Siedzę, patrząc w telefon. W końcu dzwoni! Wróciła! Szybko wyskakuje z mieszkania. Czekając już przy windzie, zorientowałem się iż zapomniałem telefonu. Szybko więc wróciłem po niego. Co się ze mną dzieję cały się trzęsę. Jestem już w aucie? Jak tu dotarłem? Cały świat wiruje, a w mojej głowie tylko ona, ona!!! To co się dzieję we mnie można jedynie porównać do procesów zachodzących w galaktyce. Wybuchy gwiazd, zderzające się planety, chaos i harmonia, a temu wszystkiemu towarzyszy cisza- próżnia. Już czuje jej usta na moich. Jadę, pędzę czym prędzej. Jeszcze 5 minut i ją zobaczę! Jeszcze chwilę. Jest, widzę ją! Rozłożyła w moim kierunku ręce. Wyłączyłem silnik i wyskoczyłem z jeszcze jadącego powoli samochodu. Ona, tylko ona. Nic więcej się nie liczy. W końcu w moich ramionach. Pocałunek. Jej włosy. Jej oczy. Ona. Tuż obok mnie. Brak odpowiedniego słowa w głowie. Tyle do powiedzenia. "Kocham Cię! Jesteś dla mnie wszystkim, całym życiem." wydusiłem z siebie. Cały drżę. Siedzimy razem w aucie na tylniej kanapie, jak to mamy w zwyczaju. Wtulona we mnie, patrzymy sobie w oczy. "Kochanie, nic nas nigdy nie rozdzieli?"- zapytała. Chociaż bardzo dobrze wiem, że to pytanie retoryczne. To odpowiadam: "Nawet śmierć, najdroższa"- tutaj chwila puazy, gdyż pojawiła się osobliwa myśl w mojej głowie, od razu się nią podzieliłem-" wiesz, jak będziemy się żenić, znaczy wychodzić za mąż, yyyy, brać ślub!"-często mam problem ze skupieniem się gdy patrzę na moją uroczą kruszynkę- "to składając przysięgę nie mówmy frazy 'do póki nas śmierć nie rozłączy', bo ja zamierzam być z Tobą znacznie dłużej, znacznie!" Twój na zawsze!













