylor price
Alisa U Zemlji Chuda

roma★
No title available
trying on a metaphor
One Nice Bug Per Day
Sade Olutola
todays bird
seen from Bangladesh
seen from Bangladesh
seen from United Kingdom

seen from Bangladesh

seen from Canada

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
@poez-ja
Tomasz Pułka
Tomasz Różycki
Derek Mahon (tłum. Piotr Sommer)
Marcin Świetlicki
Krzysztof Jaworski
Charles Simic
(tłumaczenie - Konrad Hetel)
Stanisław Barańczak, Śnieg IV - 31 stycznia 1980
Należy go oglądać z autobusu "Jelcz"
starego typu, w którym okna całkiem czyste
nie są nigdy, z zasady; i należy mieć
miejsce siedzące z dermy pociętej żyletką
przez chuligana, z nudów; i należy lekko
mrużyć oczy, by twarze stłoczone, bezkrwiste
(mgliście znane, z widzenia) pokrywały wszystek
szarawy obszar szyby jak lustrzana śniedź;
i trzeba jechać w tłoku; i trzeba daleko,
na drugi koniec mózgu, ten, który ma przystęp
bezwiedny i swobodny do świata, danego
tę biel przeszywającą, ten zbyt czysty śnieg.
raz na zawsze, i z łaski; i przy sobie mieć
w tym autobusie to, co najbardziej dolega,
ludzką woń, asymetrię, odroczoną śmierć
(wsuwany - z góry, z wolna - do kieszonek serc
paszport z trwałą ważnością, ale w czasie przyszłym)
także kaszel, gderanie, łokieć, nikły śmiech -
dopiero wtedy można znieść ten ból puszysty,
tę biel przeszywającą, ten zbyt czysty śnieg.
Tomasz Bąk
Łososie
w drodze do źródła wykonują skoki, których wysokość można porównać do przeskoczenia przez człowieka czteropiętrowego budynku
każdy z nich to robi
a przynajmniej każdy dokonuje próby
spójrzmy na nas
Ilona Witkowska
Konrad Góra
FLORENCJA [TOMAŽ ŠALAMUN]
Gnocchi. Zmywanie na pozór jak zwykle. Laurze szkoda lodów. Juan przemyka się jak cień. Skały szczotkują Lipicę. Upadamy z głową Ludwiga. Suchy ląd, Sarah. Obudziłem się w podkoszulku. Podnosili mnie bloczkiem, w jedwabiu. Kołyszesz się, kiedy walisz w ściany przepaści? Jak wpływa to na linie papilarne twoich kości? Błony namaścili. Gromadzili, wiązali, uprawiali. Chiama mi. Wyjadę konno na łowy na lisa, spod skóry. Tutaj się podpisał Browning. Podoba mi się Procacci. Ścieżka, ścieżka, Bello Sguardo. Ho mangiato il farro. Mi ha piaciuto molto. Tobie, z ruchliwych świeżych nieżytów, znów świeci słońce na ogród. Dziurkę od guzika złożyliśmy. Daliśmy, daliśmy, daliśmy, daliśmy, nie tam, daliśmy, daliśmy, daliśmy, daliśmy.
tł. Miłosz Biedrzycki, Rafał Wawrzyńczyk
ona-orlando
W środku snu - przebudzona unoszę się nieco - rozespana we śnie zanurzona jeszcze. Śpi - chyba? Nie wie, że zasnął we mnie (czy on śni w ogóle?). Powoli się poruszam, w sobie go czuję nadal (niech tamten wie, że - zdradzony raz - wiecznie zdradzanym będzie). We śnie nic się nie dzieje - chociaż: tak, tym razem było niewątpliwie przyjemnie - więc może - zmęczony śmiertelnie - tej nocy we mnie ten wiersz napisał?
Bartosz Muszyński
STIWY JOBSY [DOMINIK BIELICKI]
Coraz częściej ludzie, których nie cierpię, wyglądają bardzo dobrze niestety.
I ten ich instynkt, żeby nie przybliżać zapalniczki do oczu.
Też nad głowami moich wrogów otwiera się sklepienie
i jakieś gwiazdy wydają im się bardziej przychylne,
kiedy tak leżą, mając pod plecami twardą, płaską powierzchnię,
położywszy głowy na swoim mieniu, gdzie ich nie dosięgnie moja kulka,
i myśląc dla odmiany o kulce w mojej głowie. Obracają się na bok
i widzą czystą po horyzont przestrzeń, żadnego człowieka. Ale ja jestem.
NIEDYSKRECJE [PIOTR SOMMER]
Gdzie jesteśmy? W ironiach których nikt nie chwyci, krótkotrwałych i nieakcentowanych, w trywialnych pointach które kwintują metafizykę niedorzecznym detalem, w piątku, co wypada na piątego listopada, w mnemotechnice dni. Można dać przykład i można to przyjąć na wiarę, kocią łapę na gardle.
I lubi się jeszcze pewne słowa i te, za przeproszeniem, składnie, które udają, że coś je ze sobą łączy. W tych międzysensach zawiera się cały człowiek, włazi tam, gdzie widzi trochę miejsca.
Nie poznawać Rosjan. Nie poprawiać. Nie jadać z nimi. (Pod okiem ochroniarza) A jednak. Wejść z R. na trzydzieste piętro. Igła gramofonu. Odkrycie wiatru. To dziś. – Umyłem zęby, nalałem porto. Musisz wiedzieć, że nasze miasto strzela w górę jak popcorn. Mnie się to podoba.
Natalia Malek, Pokrywa
Wszystko cieknie - Marcin Świetlicki
Nie śnij się. nie śnij. W którymś śnie się utop tak ostatecznie i nie przyśnij już się. Robisz mi nieporządek w chaosie. Aż muszę zaraz po przebudzeniu kląć bezgłośnie, żeby ciebie odpędzić. Do mojej przeszłości wprowadzili się obcy, nawet nie wiem kto, leżą przy tobie na tapczanie, sprawnie - uczciwie za drzwi wypychają, tak że to nie jest teraz moja przeszłość. Dzisiaj odwilż. I wszystko cieknie. Wszystko cieknie. Niszczeją wszelkie trwałe formy. Budzi się z zimy rozedrgany ustrój.
"Wczoraj to inny kraj, a jego granice są dawno zamknięte." Sekundnik, szczupły celnik. Kiedy opuszcza szlabany wokół tarczy zegarka, zamykając granice kolejnych państw, przez które przejeżdżamy tranzytem, stawia ciemne pieczątki. Stuk metodycznie wbijanych w ciało wiz wyjazdowych potrafi zabrzmieć czasami, jakby tu nie o podróż chodziło, lecz o muzykę prującego się ściegu, pocieranej patykiem siatki od ogrodzenia, i o to, że uciekamy z Elei. Zmięty paszport, kartki, śmieszne stempelki mają być niepotrzebne. Śpisz obok, a drugi celnik odprawia rząd ciężarówek o czerwonych plandekach, od ich świateł leciutko połyskuje ci skóra i słychać szczęk szlabanów, kiedy się do mnie przytulasz. Jeden jest podniesiony: opuszczona powieka.
Maciej Woźniak, Ucieczka z Elei