Mam takie dni, że ON przebija się przez moją skorupę. Robi coś co jest dla mnie cholernie ważne, a wiem, że dla niego niekoniecznie. Najlepsze jest to, że nie mogłabym z nim być, bo wiem, że zasługuje na kogoś o wiele lepszego, a nie mnie z całym moim bałaganem. To jednak nie zmienia faktu, że przywiązałam się do niego jak głupi szczeniak.
To ten rodzaj przywiązania, że poszłabym za nim w ogień, odwołała wszystkie plany tylko po to aby wypić z nim kubek herbaty i posłuchać o rzeczach, które go wkurzają.
Jestem silna, emocjonalnie zepsuta i potrafię kogoś wyrzucić z głowy jednym pstryknięciem, ale on wszedł pod moją skorupę, a tam jest już tylko moje małe, bezbronne miękkie serce.









