Czego nie lubię w byciu biseksualną osobą?
Jak tu być z kobietą a później z mężczyzną?
Jak to możliwe nie mieć preferencji co do płci?
Dla mojej byłej, każda moja interakcja z facetem była odbierana jako potwierdzenie tego że nie lubię kobiet.
Dla mojego byłego, on w sumie nie miał z moją orientacją problemu. Bardziej zamiótł to pod dywan i zapomniał. Inni faceci to szkoda nawet wspominać ich komentarze.
Czasami czuję się jak oszust. Często zastanawiam się czy serio jestem biseksualna, a może jednak jestem hetero z pewną fazą na bycie z kobietami lub jestem comphet lesbijką. Staram się nie afiszować z moją orientacją, w pewnym sensie zakopuje tę części mnie. Mimo że to bardzo ważna części mnie. Zapominam ile czasu zajęła mi akceptacja mojej biseksualności. Jak długo to trwało. Jak bardzo zmieniło mnie to jako osobę, ale nadal czasami widzę siebie jako tę samą 16 letnią dziewczynę, która zakochała się w swojej koleżance z ławki. Jakie to było ciężkie przyznać się przed samą sobą i zaakceptować to.
Wyjście z szafy przed innymi nie jest niczym trudnym, dla mnie nie było niczym trudnym. Zawsze, gdy już się uporałam z moją orientacją, miałam podejście do mówienia o swojej orientacji otwarcie, jeśli komuś się to nie podobało lub mnie nie akceptował przez to. Nie było miejsca dla tej osoby w moim życiu. Najtrudniejsza była samoakceptacja. Moje postrzeganie świata obróciło się o 180 stopni.
Cieszę się że nie jestem hetero czy homoseksualna, dla mnie moją orientacja jest najpiękniejsza na świecie, bo oznacza że mogę pokochać kogoś bezwzględu na płeć/identyfikacje płciową.
Ubiegłe lata świętowałam każdy czerwiec z dumą. Ten pride month jakoś mi uciekł.
Chyba powinnam bardziej pokazywać swoją nie heteronormatywność.