Ciepły, toskański wiatr przemykał między dachówkami, roznosząc woń pieczonego mięsa, rozmarynu i oparów wina. Podobno zapachy raju, dla niego był to zapach ironii.
Leżał płasko na rozgrzanej terakocie, czując pod klatką piersiową miarowe bicie własnego serca. Przed nim spoczywała precyzyjna konstrukcja ze stali – jedyna kochanka, której nigdy nie potrafił porzucić. Przez lunetę obserwował dziedziniec posiadłości rodziny Russo. To nie było gniazdo węży. To była jaskinia lwów, do której Zebediah @kill-grave wszedł z uśmiechem godnym świętego, choć obaj wiedzieli, że jego dusza jest czarniejsza niż turecka kawa.
Jeszcze tylko ten jeden raz – to kłamstwo smakowało w jego ustach tak gorzko. – Obiecałem Ci, Asli @wxldr0se . Obiecałem, że dłonie, które dotykają twojej twarzy, nigdy więcej nie będą pachnieć prochem. Że znajdę pracę w warsztacie, że będziemy pić wino pod słońcem Italii jako wolni ludzie.
Poprawił chwyt. Docisnął kolbę do ramienia. Był gotowy. Był przeklęty. Był najlepszy w tym, czego nienawidził najbardziej.
Palec wskazujący, lekko zdrętwiały, spoczywał tuż obok spustu. Czuł na sobie wzrok Anity, swojej współpracownicy, która czaiła się kilka metrów dalej, sprawdzając otoczenie przez lornetkę. Jej milczenie było profesjonalne, ale dla niego stanowiło oskarżenie. Anita była właśnie przypomnieniem, że Florencja nie była nowym początkiem, a jedynie nowym poligonem. W obiektywie pojawiła się jego sylwetka. Prawnik gestykulował energicznie, rozmawiając z Rafaelem Russo. Jeden fałszywy ruch, jeden błysk noża w słońcu, a będzie musiał posłać kulę, która rozpęta jeszcze większą wojnę. Prędkość i kierunek wiatru, kąt nachylenia, tętno, niewątpliwie w tym świecie był bogiem. Decydował, kto dokończy zdanie, a kto padnie na brukowaną uliczkę. Prawnik używał słów, by kłamać i niszczyć, on używał prochu. — Czysto? — szept Anity przeciął ciszę. Nie odpowiedział od razu. Przymknął na moment oczy, widząc twarz żony w porannym słońcu. Widział jej nadzieję. Potem otworzył oko i znów spojrzał w lunetę. — Czysto — wyszeptał.
...ale we Florencji nigdy nie jest naprawdę czysto.











