|eng|
Another Fucking Growth Opportunity
Words that come to me constantly, make me feel heavy and leave me rolling my eyes with an overwhelming confusion. At the same time, when I come upon another layer of shit and the frustration it brings, deep inside I jump out of happiness as I know that it's an opportunity to cleanse and release what no longer suits me. An opportunity to grow. A reason to celebrate! But for me - very painful reason as this is hard and distressing work resulting in changes in my mental, emotional but also the physical body. Thus I bump from fever to cold, from stomach disorders to throat infections, from being tired like a baby to insomnia, from feeling bliss to piercing irritation that makes me grit my teeth...
I realised that all I used to do in such moments was running away from anything that triggered AFGOs and if turning away wasn't possible I'd numb myself by any means - stimulants, food, multiple distractions were my ways out of this painful processes for many years. And the moment came when they stopped working...
The realisation that I use them only to run away from myself was the moment I couldn't use them anymore. Therefore I can’t run, I can’t hide even if I wish to do so. And the truth is I don’t want to run anyway. And days like that I ask the Ocean and the Sun for more patience. So I can keep going so I can let go - the anger, the powerlessness, the anxiety. Those comparing to fear or sadness are the hardest emotions to deal with and to let go of. The ‘darkest’ of them seem to be frustration which brings up bile, resentment or will to destroy everything around me and disappear at the end of the World. Today is yet another day she is my companion, showing up on the lazy Saturday Morning, messing up my plans and ideas for the day off. It pushes me heavily to the floor, sucks the energy and projects itself sneakily onto a close person as it is so much easier to accuse them of my bad mood. It’s hard to acknowledge that no one else carries the responsibility for my life and all the painful emotions are my own burden and there is no external culprit.
It is 2 months now that the AFGO became a regular visitor and I exactly know why. As much work as I did in the last years it was all about the relationship with myself, other women, family and friends whilst not with a partner as it is impossible to do this work without getting into a meaningful relationship. All this time when I was in my aloneness was strongly needed but the time has come to meet the biggest challenge - loving someone without expectations, loving without judgement, loving just for who they are. This is a tough lesson exposing the status of my self-love as how I see and treat my partner is a mirror of how I see and treat myself. And this is a whole new level of awareness and transition to invite. This transition is happening but it takes a lot of effort, pisses me off, tightens my jaw and stomach and makes me want to scream out of anger. And then it just gives me this simple reflection that all it takes is just to take a deep breath and fucking let it all go…
|pl|
Another Fucking Growth Opportunity
Słowa, które cisną mi się na usta bezustannie, sprawiają, że ręce opadają do samej ziemi i zmęczona przewracam oczami. Ale za każdym razem, gdy odkrywam w sobie kolejne warstwy bajzlu, mimo tego całego zmęczenia i irytacji jakie towarzyszą jego uwalnianiu, gdzieś tam w środku rozpalam małe ognisko przy którym skaczę z radości.
Każda szansa na rozwój, dojrzenie schematu, który mną rządzi i możliwość uwolnienia się od niego to powód do celebracji! Ale to też kawał ciężkiej i bolesnej pracy, która przejawia się nie tylko zmianami w zdrowiu mentalnym i emocjonalnym, ale tez procesami, które targają ciałem. I tak, od 2 miesięcy, bujam się od gorączki do problemów z żołądkiem, od kataru do bólu gardła, od zmęczenia, spania jak dziecko, do zarwanych nocy, od wielkiej błogości, która rozlewa się po ciele jak balsam do boleśnie zaciśniętych w irytacji zębów…
Myślę, że do tej pory jedyne co umiałam robić w takich momentach to uciekać - od wszystkiego co wyzwala AFGO, a jeśli nie dało się tych zapłonów uniknąć to chciałam zagłuszyć efekty - używki, jedzenie, rozpraszanie się na wszystkich możliwych polach działały całkiem dobrze przez lata. Ale działać przestały wraz z pojawieniem się świadomości, że używam ich jako ucieczki. Więc teraz nawet jak uciekać chce, to nie wiem jak i gdzie. A prawda jest taka, że uciekać nie chce. Dlatego są takie dni jak dziś, kiedy patrzę w ocean, w słońce i proszę je, żeby podarowały mi więcej cierpliwości dla siebie. Cierpliwości do puszczania. Do uwalniania gniewu, bezsilności, irytacji. Te emocje są najtrudniejsze. Smutek i strach puszcza mi się jakoś dużo łatwiej. Frustracja, jaka potrafi się we mnie pojawić z powodu jakichś niezaspokojonych oczekiwań i projekcji względem innych osób i świata jest znacznie większym ‘potworem’. Ciągnie za sobą żółć, złość i chęć zepsucia wszystkiego wokół, a potem zniknięcia, zakopania się na dnie Świata. Dziś jest kolejny dzień, kiedy jest ze mną. Przyszła rano, w leniwą sobotę, na która miałam tyle pięknych planów. I bawi się ze mną, depcząc wszystkie pomysły na wolny dzień. Przykuwa mnie do podłogi, zabiera energię do działania i podstępnie przenika na bliską osobę, którą łatwiej oskarżyć o złe samopoczucie niż samą siebie. Odpowiedzialność za moje życie - trudno przełknąć, że nikt nie weźmie jej na siebie, że cała spoczywa w moich rękach, że moja trudna emocja jest we mnie i nie ma żadnego zewnętrznego winowajcy.
Od 2 miesięcy mam wrażenie, że AFGO przychodzi do mnie co chwila, co kilka dni. Wiem dlaczego. O ile ostatnie kilka lat to dużo pracy ze sobą, na polu budowania więzi z kobietami, odnajdowania się relacjach rodzinnych i towarzyskich to niewiele pracy zadziało się w przestrzeni związku - po prostu trudno ją wykonywać nie tworząc z kimś głębszej więzi. Ten czas bycia w samotności był mi potrzebny, ale przyszła dojrzałość do chyba najtrudniejszego wyzwania - kochania bez oczekiwań, kochania bez oceny, kochania drugiej osoby po prostu. To mocna lekcja, która pokazuje mi jaka jest moja miłość do siebie - bo to jak traktuje partnera jest dokładnym odzwierciedleniem tego, jak traktuję siebie samą. I tu jest dużo miejsca do pracy jak się okazuje. Pracy, która zaciska szczękę, wkurza, wyciska łzy, zaciska żołądek i każe tupać nogami. A potem zrozumieć, że wystarczy wziąć głęboki oddech i wszystko to puścić do cholery!